Tag Archives: dziecko

*** (Alinka jest dobra na wszystko)

***

Alinka jest dobra na wszystko.
Gdy Ci smutno – to czule przytuli,
do łez rozśmieszy lub piątkę przybije
i wróci do swojej matuli.

Jak jasne słoneczko na niebie
rozjaśnia mroki twej duszy,
przywraca zdrowie, nadzieję.
Alinka jest dobra na wszystko…

 

Lublin, dnia 7 listopada 2013

Droga Krzyżowa

 STACJA I – Jezus skazany na śmierć

Sąd niezawisły wyrok już wydał
i odwołania nie ma już.
Boga i Miłość na śmierć skazano.
Męka, tortury i krzyż – tuż, tuż…

Sądy wyroki dziś wciąż wydają,
a jeszcze wcześniej języków sąd.
Ręce „Piłaci” wciąż umywają,
nienawiść – miłość usuwa w kąt.

Poznawaj Prawdę – by Jej nie skazać,
poznawaj Boga – byś zawsze mógł
Boga i Prawdę innym ukazać
a sędzią może być tylko – BÓG…

STACJA II – Jezus bierze krzyż na swe ramiona

On wziął za Ciebie krzyż na ramiona,
On wziął na Siebie nieprawość Twą.
On wziął na Siebie Twoje zadania
i Twoją drogę wraz z Twoją łzą.

Gdy sił Ci braknie, pot Cię zalewa
i coraz trudniej wspinać się wzwyż,
pamiętaj: chociaż ciało omdlewa,
On dźwiga z Tobą stale Twój krzyż…

On wziął za Ciebie krzyż na ramiona,
On wziął na Ciebie nieprawość Twą,
więc dźwigaj razem z Nim swe zadania,
On idzie z Tobą drogą Twą…

STACJA III – Jezus pierwszy raz upada pod krzyżem

Pierwszy raz upadł – nie Bóg, lecz Człowiek,
którego zwalił nie pierwszy cios.
Lecz Bóg się w ciało człowieka oblekł
aby podzielić jego los.

Ludzką jest rzeczą w drodze upadać,
nim się wypełni nasz ziemski czas,
lecz w tym upadku nie trwać, lecz wstawać
ufając Bogu, że wesprze nas

– jest rzeczą Boską. Z Jego pomocą
przejdziesz swą drogę – krzyżową też.
Wspierany Jego miłością, mocą
dojdziesz wnet tam, gdzie cierpień kres.

STACJA IV – Jezus spotyka swą Matkę

Na drodze Jezusa Maryja stanęła,
Serce Jej blisko Jego Serca biło,
nowe siły w najdroższe Ciało Jego tchnęło,
milcząc, współcierpiąc, wciąż dla Niego żyło.

Ona i Twą Matką, i z Tobą  w s p ó ł  c z u j e ,
Ona – na Twej drodze milcząc ciągle staje,
jak najdroższym dzieckiem wciąż się opiekuje
i drogę wskazuje – tam, gdzie dróg rozstaje.

Nigdy nie odrzucaj Serca Matczynego,
które w ciężkich chwilach, jak może – ratuje,
nigdy nie odrzucaj serca spotkanego,
które na Twej drodze – z Tobą wciąż  w s p ó ł  c z u j e …

STACJA V – Szymon z Cyreny pomaga Jezusowi dźwigać krzyż

Krzyż Jezusa – człowiek musiał pomóc dźwigać,
lecz później zrozumiał trudu swego treść:
że na nic się nie zda przed cierpieniem migać,
że człowiek z Jezusem krzyż powinien nieść…

Bo zbawienie świata przez Boga nam dane,
bez udziału człowieka nie mogło się stać.
W naszym życiu krzyże przez Niego zesłane
dźwigać musim wspólnie – a ból Jemu dać…

„Jedni drugich brzemiona dźwigajmy,
aby wypełnić Zakon Chrystusowy”.
Wezwanie to w życiu swym wciąż wypełniajmy,
stale dokonując w nas samych przemiany…

STACJA VI – Weronika ociera twarz Jezusa

Ileż trzeba było nadludzkiej odwagi,
by w tłum szalejący, rozbestwiony wejść
tam, gdzie na Niewinność – razy i zniewagi
padały, a krzyż dalej trzeba było nieść ?

