Tag Archives: Papież

Sen

Miałam dzisiaj sen. Sen – szok szczęścia…

Znajdowałam się w korytarzu jakiejś szkoły, na pierwszym piętrze. Było jasno. Nikogo nie było. Nagle zjawił się i podszedł do mnie nasz Błogosławiony Jan Paweł II. Piękny, jaśniejący, w białej sutannie zakrywającej stopy. W wysoko podniesionych rękach trzymał jakby małą książeczkę. Opuścił ręce. Ja „zbaraniałam”. Nie wiedziałam, jak się zachować, co robić. Rzuciłam się na kolana, objęłam Mu przez sutannę nogi i ucałowałam przez nią Jego stopy. Wstałam. Zaczął do mnie mówić. Słyszałam i rozumiałam każde słowo. Dziękował mi za to, że stale o Nim pamiętam i że Mu pomagam (?). Wszystko było realne, rzeczywiste, jak na jawie. Pamiętam dotyk sutanny, Jego głos… Nagle uprzytomniłam sobie, że znajdujemy się w pomieszczeniu przylegającym do kościoła pw. św. Antoniego w Lublinie. Poprosiłam Go, żeby trochę poczekał, zbiegłam ze schodów, podbiegłam do drzwi plebanii, żeby zadzwonić i jak najszybciej przyprowadzić ks. Proboszcza.

I wtedy obudziłam się. Serce biło mi jak szalone, z wrażenia i ze szczęścia…

 

Lublin, dnia 30.04.2012

Ojciec – dwa sny – dwa odejścia

Mamy jednego ojca – Boga Ojca. Lecz On realizuje w nas swoje ojcostwo poprzez ziemskich ojców. Dla mnie mój ziemski ojciec był wszystkim: największą miłością, największym autorytetem. Jak odszedł do Pana – runął mój świat. I dobry Bóg ulitował się nade mną, zesłał mi drugiego ojca, który stał się dla mnie wielką miłością ojcowską, największym autorytetem – Ojca Świętego Jana Pawła II, co objawił mi w dwu snach. W snach tych kolejno, mój tatuś i Ojciec Święty zjawili się przede mną w identycznej scenerii, w identycznej pozycji, takim samym pełnym miłości wzrokiem na mnie patrzyli, identyczne było ułożenie ręki na balustradzie schodów. Oba obrazy były kolorowe, wyraźne. Każdy najdrobniejszy szczegół, np. twarzy, pozostał mi realniej w pamięci niż te ze spotkań na jawie. Nie było tam snów, nie było ruchu, był spokój i była… miłość

Moje odczucia, gdy odchodzili, były prawie identyczne. Tylko jak mój tatuś umarł nie mogłam płakać, jak odchodził Ojciec Święty – obfite łzy sprawiały mi ulgę. I teraz mam w sobie jakiś spokój i choć jestem już w podeszłym wieku, mam zupełnie jasny obraz mojego miejsca na świecie i mojej przyszłej, chociaż nie wiadomo jak długiej drogi – drogi do Pana i do dwóch ukochanych Ojców…

Spotkanie

Było lato, lipiec, chyba rok 1973. Wędrowaliśmy w niewielkiej grupie (rodziny i przyjaciół) Drogą Pod Reglami, następnie Doliną Kościeliską. Celem wycieczki była Hala Ornak. Zatrzymaliśmy się dla odpoczynku i posilenia się, siadając na przydrożnych kłodach świerkowych. Jedna z nas mocowała się z butelką (oranżady czy lemoniady) nie mogąc jej otworzyć. W pewnej chwili zbliżył się do nas samotny turysta, ubrany w ciemne „pumpy”, kurtkę, czarną czapeczkę, czy beret. Bez słowa podał nam otwieracz do butelki, a gdy podziękowałyśmy – poszedł w kierunku gór, krokiem równym, spokojnym. Pamiętam tylko uwagę jednej z nas: „Przecież to był kardynał Wojtyła”…

Panience na dobranoc

I daj nam sen o łąkach umajonych,
Gdzie jest Twój tron, z Papieża złotych róż,
A Ojciec nasz różańcem Ci wyznaje:
Maryjo, już na zawsze jestem Twój!

Zapada zmrok, tylko na Watykanie
Samotny Sługa kończy znojny dzień,
Matuchno daj Mu błogie spoczywanie
i sił do pracy trudnej dodać chciej!

