Tag Archives: wspomnienia

*** (Kiedy duje wiatr w kominie)

***

Kiedy duje wiatr w kominie jak za dawnych lat,
a za oknem białym puchem otulony świat,
uszy pieści znów melodia, ta co w sercu tkwi,
fala wspomnień w duszę wpływa, z jak odległych dni…
Dni, co z wiatrem przeminęły, bliskich, co odeszli w dal,
pozostały po nich tylko w sercu ból i żal…
Nagle w mej kaplicy serca jakby się odezwał dzwon,
jakby ktoś zapalił światła, nowy zabrzmiał ton.
Przybył do niej bliski sercu Przyjaciel – wiesz kto.
on modlitwą wciąż mnie wspiera – odległy „mil sto”…
Ojciec Pio się ucieszył, że zawitał nowy gość,
Wie on bowiem, że przyjaciół nigdy nie jest dość.
Zna samotność, zna cierpienie, wie co smutku łzy.
Wie, że spływa ukojenie, kiedy w Bogu ze świętymi
obcujemy my…

 

Lublin, dnia 22 listopada 2008.

Pusta alejka…

Patrz… Pusta alejka, na drzewach drży sadź.
Samotna ławeczka, wspomnienie sprzed lat,
promienie nieśmiałe – ból duszy kojące
dalekie, przyjazne, wciąż świecące słońce
– to wszystko dziś Tobie wraz z sercem chcę dać:
tę pustą alejkę, wspomnienie i sadź…

Patrz… Pusta alejka, kogoś tutaj brak…
Samotna ławeczka – stęskniona jak ja…
Pragnienie nieśmiałe, by nim zajdzie słońce
– oczy, dłonie, dusze i serca gorące
odnalazły tutaj chwili szczęścia smak
– by w cichej alejce – nie było już brak
nigdy, nigdy… Ciebie…

 

Lublin, dnia 10 stycznia 2004.

 

Ta sama alejka, na drzewach nie sadź.
W zielone sukienki spowity dziś świat.
Lecz ciągle samotna ławeczka – jak ja,
wciąż czeka spełnienia marzenia sprzed lat.
Jak zimą, tak wiosną, wciąż Tobie chcę dać
i drzewa, i ptaki, i cały mój świat.

Patrz… Pusta alejka, wciąż kogoś tu brak…
Samotna ławeczka 0 stęskniona jak ja…
W pobliskich zaroślach pogwizduje szpak.
Pragnienie nieśmiałe wciąż w sercu mym trwa,
spokoju nie daje: bym gdzie Ty – tam ja
mogła znowu spędzić choćby chwilę dnia
– jak kiedyś…

 

Lublin, dnia 24 maja 2004.

 

Patrz… Pusta alejka, w krąg drga lata czar.
Samotna ławeczka stęskniona od lat
gdzieś znikła wraz z wiosną, nie został ni ślad,
jak znikło wspomnienie i jak znikł mój świat
– gdy chciałam go Tobie na ławeczce dać
– jak znikło marzenie i zimowa sadź.

Patrz… Pusta alejka, już nic tu nie brak…
A jednak ławeczka wciąż żyje we snach…
Choć spokój w mej duszy i ciche czekanie
na tak wymarzone kolejne spotkanie
poprzedza tak krótkie, tak miłe zbliżenia,
tak szybkie, choć nie smutne chwil tych zakończenia
wciąć będzie mi brak… Ciebie…

 

Lublin, dnia 24 czerwca 2004.

Unia Lubelska

godło: „Unitka”

Unia Lubelska

    Wśród drzew i kwiatów, w blasku Księżyca,
na starym placu – oczy zachwyca
czarny obelisk – na nim dwie postacie,
lśnią złotem szat swych w srebrnej poświacie.
Majestatem swoim, królewską urodą
od lat zachwycają. Wciąż rozmowy wiodą.
O czym? Łatwo zgadnąć. O ciężkiej przeszłości,
o wiecznej, choć trudnej wzajemnej miłości,
o tym, że choć lat wiele los łączył ich dole,
to historię dziejów tworzą wciąż w mozole.
Mimo, że wciąż wrogie wiatry w oczy wiały
stoją – łącząc dłonie – jak od wieków stały,
a prawdziwa przyjaźń łączyć zawsze będzie
dwa bratnie narody – choćby w zła obłędzie
– świat cały trwał…

Odkąd pamięć moja sięga – historia mojego życia jakoś dziwnie splatała się ze wspomnieniami tak wielkiego wydarzenia, jakim było podpisanie wielkiego w dziejach narodu polskiego dokumentu – Unii Lubelskiej. Read more …

Zamyślenie – W cieniu krzyża

„Króla wznoszą się ramiona,
Tajemnica krzyża błyska;
Na nim życie śmiercią kona,
Lecz z tej śmierci życie tryska.”
– pieśń ludowa –