Ileż trzeba było nadludzkiej odwagi,
by wyciągnąć ręce, by uczynić gest,
gest miłości, otrzeć Tę Twarz ukochaną,
z ludzkiej wzgardy, krwi, potu i łez ?

Módlmy się o siły, miłość i odwagę,
byśmy mogli cierpieniom ulżyć sercem swym.
Iść w tłum, tam, gdzie człowiek znosi ból, zniewagę,
tak, jak kiedyś cierpiał Jezus – Boży syn…

STACJA  VII – Jezus drugi raz upada pod krzyżem

Jezus pod krzyżem naszych win upada
lecz wstaje i idzie naprzód drogą swą,
a nam zawsze widzieć w nim Boga wypada,
chociaż ludzką drogą w męce idzie On.

Idąc przez wieki Kościół też upada,
bowiem ludzką drogą także idzie on,
lecz wspierany mocą Bożą – stale włada,
wciąż powstając, zdąża tam, gdzie Boży tron.

Każde jego dziecko także wciąż upada,
wstaje – idąc dalej drogą swą,
i Ty dziecko Boże – gdy upadasz – wstawaj,
chociaż i swą drogę znaczysz często łzą.

STACJA VIII – Jezus pociesza płaczące niewiasty

Na jego drodze niewiasty stanęły,
płaczem nad Nim – ból swój wyrażały
a On je pocieszał, gdy we łzach tonęły
by nie nad Nim, lezc nad sobą i dziećmi płakały.

Nad Jezusem i światem płacz dziś nie pomoże,
taka już od wieków kolej losu jest.
Nam i dzisiaj trzeba pojąć słowo Boże,
by umacniać innych – najpierw swój krzyż nieść.

On sam w strasznej męce – o innych pamiętał,
wspierał i nauczał, dostrzegając łzy.
Choć boleścią wielką dusza przeniknięta,
o innych pamiętać – naucz się i Ty…

STACJA IX – Jezus trzeci raz upada pod krzużem

 

Trzeci raz już Jezus pod krzyżem upada,
ciało już słabnie, a gawiedź wciąż kpi.
Wokoło gapiów drwiących gromada,
lecż wstaje, by dotrwać kresu męki dni.

Jak długo można wytrzymać cierpienie,
ile razy wstawać z upadków swych dna ?
Skąd wciąż czerpać siły na zadań spełnienie,
gdy się wkrąg roztacza beznadziei mgła ?

Gdy Jemu otworzysz całe serce swoje
i Jemu dasz w darze swoich cierpień krzyż,
On we wszystkich upadkach Tobie  dopomoże,
wstaniesz zawsze, dążąc wciąż z Nim wzwyż…

STACJA X – Jezus z szat obnażony

Najświętsze Ciało okrutnie zmęczone,
tą krzyżową męką, która jeszcze trwa,
przed złym, wrogim tłumem stałó obnażone,
a cierpienie jeszcze nie sięgnęło dna.

Ze wszystkiego – co Jego, co ludzkie odarty,
wziął na śiebie wszystko, co człowiek mógł znieść,
człowiek zaś przez przez winy swe stał się nie warty
przebaczenia Boga , by do Nieba wejść.

Jezus i za nasze grzechy nieczystości,
myśli i pragnienia i uczynki złe
– cierpiał obnażony pośród ludzkiej złości,
więc na dobre odmień całe życie swe…

STACJA XI – Jezus przybity do krzyża

Gdy ręce nie mogły już błogosławić,
gdy nogi nie mogły nieść Dobrej Nowiny,
usta jeszcze mogły Boga sławić,
mogły jeszcze przebaczać – nawet łotra winy.

