Tag Archives: choroba

*** (Kochani Aniołowie)

***

Kochani Aniołowie,
zawsze wierni stróżowie
pracujących wytrwale,
czy w głębokich wykopach,
czy już prawie w obłokach
– na budowie świątyni,
proszę Was
strzeżcie ich
od wszelakich przypadków,
– czy zasłabnięć, upadków,
chorób duszy lub ciała…
Aby dzięki nim rosła świątynia,
a wraz z nią – Boża chwała…

 

Lublin, dnia 30 października 2013

2000 – listy do Ojca Świętego

W tym wspaniałym roku 2000 moi Przyjaciele – sąsiedzi z Domu Pomocy Społecznej im. Matki Teresy z Kalkuty w Lublinie wykonali wspaniałe dary dla Ojca Świętego. Miała zaszczyt pomóc im napisać listy do Ojca Świętego, które miały być dołączone do tych prezentów. Oto one:

List pierwszy – pani Marii Świrgiel:

Umiłowany Ojcze Święty!

U progu Roku Jubileuszowego, roku deszczu łask Bożych spływających na nas wszystkich
„- otworzyłeś drzwi do wielkiej jasności
dla całego na świecie Twego Ludu Bożego,
przekroczyłeś wraz z nami nowy próg nadziei
na obecność w nas wszystkich Słowa Wcielonego.

W świecie grozy, przemocy i szaleństwa szatana,
ukazałeś, jak w wielkiej jasności powodzi
– Radość, która przed wiekami nam została dana
– wciąż na nowo dla wszystkich na świecie się rodzi…”
(Danuta Kowal)

Za tę radość z nadziei, za ogromną Bożą Miłość, którą darzysz nas wszystkich, za uśmiech spod dźwiganego krzyża – krzyża nas wszystkich – składam Ci dar z mojego serca, z mojej miłości, dar wdzięczności i ciągłej modlitwy w Twoich intencjach. A zewnętrznym wyrazem tego wszystkiego, czego słowa wyrazić nie mogą, niech będzie Twoja podobizna z komplet bielizny do Mszy świętej, wyhaftowane przez długie godziny duchowego łączenia się z Tobą. Wykonałam ten haft lewą ręką. Po przebytej w dzieciństwie chorobie Heine Medina, lewostronny niedowład unieruchomił mnie na wózku inwalidzkim.

Haftuję krzyżykami – jak krzyżykami haftuje moje życie dobry Bóg. Haftuje je i ozdabia złotymi nićmi radości. Taką radością, którą dał mi dzisiaj, jest możliwość przekazania Ci owocu mojej pracy. Może stanie się ona małą radością dla Ciebie – kochany Ojcze Święty – która wywoła uśmiech na Twojej, tak drogiej mi twarzy.

Jednocześnie przekazuję Ci modlitwy, pamięć i miłość moich bliskich mi współmieszkańców i pracowników Domu Pomocy Społecznej im. Matki Teresy z Kalkuty w Lublinie.

– Maria Świrgiel
Lublin, dnia 15 sierpnia 2000.

List drugi – pana Henryka Paraszczuka

Przewielebny Ojcze Święty!

W tym tak wspaniałym roku – Roku Jubileuszowym, roku nadziei, roku zdroju łask Bożych – dziękując za wszystko, co nam dajesz: wiarę, nadzieję, miłość – poprzez nieskończenie wielką ofiarę, trud, cierpienie – ofiaruję Ci radością owoc mojej pracy: kopię obrazu Matki Bożej Licheńskiej. W Licheniu wszakże, podczas ostatniej pielgrzymki do Polski, modliłeś się do Niej z nami, o wyproszenie dla nas wiary mocnej, która nie lęka się żadnych trudności, cierpień czy niepowodzeń, bo oparta jest na przekonaniu, że „dla Boga nie ma nic niemożliwego” (por. Łk 1,37).

