Tag Archives: historia

Unia Lubelska

godło: „Unitka”

Unia Lubelska

    Wśród drzew i kwiatów, w blasku Księżyca,
na starym placu – oczy zachwyca
czarny obelisk – na nim dwie postacie,
lśnią złotem szat swych w srebrnej poświacie.
Majestatem swoim, królewską urodą
od lat zachwycają. Wciąż rozmowy wiodą.
O czym? Łatwo zgadnąć. O ciężkiej przeszłości,
o wiecznej, choć trudnej wzajemnej miłości,
o tym, że choć lat wiele los łączył ich dole,
to historię dziejów tworzą wciąż w mozole.
Mimo, że wciąż wrogie wiatry w oczy wiały
stoją – łącząc dłonie – jak od wieków stały,
a prawdziwa przyjaźń łączyć zawsze będzie
dwa bratnie narody – choćby w zła obłędzie
– świat cały trwał…

Odkąd pamięć moja sięga – historia mojego życia jakoś dziwnie splatała się ze wspomnieniami tak wielkiego wydarzenia, jakim było podpisanie wielkiego w dziejach narodu polskiego dokumentu – Unii Lubelskiej. Read more …

Dom moich Dziadków

Pojęcie domu kojarzy mi się ze spokojną egzystencją, zaspokojeniem potrzeb materialnych i duchowych. Z poczuciem bezpieczeństwa, zaspokojeniem pragnienia wolności, miłości, co się nierozerwalnie wiąże z pojęciem rodziny, z rodziną pełną, zgodną, zdrową moralnie, stabilną. Wiąże się też z pojęciem Ojczyzny, z miłością do niej, z umiłowaniem ojczystej mowy, ojczystej przyrody, ojczystej kultury. Jest to pojęcie często pozornie złudne. „Dom” jest często marzeniem, ideałem. Lecz dom jest także wszędzie, gdzie my jesteśmy. My go tworzymy. Niezależnie od jego formy materialnej istnieje jego forma duchowa, której jesteśmy jakby częścią, mieszkańcem, budowniczym – zobowiązanym do dbałości o niego. I tak te wszystkie pojęcia wyrażające dom, wszystkie te nasze domy, są jakby drogą do tego domu Ojca do którego zmierzamy, a który będzie doskonały, posiadający te wszystkie przymioty, elementy wszystkich pojęć idealnego domu, do którego dążymy, o którym marzymy. Dlatego myślę, że warto przypomnieć sobie  ten pierwszy dom, który ogarniam pamięcią, a który wywarł ogromny wpływ na ukształtowanie się mojej osobowości, pewnej formacji duchowej mojej rodziny. Z takich historii składa się historia całego narodu, całego społeczeństwa, historia mojego najdroższego domu, który przetrwał tyle burz, który się ostał, mimo, że rozpadały się jego ściany a wiatr historii zwiewał go z mapy Europy – mojej Ojczyzny. Read more …

Na „Deptaku”

Siedzę na „Deptaku”. Spokojnie płynie czas. Jasne promienie słoneczne igrają na odnowionych kamieniczkach, na lśniących kopułach lasu wież – tam, gdzie na Ratuszu wesoły Koziołek igra z wiatrem pobekując do zaprzyjaźnionego z nim Kogucika z wieży Trynitarskiej. Jak przysadzista staromiejska mieszczka  – brama Krakowska gościnnie zaprasza do wnętrz swego gospodarstwa i jak przystało dostojnej gospodyni mającej bezustanne baczenie na wszystko co się dokoła dzieje – pamięta naraz o wszystkim. O tym, by zegar, co odmierza czas historii służył jak od wieków wszystkim mieszkańcom, przypomina o opiece, jaką otacza ten gród Matka Boża i jego patron – św. Antoni, a w południe głosem hejnału budzi w sercach słuchających wspomnienia z lat minionych. Gdy Lublin był dużo mniejszy, a system przekazu informacji i komunikowania się był jeszcze w powijakach, po balkonie bramy Krakowskiej, który wówczas otaczał wokół jej wieżę – chodził dniem i nocą strażak wypatrując, czy gdzieś nie wybuchł pożar.Głos jego trąbki spełniał rolę zegara – informując mieszkańców, że upływa tak ważna w danej dobie godzina – godzina hejnału. Read more …

W skansenie

Uratowane od zapomnienia,
ożyły w sercach każdego z nas,
w kształty oblekły się wspomnienia
– czarodziej różdżką wstrzymał czas.