Jeżeli pragniesz Jego tak miłować,
że chcesz zawisnąć na swym krzyżu dziś
i nawet w męce chcesz Go naśladować
i Jego drogą aż do grobu iść

– możesz jeszcze zawsze krzywdy wybaczać,
możesz swą duszę oddawać Mu wciąż,
łaski dla bliskich swoich wypraszać,
siły znajdując w  s p ó ł   c i e r p i e n i u
z  N I M …

STACJA XII – Jezus na krzyżu umiera

Słońce oblicze swoje zakryło
i światem wstrząsnął z niebios grom.
Serce ostatni raz zabiło,
ostatnie tchnienie wydał  ON…

Coś się zaczęło, coś się skończyło.
On umarł, byśmy my mogli żyć.
Żyć życiem z Nim, tym, które było
stracone dla nas – przez nasz grzech.

Słońce oblicze swe zakrywa,
niech wstrząśnie duszą Twoją grom,
choć już dwudziesty wiek upływa,
dla Ciebie ciągle kona ON…

STACJA XIII – Jezus zdjęty z krzyża i na ramionach swej Matki złożony

Ludzie odeszli, bo „już się stało”,
odeszli spocząć przed świętem w domach.
Okrutnie zbite Ciało zostało
złożone w Matki Bolesnej ramionach.

Mężne jej serce z ufnością stanęło
w początku nowych, nie znanych Jej dróg,
siedem już mieczy serce przeniknęło,
ból jej zrozumieć umiał tylko Bóg.

Ona jest Matką największej boleści,
Ona rozumie zawsze dzieci swe.
Gdy Twoje serce boleści nie zmieści,
oddaj w Jej ręce wszystkie bóle swe.

STACJA XIV – Jezus złożony w grobie

Cisza zaległa miasto uśpione,
krzyż już za nami i męki dni,
Ciało zmęczone w grobie złożone,
Dusza otwiera do Nieba drzwi.

W ciszy się dzieją rzeczy największe,
których nam pojąć nie sposób jest.
Rzeczy największe, rzeczy najświetsze,
w ciszy i cierpień i życia kres.

Cisza zalega Kościół Boży,
za Tobą kiedyś  i  g r ó b  zostanie
który swą mocą sam Bóg otworzy,
i będzie tylko już  z  m a r t w y c h  w s t a n i e…

Lublin, luty 1999 r.

Moja Jasna Góra

Na pięknej, polskiej ziemi
jest takich miejsc pół sta,
gdzie Maria – jej królowa
w swych wizerunkach trwa

i łaski swe rozdziela,
tm, którzy do jej stóp
przynieśli swoje troski,
dali Jej w darze swój trud.

W lubelskiej „Jasnej Górze”
co Wąwolnicą się zwie
– w prostej, starej figurze
złożyła serce swe.

Wokoło tłumy pątników
i serca rozmodlone,
wokoło chóry słowików,
wokoło łąki zielone.

A moje maleńkie serce
dla niej żywiej zabiło,
gdy pierwszy raz w udręce
troski swe Jej złożyło.

A Ona w swe święte dłonie
wzięła mój ciężar cały
– a on pod Jej dotknięciem
stał się zupełnie małym.

Odtąd gdy wrzesień przychodzi,
gdym tylko zdrowa i mogę
– z sercem pełnym tęsknoty
wyruszam do niej w drogę.

I niosę me dziękczynienie
za moc łask w serce me wlanie,
za próśb naszych spełnienie,
modlitwę o w dobrym wytrwanie…

 

Lublin, dnia 30 sierpnia 1998.

Wrześniowa noc

WSPOMNIENIA WRZEŚNIA 1939
 

Noc. Dym. Żar. Trzask. Błysk płomieni.
Języki ognia liżą drzwi do sieni.
A oczy dziecka ogromne, przerażone,
na mur wysoki są zapatrzone.

Huk. Stuk. Pył. Kurz. Gruz ceglany.
W murze się otwór zwiększa wyrąbany,
a dziecko czeka, wierząc, że cud się stanie:
że wnet tą dziurą się wydostanie.