Obraz ten namalowałem ustami. W wypadku straciłem obie ręce i nogi. Dobry Bóg ulitował się nade mną i dał mi radość tworzenia, malowania dla Jego chwały. Pracuję – modląc się jednocześnie do Jezusa i Jego Matki, do Nich, którzy tak dobrze rozumieją cierpienie człowieka, bo ich cierpieniu nie było równego na świecie.

Ofiaruję Ci obraz Maryi, którą tak bardzo umiłowałeś, że zawierzyłeś Jej samego siebie, a Ona tak bardzo Cię ukochała, że prowadzi Cię bezpiecznie przez Twoją drogę krzyżową i zakończę słowami:

„Maluję Cię Matuchno ustami
Maluję Cię Matuchno dniami i nocami
Maluję Cię swoją miłością
Maluję Cię swoją radością
Maluję Cię sobą całym
I Twymi obrazami
wypełniam
świątynię swojego serca”

– Henryk Paraszczuk
mieszkaniec Domu Pomocy Społecznej
im. Matki Teresy z Kalkuty w Lublinie

Lublin, dnia 15 sierpnia 2000

Oba wspaniałe dary dotarły do Ojca Świętego, co prawda nie od razu, lecz po pokonaniu wielu trudności w zrealizowaniu tego przedsięwzięcia, a moja radość była tym większa, że przy okazji dotarła i moja malusieńka kropelka w pisanym słowie.

Moje dworki

Mając lat sześć prawie – a w duszy wspomnienia
warszawskiego września, getta lubelskiego,
mając w sercu swoim miast szczęścia istnienia,
przed Niemca mundurem lęk dziecka polskiego

– znalazłam się nagle w oazie spokojnej,
krainie uroczej, lasami spowitej,
w oczach dziecka od łez oraz strachu wolnej,
od wszelkiego złego bezpiecznie ukrytej.

Był tam dworek mały  – Strykowice zwany –
zdawał mi się większy, niźli inne domy,
blisko Czarnolasu, gdzie nasz wieszcz kochany
tworzył do dziś znane swej poezji tomy.

W dworku tym znalazłam dusze kochające,
co wszystkich biedaków sercem otaczały,
w dworku tym znalazłam rozkoszy tysiące,
co małej dziecinie wielkie szczęście dały.

***

Mając lat już sporo, a w duszy cierpienia
po stratach, chorobach, po ciężkich przeżyciach,
mając w sercu swoim miast szczęścia istnienia,
tylko mały, słaby płomień chęci życia

– znalazłam się znowu w oazie spokojnej,
krainie uroczej od świata zakrytej,
od gwaru miejskiego i hałasu wolnej,
we wspomnienia dawnej przeszłości spowitej.

Był to Skansen mały w Sławinie zrodzony,
gdzie dawne pamiątki sercem zgromadzone,
w nim dworek z Żyrzyna prosto przeniesiony,
jak z mojej pamięci wspomnienie wskrzeszone.

W Skansenie i w dworku znalazłam znów dusze,
co pracę swą, przeszłość i ludzi kochają,
i kiedym zmęczona, do nich spieszyć muszę,
bo zawsze mi radość i wytchnienie dają.

***

Mając lat znów więcej – a w duszy zmagania
z kłopotami życia, ze swoją słabością,
mając w sercu swoim wielką chęć wytrwania,
mimo ciężkiej drogi wedrując z radością

– znalazłam się znowu w oazie spokojnej,
krainie uroczej, od świata zakrytej,
od gwaru miejskiego i hałasu wolnej,
we wspomnienia dawnej przeszłości spowitej.

Jest to dworek mały, Dworkiem Pola zwany,
tam pamiątki przeszłości sercem zgromadzone,
z dorobku Narodu skarbiec zbudowany,
jak z mojej pamięci wspomnienie wskrzeszone.

W owym pięknym miejscu znalazłam tę Duszę,
co pracę swą, przeszłość i ludzi kochała,
i kiedym zmęczona, do dworku iść muszę,
abym wśród pamiątek znowu radość miała.

19 lipca 1995 r.