Podcienia chaty słomą krytej,
ściany bielone, wśród bali mech,
z drogiej przeszłości w mgle spowitej
wypływa cisza wstrzymując dech.

Codzienne sprzęty tak sercu drogie:
makutry, niecki, łyżki i piec
– i koromysło, skrzaty pod progiem
– bambetel, w którym chciałabym lec.

To wszystko kiedyś w dłoniach kochanych
służyło Tobie – byś wzrastać mógł.
Te najpiękniejsze na świecie dzbany
poiły mlekiem od własnych krów.

W każdej cząsteczce Twojego ciała,
w każdej kropelce Twej polskiej krwi
– ogromna wiara, miłość i praca
przeszłych pokoleń tkwi…

Lublin, dnia 16 lipca 1998 r.
(w dniu promocji nowej ekspozycji w Muzeum Wsi Lubelskiej)

Boże Ciało

Na polską ziemię czerwiec spłynął,
wiosny i lata owiał ją czarem,
serce ogarnął niegasnącym żarem
miłości do Ciebie – Jezu…

W rękach  kapłanów w Opłatkach białych
wyjdziesz wnet obejść nasze zagrody,
pobłogosławić chaty i płody
– z miłości do nas – Jezu…

Gorący czerwcowy dzień. Rok 1998. Boże Ciało. Spod Archikatedry wyrusza procesja. Abp. Józef Życiński zainicjował piękny zwyczaj, aby procesja przemierzała szlak Starego Miasta i zakończyła się na stopniach wiodących do Lubelskiego Zamku. Idąc wolno za baldachimem, wsłuchując się we wspaniałe dźwięki orkiestry i śpiewając eucharystyczne pieśni – mimo woli wracam myślą do wspomnień sprzed lat. Read more …

Lublin, Księżyc i ja (4)

IV

Siedzę na ławeczce, w górze Księżyc lśni,
znów snuję wspomnienia z tych minionych dni
– z tych, co w lat odległych odpłynęły dal,
w sercu moim budzą tęsknotę i żal.

Nowy „Deptak” w blasku nowych latarń drga,
z głębin zapomnienia ustępuje mgła,
Koziołek na wieży z wiatrem idzie w tan,
gdzie od wieków rośnie wież lubelskich łan.

Nowy – stary ratusz wspomina te dni,
gdy z oczu Maryi popłynęły łzy,
dni – gdy z gruzów jego deszcz ceglany padł
na tego co w dniu tym – święty spokój skradł.

***

W sercu mego miasta dziś spokój panuje,
Słońce je w tęczowe kolory maluje,
od rana rozbrzmiewa tu melodii moc,
aż je ukołysze w ramionach swych noc.

Gdy w południe zmilkną już zmęczone dzwony,
a wraz z nimi ścichną już hejnału tony,
harmonia wygrywa melodie sprzed lat,
wprowadza mą duszę w dawnych marzeń świat.

Gdy czasem na pacierz do „Ducha” wstępuję
u stóp Matki Bożej znów się dzieckiem czuję,
zza murów głos trąbki dolatuje mnie
i AVE MARYJA brzmi jak w cudnym śnie.

***

Kiedy nowy Lublin swoje dni świętuje,
w rytm skocznych melodii żakeria harcuje
i w barwnych ogródkach, których jest bez liku
odpoczywać można siedząc przy stoliku.

A z pamięci mojej inny gwar dobiega,
z krużganków oficyn znowu się rozlega
echo nawoływań, stóp dziecięcych tupot,
szewskich młotków, maszyn singerowskich stukot.