 

Lublin, dnia 15 sierpnia 2005.

Pójdź za mną (Barka)

Za ks. bp. J. Zawitkowskim

Pójdź za mną (Barka)

Panie, dalszy rejs odwołany,
bo sternika do siebie wezwałeś,
a nam brak siły, nadzieja zgasła.

O Chryste, przecież burza szaleje.
Ratuj barkę, bo bez Ciebie zginiemy!
– Nie lękajcie się, a wypłyńcie na głębię!
Cała naprzód! Nowy świta już dzień!

Pan znowu stanął nad brzegiem,
Szukał w tłumie nowego sternika,
by łowił serca słów Bożych Prawdą.

O Panie, Ty na Niego spojrzałeś,
Twoje usta dziś wyrzekły to imię:
Józef barkę swą zostawił na brzegu,
razem z Tobą, nowy zaczął dziś łów.

 

Lublin, dnia 15 sierpnia 2005

2000 – listy do Ojca Świętego

W tym wspaniałym roku 2000 moi Przyjaciele – sąsiedzi z Domu Pomocy Społecznej im. Matki Teresy z Kalkuty w Lublinie wykonali wspaniałe dary dla Ojca Świętego. Miała zaszczyt pomóc im napisać listy do Ojca Świętego, które miały być dołączone do tych prezentów. Oto one:

List pierwszy – pani Marii Świrgiel:

Umiłowany Ojcze Święty!

U progu Roku Jubileuszowego, roku deszczu łask Bożych spływających na nas wszystkich
„- otworzyłeś drzwi do wielkiej jasności
dla całego na świecie Twego Ludu Bożego,
przekroczyłeś wraz z nami nowy próg nadziei
na obecność w nas wszystkich Słowa Wcielonego.

W świecie grozy, przemocy i szaleństwa szatana,
ukazałeś, jak w wielkiej jasności powodzi
– Radość, która przed wiekami nam została dana
– wciąż na nowo dla wszystkich na świecie się rodzi…”
(Danuta Kowal)

Za tę radość z nadziei, za ogromną Bożą Miłość, którą darzysz nas wszystkich, za uśmiech spod dźwiganego krzyża – krzyża nas wszystkich – składam Ci dar z mojego serca, z mojej miłości, dar wdzięczności i ciągłej modlitwy w Twoich intencjach. A zewnętrznym wyrazem tego wszystkiego, czego słowa wyrazić nie mogą, niech będzie Twoja podobizna z komplet bielizny do Mszy świętej, wyhaftowane przez długie godziny duchowego łączenia się z Tobą. Wykonałam ten haft lewą ręką. Po przebytej w dzieciństwie chorobie Heine Medina, lewostronny niedowład unieruchomił mnie na wózku inwalidzkim.

Haftuję krzyżykami – jak krzyżykami haftuje moje życie dobry Bóg. Haftuje je i ozdabia złotymi nićmi radości. Taką radością, którą dał mi dzisiaj, jest możliwość przekazania Ci owocu mojej pracy. Może stanie się ona małą radością dla Ciebie – kochany Ojcze Święty – która wywoła uśmiech na Twojej, tak drogiej mi twarzy.

Jednocześnie przekazuję Ci modlitwy, pamięć i miłość moich bliskich mi współmieszkańców i pracowników Domu Pomocy Społecznej im. Matki Teresy z Kalkuty w Lublinie.

– Maria Świrgiel
Lublin, dnia 15 sierpnia 2000.

List drugi – pana Henryka Paraszczuka

Przewielebny Ojcze Święty!

W tym tak wspaniałym roku – Roku Jubileuszowym, roku nadziei, roku zdroju łask Bożych – dziękując za wszystko, co nam dajesz: wiarę, nadzieję, miłość – poprzez nieskończenie wielką ofiarę, trud, cierpienie – ofiaruję Ci radością owoc mojej pracy: kopię obrazu Matki Bożej Licheńskiej. W Licheniu wszakże, podczas ostatniej pielgrzymki do Polski, modliłeś się do Niej z nami, o wyproszenie dla nas wiary mocnej, która nie lęka się żadnych trudności, cierpień czy niepowodzeń, bo oparta jest na przekonaniu, że „dla Boga nie ma nic niemożliwego” (por. Łk 1,37).