Krzyż, krzyż, ciągle krzyż, ciągle krzyże. Jak trudno mi je pokochać… Jako małe dziecko przeżyłam oblężenie Warszawy. Wędrówki wśród pożarów, trupów końskich i ludzkich, bomby, pociski… Przeżyłam szok. Potem przez długie lata okupacji – lęk przed Niemcem – uosobieniem zła. Pozostały strachy nocne, nadwrażliwość, paniczny strach przed cierpieniem fizycznym, łomot serca na widok czyjejś krwi, przemocy, kalectwa. Krzyż napawał mnie panicznym lękiem. Do tej pory unikam uczestnictwa w nabożeństwie drogi krzyżowej, podczas którego często robi mi się słabo. A jednak… Read more …

Na „Deptaku”

Siedzę na „Deptaku”. Spokojnie płynie czas. Jasne promienie słoneczne igrają na odnowionych kamieniczkach, na lśniących kopułach lasu wież – tam, gdzie na Ratuszu wesoły Koziołek igra z wiatrem pobekując do zaprzyjaźnionego z nim Kogucika z wieży Trynitarskiej. Jak przysadzista staromiejska mieszczka  – brama Krakowska gościnnie zaprasza do wnętrz swego gospodarstwa i jak przystało dostojnej gospodyni mającej bezustanne baczenie na wszystko co się dokoła dzieje – pamięta naraz o wszystkim. O tym, by zegar, co odmierza czas historii służył jak od wieków wszystkim mieszkańcom, przypomina o opiece, jaką otacza ten gród Matka Boża i jego patron – św. Antoni, a w południe głosem hejnału budzi w sercach słuchających wspomnienia z lat minionych. Gdy Lublin był dużo mniejszy, a system przekazu informacji i komunikowania się był jeszcze w powijakach, po balkonie bramy Krakowskiej, który wówczas otaczał wokół jej wieżę – chodził dniem i nocą strażak wypatrując, czy gdzieś nie wybuchł pożar.Głos jego trąbki spełniał rolę zegara – informując mieszkańców, że upływa tak ważna w danej dobie godzina – godzina hejnału. Read more …

Bracia

„Z babcinej komody”

W nawiązaniu do mojego opowiadania „Przedwiośnie” – pragnę podzielić się z  szerszym, bliskim mym sercu gronem czytelników – następną pamiątką z „babcinej komody” i refleksją : obszernymi fragmentami listów  mojego ojca – Kazimierza, do mojego stryja – Mariana, który jak już wspomniałam uprzednio – przebył całą drogę Legionów ( z pobytem w Szczypiornej włącznie). Następnie brał udział w kampanii 1920 r. jako wachmistrz I-go Pułku Szwoleżerów Wojska Polskiego i został odznaczony Krzyżem Walecznych.

Podczas, gdy on większą część swych młodych lat spędził w bezpośredniej służbie Ojczyźnie – cała rodzina ciężko pracowała na pokrycie kosztów jego wyposażenia wojskowego, na paczki dla niego. Babcia wysyłała paczki z czystą bielizną, z niezbędnymi drobiazgami. Paczki te jak i listy wysyłane były przez rozmaite „okazje” i nie zawsze docierały do adresata. Rodzina pokrywała w tym czasie także koszty kształcenia drugiego brata – Stanisława, który studiował w Wyższej Szkole Mechaniczno-Technicznej H. Wawelberga, S. Rotwanda w Warszawie. Ojciec mój – Kazimierz, pomagał rodzicom w prowadzeniu firmy czapniczo-kapeluszniczej St. Januszewski przy ul. Kapucyńskiej 2 – uczęszczając jednocześnie do gimnazjum im. St. Staszica i zdobywając najwyższe kwalifikacje w zawodzie ojca – dyplom mistrza czapniczego. Najmłodsza z rodzeństwa – znana już czytelnikom – Janina (Nusia) – uczęszczała do szkoły pani Arciszowej.

A teraz listy. Read more …

Nad jeziorem

***

Najpiękniejsze jest jezioro nocą,
kiedy księżyc wypływa zza drzew,
kiedy gwiazdy na falach migocą,
koi duszę dyskoteki śpiew.

I miarowe ping-ponga odbicia
kończą chwile tak miłego dnia,
falą wspomnień minione przeżycia
powracają na jawie i w snach.

Chociaż piękno i spokój dokoła
zapomnienie daje o złem,
pod opieką mojego Anioła
usypiając – żegnam się z dniem

– jest zakątek w głębinach mej duszy,
gdzie tęsknota i ból wciąż trwa
i nadzieją ukołysana
razem ze mną zasypia ma
Miłość…

 

Okuninka, dnia 4 sierpnia 1998.