Siedzę na ławeczce, w górze Księżyc lśni
i snuję wspomnienia z minionych już dni.
Pod wpływem uroku nowego „Deptaka”
rozkwita nadzieja i smutek ulata…

Lublin, dnia 1 czerwca 1998 r.
(Na „Deptaku”)

*** (Spłynąłeś jak biały nadziei gołąbek)

Ojcu Świętemu

***

Spłynąłeś jak biały nadziei gołąbek na polską ziemię,
odkrywasz Boskich tajemnic – po rąbku rąbek
– słucha Cię ludzkie plemię…

Czytasz nam karta po karcie – serca swojego księgę,
balsamem słowa koisz rozdarcie Narodu – wskazujesz
miłości Bożej potęgę…

Powtarzasz proste, lecz jakże mocne słowa, nie wiem
raz już który,
i kruszysz nim jak twardym oskardem
dzielące ludzi mury…

I chociaż pada słów Twych potęgą
rzucone przez Ciebie ziarno
na polską, biedną, zmęczoną ziemię,
wyjałowioną i marną
– wierzę, że jak w historii nieraz
– i teraz cud się stanie:
pod wpływem serca Twojego promieni
-duch jej się znów zbudzi
– i wstanie…

Lublin, 4 czerwca 1997 r.

W piwnicy

WSPOMNIENIA WRZEŚNIA 1939
 

W piwniczne okienko świt zagląda blady,
za słońca promieniem dźwięki kanonady
wciskają się huków złowrogą kaskadą,
gdzie ludzie wśród mroku stłoczeni gromadą.

***

Kiedy od wybuchów drży piwnica cała
i od ich podmuchów trzęsie się powała,
na schylone głowy z góry gruz opada,
rytmowi wybuchów – z mroku odpowiada

rytm różańców – cicho, z ufnością szeptanych,
jak granatów Bożych na wroga rzucanych.
Do stóp Przedwiecznego wznosi się wołanie:
„od ognia i wojny zachowaj nas Panie…”

***

Gdy w Twoim kościele pieśń ta jest śpiewana,
przed ołtarzem Bożym padnij na kolana,
wspomnij, że od wieków to Polski wołanie:
„od ognia i wojny zachowaj nas Panie”.

29 stycznia 1996 r.

Słoneczniki

WSPOMNIENIA WRZEŚNIA 1939

 

Gdzieś na Saskiej Kępie, pod niebem wrześniowym
aby się zasłonić przed deszczem bombowym,
pod słonecznikami, ze swą lalką w ręce
ukryło się w schronie – czteroletnie serce.

***

Poprzez życia dalsze złe i dobre chwile
pamięć ma wspomina słoneczników tyle:
przed oczami stają złociste, kochane,
przez ojca, przez męża – sadzane, zrywane,

przy miedzach, na polach, działach uprawiane,
teraz znów przez wnuki z zapałem łuskane,
a nawet na sławnym Van Gogha obrazie,
jak żywe, przepiękne w tym swoim wyrazie.

***

Kiedy je wspominam, zstępując w głąb siebie,
modlę się do Stwórcy, co patrzy na Ziemię,
aby słoneczników, w tych czy innych stronach,
nikt nigdy nie musiał znów sadzić na schronach.

29 stycznia 1996 r.

Wrześniowa noc

WSPOMNIENIA WRZEŚNIA 1939
 

Noc. Dym. Żar. Trzask. Błysk płomieni.
Języki ognia liżą drzwi do sieni.
A oczy dziecka ogromne, przerażone,
na mur wysoki są zapatrzone.

Huk. Stuk. Pył. Kurz. Gruz ceglany.
W murze się otwór zwiększa wyrąbany,
a dziecko czeka, wierząc, że cud się stanie:
że wnet tą dziurą się wydostanie.

***

Noc. Dym. Huk. Pożary świecą,
Z pobliskich domów głownie z trzaskiem lecą.
A oczy dziecka ogromne, przerażone,
na straszny obraz są zapatrzone.

Huk. Jęk. Ryk. Kwik rannych koni.
To jeszcze nasza Warszawa się broni.
A dziecko czeka, że cud się stanie:
z dymów pożarów się wydostanie.

***

Świst. Kurz. Dym. Żar. Ojca dłonie
wyniosły córkę w czarnej nocy tonie.
A oczy dziecka ogromnie umęczone,
śpią snem spokojnym w ojca wtulone.

Dzień. Noc. Dzień. Noc. Rok za rokiem.
Wolność się zbliża krok za krokiem.
A dziecko rośnie wierząc, że cud się stanie:
Warszawa piękna z popiołów wstanie.

13 stycznia 1996 r.