Tag Archives: jesień

Kolejny szary, mglisty, jesienny dzień…

W pokoju mrok,
za oknem na szarych gałęziach,
wiszą jak łzy na rzęsach,
krople zrodzone z mgły.
Jak łzy na rzęsach…

Lecz duszy wzrok
przebija mgłę i w głębię sięga,
gdzie nie ma dna,
gdzie jasność, jawa nie sny…
Gdzie jawa nie sny…

Gdzie mieszka ON
wraz ze mną w zaciszu serca,
gdzie mogę spotkać i Ciebie,
gdy tylko zechcesz tam przyjść.
Gdy tylko…

Tam zabrzmi ton
wspólnej radosnej symfonii,
gdzie ja i Ty i On jak w niebie…
Aż szkoda z tej głębi wyjść…
Aż szkoda…

 

Lublin, dnia 6 listopada 2008

*** (Znane są, jak dobrze wiecie)

***

Znane są, jak dobrze wiecie
poematy o Lublinie i piosenki o Warszawie,
a ja chcę rozsławić w świecie
skarby skryte na Wieniawie.

Na Wieniawie, co dzielnicą przepięknego jest Lublina,
której każda ścieżka, kamień,
skryte w sercu przypomina
dawne jego dni.

I te smutne, i radosne,
i mojego życia wiosnę,
która często mi się śni.

Jak Czechówka swoje wody wiosną wokół rozlewała,
latem łąka pięknym kwiatem niby morze falowała.
Jesień tęczą rozedrganą barw tysiącem malowała
i pagórki, i wąwozy.
Zima lodu stos skrywała pod trociną pośród łozy.

A staruszek – srebrny Księżyc – w swych wędrówkach nie ominął
nigdy pięknej swej Wieniawy
i po niebie świecąc – płynął.

I jak jej mieszkańcy: czasem
chudy, biedny, utrudzony,
albo w pięknej lisiej czapie,
wypoczęty, wypasiony,
ale zawsze jej urokiem
zachwycony, urzeczony…

 

Lublin, dnia 15 stycznia 2007.

Rozmowa z Księżycem (5)

Przekwitła róża, opadły płatki blade.
Powiało chłodem jesiennych dni.
A Ty, mój drogi Księżycu,
swym pyzatym obliczem
rozjaśniasz ciemność nocy
– by piękne były me sny…

Pomagasz cichutko sunąc
przez nocy długiej mrok,
odnaleźć się bliskim sercom
tam – gdzie nie sięga ich wzrok.

Babiego lata przędzę,
na której łzy rosy lśnią,
łączysz z nićmi promieni,
tkając kanwę mym snom.

Dziękuję Ci mój Księżycu
za blasku Twojego czar,
co chłodzi serca mego,
duszę palący żar.

I tylko Ty – Przyjacielu,
swoim jasnym obliczem
odbijasz światło Słońca,
chociaż… sam przed nim jesteś… niczem…

 

Lublin, dnia 8 października 2006.

***(Chcę być Bożą niteczką)

Chcę być Bożą niteczką, którą ON bierze w palce,
niże chwil moich paciorki i powstają różańce – plony każdego dnia…
Przeplatając dni moich tajemnice radosne
– światłem swoim zalewa jesień, zimę i wiosnę – życia, które wiecznie trwa…

Lecz w dobroci swej  wielkiej, każdy dnia mego kraniec
kończy małym krzyżykiem, aby z chwil mych różaniec – prawdziwy był…
A ja muszę pilnować, by tych chwil nie zmarnować,
aby każdy z paciorków, pięknym – Jego życiem żył…

Chcę być Bożą niteczką, mocną Bożą Miłością,
która nigdy nie pęknie, którą trzyma z radością – w rękach swych… ON…
A gdy skończy swą pracę tajemnicą chwalebną,
złoży nasze różańce przed Matuchną swą Świętą, – tam, gdzie stoi Jej tron…

Chcę być Twoją niteczką – Boże…

 

Lublin, dnia 18 lutego 2006

Jesień (2)

Jesień – złotymi liśćmi szeleszcząca.
Jesień – czasem łzą żalu pośród dżdżu płacząca.
Jesień – w poświacie Księżyca wspomnienie rodząca…i…tęsknotę…
Jesień – czas zbioru dojrzałych owoców serc.
Jesień – czas siewu złotych ziarn ozimych w glebę latem rozgrzaną.
Jesień – czas obumierania – by wiosną rozkwitnąć różą – w ogrodzie pełnym róż.
Jesień – jesień mojego życia…

 

Lublin, dnia 23 października 2004

Dla Wojtusia

I

Po jesiennym niebie ciemne chmury mkną,
blade niebo płacze dżdżu smutnego łzą,
o dachy i rynny deszcz miarowo stuka,
muzyką umila sen mojego wnuka.