***

Noc. Dym. Huk. Pożary świecą,
Z pobliskich domów głownie z trzaskiem lecą.
A oczy dziecka ogromne, przerażone,
na straszny obraz są zapatrzone.

Huk. Jęk. Ryk. Kwik rannych koni.
To jeszcze nasza Warszawa się broni.
A dziecko czeka, że cud się stanie:
z dymów pożarów się wydostanie.

***

Świst. Kurz. Dym. Żar. Ojca dłonie
wyniosły córkę w czarnej nocy tonie.
A oczy dziecka ogromnie umęczone,
śpią snem spokojnym w ojca wtulone.

Dzień. Noc. Dzień. Noc. Rok za rokiem.
Wolność się zbliża krok za krokiem.
A dziecko rośnie wierząc, że cud się stanie:
Warszawa piękna z popiołów wstanie.

13 stycznia 1996 r.

Lublin, Księżyc i ja (1)

I

Po ciężkim dniu pracy jesień odpoczywa,
i bezchmurnym niebem miasto swe okrywa,
po którym wędruje ten sam co przed laty,
Księżyc uśmiechnięty, błyszczący, pyzaty.

W jego blasku stoją piękne stare drzewa,
jesień je w złociste sukienki odziewa,
ja także po pracy wędruję z nim razem,
zachwycam się pięknym Lublina obrazem.

Kiedy cuda miasta przed oczami stają,
wspomnienia z przeszłości jak żywe powstają
i w szczęściu się pławi cała moja dusza,
co jest i co było zachwyca i wzrusza.

***

Dawno, dawno temu, kiedy byłam mała,
na placu tym smukła wieża ciśnień stała
i na Anioł Pański dzwony nie dzwoniły,
w mroku okupacji gdzieś ukryte były.

Jak dziś przed kościołem Matka Boska stała,
Świecącej korony na głowie nie miała,
latarnie jak dzisiaj żółtym światłem lśniły,
choć nie elektryczne, lecz gazowe były.

Żadnych autobusów ulice nie znały,
o kocie łby – końskie kopyta stukały
i spóźnionych gości po mieście woziły
lubelskie dorożki – jakże piękne były!

***

Teraz choć jest pięknie o wieczornej porze,
ludzie już nie chodzą na spacer po dworze.
Kiedyś, kto żyw spieszył na spacer na „Kraka”,
(dziewczęta – by spotkać miłego sztubaka),

– od „Bramy” do „Sasa”, od „Sasa” do „Bramy”
(by tylko najdalej od taty, od mamy),
ojcowie, by spotkać kogoś znajomego,
na kawę i ciastka do Semadeniego

szli, kiedy ich żony w te wieczorne pory
razem się zebrawszy, poszły na nieszpory.
W domach tylko dzieci i babcie zostały,
które już w spokoju pasjanse stawiały.

***

Teraz w centrum miasta są najokazalsze,
odnowione, piękne, mimo że najstarsze
kamienice, w których banki się znajdują,
przepychem, światłem oczy me radują.

Dawniej, pięknem swoim ludzi urzekały
kawiarnie, hotele i teatr wspaniały,
a sklepach sprzedawcy mili, uśmiechnięci,
z ukłonem pytali: co życzą klienci?

U drzwi „Europy” pan posłaniec stał,
co czapkę czerwoną na głowie swej miał.
Zakochanych gości spełniał polecenia,
choć miasto nieduże – wiele miał chodzenia.

***

Siedzę na przystanku, w górze księżyc lśni
i snuję wspomnienia z tych minionych dni,
a wieczór przepiękny, choć październikowy,
spokojny i ciepły, prawie jak majowy.

„Trzynastka” nadjeżdża, czas przerwać marzenia,
choć do duszy nowe cisną się wspomnienia,
czas wracać do domu, gdzie czekają mnie,
zebrać nowe siły w zdrowym, błogim śnie.

Kochany Księżycu, jak za dawnych dni,
w wędrówkach po mieście towarzyszysz mi,
światłem swym srebrzystym rozjaśnij me sny,
będziemy wciąż razem: Lublin, ja i Ty!