Obraz ten namalowałem ustami. W wypadku straciłem obie ręce i nogi. Dobry Bóg ulitował się nade mną i dał mi radość tworzenia, malowania dla Jego chwały. Pracuję – modląc się jednocześnie do Jezusa i Jego Matki, do Nich, którzy tak dobrze rozumieją cierpienie człowieka, bo ich cierpieniu nie było równego na świecie.

Ofiaruję Ci obraz Maryi, którą tak bardzo umiłowałeś, że zawierzyłeś Jej samego siebie, a Ona tak bardzo Cię ukochała, że prowadzi Cię bezpiecznie przez Twoją drogę krzyżową i zakończę słowami:

„Maluję Cię Matuchno ustami
Maluję Cię Matuchno dniami i nocami
Maluję Cię swoją miłością
Maluję Cię swoją radością
Maluję Cię sobą całym
I Twymi obrazami
wypełniam
świątynię swojego serca”

– Henryk Paraszczuk
mieszkaniec Domu Pomocy Społecznej
im. Matki Teresy z Kalkuty w Lublinie

Lublin, dnia 15 sierpnia 2000

Oba wspaniałe dary dotarły do Ojca Świętego, co prawda nie od razu, lecz po pokonaniu wielu trudności w zrealizowaniu tego przedsięwzięcia, a moja radość była tym większa, że przy okazji dotarła i moja malusieńka kropelka w pisanym słowie.

Pożegnanie

Odpłynąłeś Biały Gołąbku
w dalszą swą drogę – krzyżową.
Zniknąłeś w swym samolocie,
zniknąłeś w sinej mgle.
Zasiałeś ziarna w duszach,
by skiełkowały odnową,
wskazałeś słabą dłonią
którędy iść – choć tak źle…

To była stacja Polska
długiej, krzyżowej drogi.
Tu był upadek, powstanie,
uśmiechy poprzez łzy.
Tysiące Cyrenejczyków,
tysiące serc oddanych
słało miłości kobierzec,
po którym szedłeś Ty…

Odpłynąłeś Biały Gołąbku,
ciężkie było rozstanie.
Rozpłakało się niebo,
serca ścisnął żal.
Przeminęło olśnienie,
wzajemne sił dodanie,
przed nami i przed Tobą
– nieznana, sina dal…

 

Lublin, dnia 24 czerwca 1999.

Stary Sącz

Uśmiech spod dźwiganego krzyża
– najwspanialszą katechezą

Ojciec Święty pokazał jak:

– krzyż swój, choć ciężki, z ufnością dźwigać
– wokoło wszystkie serca zdobywać
– ze swych słabości z Bogiem powstawać
– uśmiech miłości wszystkim rozdawać
– swoją pogodą, wiarą promieniować
– mimo przeciwności – stale się radować
w Bogu…

 

Lublin, dnia 16 czerwca 1999

Zamość

Czas się zatrzymał – na dzień, na dwa.
Choć nadal wkoło trwa taniec zła
– dusze zawisły między ziemią a niebem
– karmione słowem i Żywym Chlebem
– z ust i z rąk Ojca…

Dłonie złączone, serca złączone,
głowy schylone w głębokim ukłonie,
ciała nie czują trudów podróży,
oczy nie widzą wokoło burzy
– wpatrzone w postać Ojca…

 

***

Wkoło błyskawice, niebo czarne, gromy,
wkoło ludzkie morze, wkoło pieśni tony,
a na pięknym skrawku swej ziemi ojczystej
biały Pielgrzym w słońcu, głosi sercem czystym
nadziei słowa…

Jasna postać z dala jak słońce jaśnieje
wiatr mija to miejsce, choć wokoło wieje,
w dziękczynieniu święta pochyla się głowa,
w sercach wszystkich wiernych – na miłości słowa
rodzi się odnowa…

Wkoło dywan z pokus szatan do stóp ściele,
wkoło bólu morze – pisać można wiele
o ludzkich cierpieniach, krzywdach, załamaniach,
ciężkich drogach życia, trudach powstawania
– kiedy wokół trwoga…

Jasna postać z dala jak słońce jaśnieje,
i w sercach zasiewa wiarę i nadzieję,
wciąż spływają w dusze te miłości słowa,
które pozwalają rodzić się od nowa
– w drodze do Boga…

 

Zamość, dnia 12 czerwca 1999