Śpij więc, śpij maleńki, miną słotne dni,
rozjaśnione blaskiem przez Twe złote sny,
a Babcia różańcem owinie Twój świat,
by Ci Bóg rozjaśniał chwile przyszłych lat.

Lublin, dnia 5 listopada 1998 r.
II

Lodowaty wicher mrozem serce ścina,
czarne chmury pędzą, nieba błękit depczą,
przemarznięte dłonie różańca korale
przesuwają cicho, usta prośby szepczą.

Wtem zza chmur wesoło słońce się wychyla,
tchnieniem swym zmarzniętą ziemię w mig ogrzewa,
promieniami swymi całą ją opływa
i znów ziemia Bogu hymn pochwalny śpiewa.

Promyki figlarne wesoło igrają,
wśród koniczyn łanu i w dziurawca kwiatach,
a w oczach dziecięcych błękit się odbija,
usta ślą swój uśmiech dla całego świata.

Wnet zmarznięte serce nadzieja rozgrzewa,
duszę musnął Anioł skrzydlatym ramieniem,
i znów wszystko we mnie cieszy się i śpiewa,
znów żyję nadzieją, chwilą i … marzeniem.

Lublin, dnia 7 października 1998 r

III

„Duje, duje wiatr w kominie”,
kołysankę nową gra,
w płatkach śniegi świat w krąg ginie,
zima – jak za dawnych lat.

„Duje, duje wiatr w kominie”,
w „Wojtusiowej izbie” mrok.
Miłka gra coś na pianinie,
w śnieżnej dali ginie wzrok…

„Duje, duje wiatr w kominie”,
dywan wspomnień w duszy tka,
życie szybko, szybko płynie,
wraz z nim radość, ból i łza…

Lublin, dnia 17 lutego 1999 r.

Patrząc na spadający w promieniach słońca liść

Z pączka się rozwinął na wspaniałym drzewie,
ze słońca promieni brał pokarm dla siebie,
kołysany wiatrem i deszczem smagany
przeżył swoje lato pośrodku polany
– zanim opadł…

Śpiewał Bogu pieśń życia w braci liści chórze
gdy wiał lekki wiaterek. Gdy szalały burze
udręczone zmaganiem wszelakie stworzenia
korzystały z przystani jego spokoju… lub cienia
– aż przyszedł listopad…

Gdy po wichrach i deszczach zajaśniało słońce,
Bóg go pomalował w pięknych barw tysiące,
odbijając wciąż słońca jasnego promienie
stał się dzisiaj dla mnie Bożym objawieniem
– zanim opadł…

Pomóż mi Boże być jak ten liść
na Twoim drzewie życia!…

Wciąż z Twojego stołu brać pokarm dla siebie,
ciągle się rozwijać i wyrastać z Ciebie,
kołysana miłością Twą i często smagana
przetrwać resztę życia służąc na kolanach
Tobie
– zanim opadnę…

Śpiewać Ci pieśń chwały w Twych przyjaciół chórze,
czy w mym sercu spokój, czy szaleją burze,
być dla innych cieniem, pomocą, ostoją,
czynić zawsze wolę Twoją, a nie swoja,
– zanim opadnę…
Jak ten liść…

Boże, który dałeś mi tak piękną jesień życia,
tyle jeszcze chwil pięknych dałeś do przeżycia,
pozostaw dla innych po mnie wspomnienie
tak jak po tym liściu, który dał natchnienie
dziś mnie – spadając…
A ja niech opadnę w Tobie
w blasku jesiennego słońca…
Jak ten liść…
Lublin, 10 października 1997 r.