Lublin, dnia 6 października 1995 r.
(Plac Wolności – Bernardyński, godz. 18)

Orzechy

Pod lampą naftową, przy okrągłym stole,
po dniu pracowitym, spędzonym w mozole,
ręce mego ojca szorstkie, spracowane,
łupały orzechy w Dębówce zebrane.

Ja – mała dziewczynka, przy ojcu siedziałam,
jego opowiadań z uwagą słuchałam,
patrzyłam z miłością na oczy kochane,
czoło opalone, bruzdami zorane.

***

W małym pokoiku przy telewizorze,
po dniu ciężkiej pracy, o wieczornej porze,
ręce mego męża szorstkie spracowane,
łupały orzechy gdzieś na wsi zebrane.

Ja także po pracy bliziutko siadałam,
i jakąś robótkę w ręku swoim miałam,
patrzyłam z miłością na oczy kochane,
czoło opalone, bruzdami zorane.

***

Dziś w naszej kuchence, na stołeczku małym,
od samego rana, jeszcze przed dniem całym,
ręce mego wnuka te małe kochane,
łupią znów orzechy na działce zebrane.

A mnie na ten widok aż łzy w oczach stają,
wspomnienia w mym sercu same ożywają,
i patrzę z miłością na to dziecko drobne,
tak bardzo do dziadka, pradziadka podobne.

10 września 1995 r.

Moje dworki

Mając lat sześć prawie – a w duszy wspomnienia
warszawskiego września, getta lubelskiego,
mając w sercu swoim miast szczęścia istnienia,
przed Niemca mundurem lęk dziecka polskiego

– znalazłam się nagle w oazie spokojnej,
krainie uroczej, lasami spowitej,
w oczach dziecka od łez oraz strachu wolnej,
od wszelkiego złego bezpiecznie ukrytej.

Był tam dworek mały  – Strykowice zwany –
zdawał mi się większy, niźli inne domy,
blisko Czarnolasu, gdzie nasz wieszcz kochany
tworzył do dziś znane swej poezji tomy.

W dworku tym znalazłam dusze kochające,
co wszystkich biedaków sercem otaczały,
w dworku tym znalazłam rozkoszy tysiące,
co małej dziecinie wielkie szczęście dały.

***

Mając lat już sporo, a w duszy cierpienia
po stratach, chorobach, po ciężkich przeżyciach,
mając w sercu swoim miast szczęścia istnienia,
tylko mały, słaby płomień chęci życia

– znalazłam się znowu w oazie spokojnej,
krainie uroczej od świata zakrytej,
od gwaru miejskiego i hałasu wolnej,
we wspomnienia dawnej przeszłości spowitej.

Był to Skansen mały w Sławinie zrodzony,
gdzie dawne pamiątki sercem zgromadzone,
w nim dworek z Żyrzyna prosto przeniesiony,
jak z mojej pamięci wspomnienie wskrzeszone.

W Skansenie i w dworku znalazłam znów dusze,
co pracę swą, przeszłość i ludzi kochają,
i kiedym zmęczona, do nich spieszyć muszę,
bo zawsze mi radość i wytchnienie dają.

***

Mając lat znów więcej – a w duszy zmagania
z kłopotami życia, ze swoją słabością,
mając w sercu swoim wielką chęć wytrwania,
mimo ciężkiej drogi wedrując z radością

– znalazłam się znowu w oazie spokojnej,
krainie uroczej, od świata zakrytej,
od gwaru miejskiego i hałasu wolnej,
we wspomnienia dawnej przeszłości spowitej.

Jest to dworek mały, Dworkiem Pola zwany,
tam pamiątki przeszłości sercem zgromadzone,
z dorobku Narodu skarbiec zbudowany,
jak z mojej pamięci wspomnienie wskrzeszone.

W owym pięknym miejscu znalazłam tę Duszę,
co pracę swą, przeszłość i ludzi kochała,
i kiedym zmęczona, do dworku iść muszę,
abym wśród pamiątek znowu radość miała.

19 lipca 1995 r.