 

***

Idę do Ciebie księżycową drogą,
która się wije wśród jeziora fal,
gdzie odbite gwiazdki dopomóc mi mogą,
prowadząc wciąż w Twoją nieznaną mi dal.

Idę do Ciebie myślą i marzeniem,
choć daleka droga – bliskiś sercu Ty.
Oboje objęci jednym Bożym Tchnieniem
wędrujemy poprzez trudne życia dni.

Idę do Ciebie modlitwy stopniami,
które chcę wyprosić Twe spokojne sny,
by Bóg wokół Ciebie dniami i nocami
rozpraszał swym światłem niepokoju mgły…

 

Okuninka, dnia 5 sierpnia 1998.

W skansenie

Uratowane od zapomnienia,
ożyły w sercach każdego z nas,
w kształty oblekły się wspomnienia
– czarodziej różdżką wstrzymał czas.

Podcienia chaty słomą krytej,
ściany bielone, wśród bali mech,
z drogiej przeszłości w mgle spowitej
wypływa cisza wstrzymując dech.

Codzienne sprzęty tak sercu drogie:
makutry, niecki, łyżki i piec
– i koromysło, skrzaty pod progiem
– bambetel, w którym chciałabym lec.

To wszystko kiedyś w dłoniach kochanych
służyło Tobie – byś wzrastać mógł.
Te najpiękniejsze na świecie dzbany
poiły mlekiem od własnych krów.

W każdej cząsteczce Twojego ciała,
w każdej kropelce Twej polskiej krwi
– ogromna wiara, miłość i praca
przeszłych pokoleń tkwi…

Lublin, dnia 16 lipca 1998 r.
(w dniu promocji nowej ekspozycji w Muzeum Wsi Lubelskiej)

Boże Ciało

Na polską ziemię czerwiec spłynął,
wiosny i lata owiał ją czarem,
serce ogarnął niegasnącym żarem
miłości do Ciebie – Jezu…

W rękach  kapłanów w Opłatkach białych
wyjdziesz wnet obejść nasze zagrody,
pobłogosławić chaty i płody
– z miłości do nas – Jezu…

Gorący czerwcowy dzień. Rok 1998. Boże Ciało. Spod Archikatedry wyrusza procesja. Abp. Józef Życiński zainicjował piękny zwyczaj, aby procesja przemierzała szlak Starego Miasta i zakończyła się na stopniach wiodących do Lubelskiego Zamku. Idąc wolno za baldachimem, wsłuchując się we wspaniałe dźwięki orkiestry i śpiewając eucharystyczne pieśni – mimo woli wracam myślą do wspomnień sprzed lat. Read more …

Lublin, Księżyc i ja (4)

IV

Siedzę na ławeczce, w górze Księżyc lśni,
znów snuję wspomnienia z tych minionych dni
– z tych, co w lat odległych odpłynęły dal,
w sercu moim budzą tęsknotę i żal.

Nowy „Deptak” w blasku nowych latarń drga,
z głębin zapomnienia ustępuje mgła,
Koziołek na wieży z wiatrem idzie w tan,
gdzie od wieków rośnie wież lubelskich łan.

Nowy – stary ratusz wspomina te dni,
gdy z oczu Maryi popłynęły łzy,
dni – gdy z gruzów jego deszcz ceglany padł
na tego co w dniu tym – święty spokój skradł.

***

W sercu mego miasta dziś spokój panuje,
Słońce je w tęczowe kolory maluje,
od rana rozbrzmiewa tu melodii moc,
aż je ukołysze w ramionach swych noc.

Gdy w południe zmilkną już zmęczone dzwony,
a wraz z nimi ścichną już hejnału tony,
harmonia wygrywa melodie sprzed lat,
wprowadza mą duszę w dawnych marzeń świat.

Gdy czasem na pacierz do „Ducha” wstępuję
u stóp Matki Bożej znów się dzieckiem czuję,
zza murów głos trąbki dolatuje mnie
i AVE MARYJA brzmi jak w cudnym śnie.

***

Kiedy nowy Lublin swoje dni świętuje,
w rytm skocznych melodii żakeria harcuje
i w barwnych ogródkach, których jest bez liku
odpoczywać można siedząc przy stoliku.

A z pamięci mojej inny gwar dobiega,
z krużganków oficyn znowu się rozlega
echo nawoływań, stóp dziecięcych tupot,
szewskich młotków, maszyn singerowskich stukot.

Siedzę na ławeczce, w górze Księżyc lśni
i snuję wspomnienia z minionych już dni.
Pod wpływem uroku nowego „Deptaka”
rozkwita nadzieja i smutek ulata…

Lublin, dnia 1 czerwca 1998 r.
(Na „Deptaku”)