*** (Kiedy w przeszłość wracam)

Szanownemu Panu Edwardowi Hartwigowi
ze wspomnieniem wystawy Jego prac
w Teatrze NN w Lublinie
jesienią 1995 roku.

Kiedy w przeszłość wracam wiele, wiele razy,
wywołuję w duszy z dzieciństwa obrazy,
w przepięknej, uroczej scenerii Lublina
i pana Hartwiga pamięć ma wspomina.

Dzięki Tobie znowu przeżywam wspomnienia
wydobyte z pamięci i z mgły zapomnienia.
Mój najdroższy Lublin w duszy mojej ciszy,
utrwalony na zawsze w serca mego kliszy

wywołany Twojego geniuszu potęgą
otoczył mnie piękną Twych arcydzieł wstęgą.
Tu Krakowska Brama, tam znów kamieniczki,
delikatną mgiełką zasnute uliczki,

no i dawni ludzie, tak jak Ty natchnieni,
malują swój Lublin wśród słońca promieni.
Dziś dziękuję Mistrzu za te piękne chwile,
które zawsze będę wspominała mile.

Twoja wiecznie młoda dusza nie spoczywa,
z wyżyn doświadczenia, wciąż nowe odkrywa
szersze horyzonty, nowe możliwości
i stwarza dla ludzi wciąż nowe radości,

buchają barw pięknem wciąż nowe odkrycia
w kolorach jesieni. Jesień Twego życia
wspaniała, pogodna, twórcza i życzliwa,
Życzę Ci by była: piękna i szczęśliwa.

9 listopada 1995 r.

Boże Oko

Nie pamiętam w życiu tak barwnej jesieni,
gdy drzewa lśnią złotem w soczystej zieleni,
pęki jarzębiny czerwienią tryskają,
białe płatki śniegu z nieba opadają.

Gdy wzrok swój podnoszę do nieba wysoko,
kieruję ku białym śniegowym obłokom,
widzę wśród nich błękit i słońca promienie,
jakby Boże Oko patrzące na ziemię.

*    *    *

Gdy weszłam po trudach w jesieni mej próg,
nowe barwy życia ukazał mi Bóg.
Chociaż wiatry wrogie duszę lodem mrożą,
wewnątrz się z mozołem nowe siły tworzą.

Gdy wzrok swój podnoszę do Nieba wysoko,
kieruję ku nowym nieznanym widokom,
spostrzegam wciąż jasne nadziei promienie,
widzę Boże Oko patrzące na ziemię…

Lublin, dnia 7 listopada 1995 r.

Lublin, Księżyc i ja (2)

II

W ciepły i pogodny ten wieczór jesienny
wyszłam, po dniu pracy, na spacer codzienny;
na wiadukcie staję, w dole auta mkną,
światła lamp kwarcowych czarne niebo tną.

Daleko widnieje sylwetka kościoła,
wielkomiejskie światła i ruch dookoła
piękne nowe bloki wzdłuż nowej ulicy
– to nowy krajobraz mej starej dzielnicy.

Tak niedawno jeszcze, parę lat bez mała,
w dolince tej ludność uboga mieszkała,
było tu chałupek, ogródków bez liku
wśród zielonych krzewów i śpiewu słowików.

Jesienią po wiejskich uliczkach „chadzałam”,
spod płotów śliweczki i gruszki zbierałam,
a zimą na sankach zjeżdżałam wśród wzgórz,
gdzie wiosną bzy kwitły, latem pęki róż…

Gdzieś na horyzoncie widoczne pagórki
wyrzeźbione w bruzdy – to Czechowskie Górki,
dzięki nim w pobliżu cegielnia dymiła,
poniżej Czechówka wody swe toczyła.

Teraz te pagórki są lasem spowite,
a wody Czechówki w korycie ukryte,
stawy przy jej brzegach już dawno zarosły,
a w tym miejscu piękne, nowe domy wzrosły…

Nagle nad Wieniawą, ten sam co przed laty,
ukazał się Księżyc srebrzysty, pyzaty,
zobaczył żem sama i jakby we śnie,
do domu mojego odprowadził mnie.

13 października 1995 r.
(wiadukt nad aleją Sikorskiego)