Tag Archives: miłość

*** (W morzu Bożej miłości)

***

W morzu Bożej miłości
płyniemy dowolnym stylem,
wszystko jedno, czy kraulem,
żabką, czy też motylem.

Dopłyniemy do horyzontu,
gdzie morze się z niebem styka,
tam, gdzie pływak zmęczony
wieczne odpocznienie spotyka.

Możemy też lecieć ku niebu
na skrzydłach nadziei i wiary,
tam, gdzie nas Bóg obdarzy
swymi łaskami bez miary.

A więc w drogę…

 

Lublin, dnia 4 marca 2015.

Bóle…

Bóle…

Największe bóle, to bóle duszy
i najtrudniejsze do ukojenia:
bóle miłości, bóle rozstania,
niezasłużone bliźnich cierpienia,

Bóle tęsknoty przez oddalenie
i samotności, co czasem doskwiera,
brak szans na marzeń naszych spełnienie.
Złagodzić je może tylko wiara, nadzieja i miłość.

Zaufajmy im…

 

Lublin, dnia 25 lutego 2015

*** (Dałeś mi samotność)

***

Dałeś mi samotność
– abym bardziej odczuwała Twoją obecność,
dałeś mi ciszę
– abym lepiej słyszała Twój głos,
zabrałeś mi sprawność fizyczną
– abym zrozumiała, że „moc w słabości się doskonali”,
zabrałeś mi smutek
– a dałeś „ewangeliczną radość”,
zabrałeś mi tak wiele
– a dałeś dużo więcej: wiarę, nadzieję i… miłość…

Dziękuję Ci, kocham Cię, wielbię Cię
Boże w Trójcy Jedyny…

 

Lublin, dnia 7.06.2014

Nocne rozmyślanie

O. Andrzej Kiejza OFMcap:

… tyle miłości ile tęsknoty
i tyle bliskości ile oddalenia

***

Kiedy tęsknota ogromnym bólem serce rozrywa,
ono do drugiego serca ciągle się wyrywa
– wracam do mojego najwierniejszego Przyjaciela,
który w głębi mej duszy stale przebywa,
jest bliżej mnie niż ja siebie,
a Jego miłości nigdy nie ubywa
i pływam w niej stale, będąc już w niebie,
choć jeszcze na ziemi…

Jak powietrze niezbędne dla każdego człowieka,
jak woda dla ryby, chociaż w dal ucieka,
tak dla duszy – miłość, którą ona oddycha
– Miłość, którą jest Bóg…

Lecz w życiu tak trudnym, wędrując z mozołem,
idźmy wciąż do przodu z podniesionym czołem,
przekraczając stale nadziei próg
– chociaż wciąż czyha na nas nasz wróg…

 

Lublin, dnia 6 lutego 2014

Z mojego okna… (4)

Z mojego okna Miłość widać.
I tę, co się rodzi
i tę, co trwa
– od wielu lat.

Miłość, co nigdy nie zawodzi,
z uśmiechem z bliźnim
zdąża ku wieczności
dźwigając krzyż
– przez ten piękny świat.

W jasnych promieniach jesiennego słońca
spacerują wspólnie ci, co się kochają,
co lat ponad kopę z sobą przebywają,
a teraz jak mogą – młodym pomagają.

Miłość, co swego drogiego bliźniego
wiezie do Jezusa, co w kaplicy czeka
i Miłość, co wraz z Bogiem podąża odwiedzić
cierpiącego w domu chorego człowieka.

Z mojego okna Miłość widać,
Miłość wszechobecną.

 

Lublin, dnia 9 października 2013

*** (Prawdziwa miłość)

***

Prawdziwa miłość
sprząta i gotuje,
choć zmęczenie czuje,
go nie okazuje…

Prawdziwa miłość
zawsze uśmiechnięta
we dni powszednie,
niedziele i święta…

Prawdziwa miłość
nie żyje dla siebie
ale dla tego, kto właśnie w potrzebie
znajduje się obok…

Prawdziwa miłość
służy WIELKIEJ MIŁOŚCI
– w bliźnich…

 

Lublin, dnia 13 lipca 2011.

Ojciec – dwa sny – dwa odejścia

Mamy jednego ojca – Boga Ojca. Lecz On realizuje w nas swoje ojcostwo poprzez ziemskich ojców. Dla mnie mój ziemski ojciec był wszystkim: największą miłością, największym autorytetem. Jak odszedł do Pana – runął mój świat. I dobry Bóg ulitował się nade mną, zesłał mi drugiego ojca, który stał się dla mnie wielką miłością ojcowską, największym autorytetem – Ojca Świętego Jana Pawła II, co objawił mi w dwu snach. W snach tych kolejno, mój tatuś i Ojciec Święty zjawili się przede mną w identycznej scenerii, w identycznej pozycji, takim samym pełnym miłości wzrokiem na mnie patrzyli, identyczne było ułożenie ręki na balustradzie schodów. Oba obrazy były kolorowe, wyraźne. Każdy najdrobniejszy szczegół, np. twarzy, pozostał mi realniej w pamięci niż te ze spotkań na jawie. Nie było tam snów, nie było ruchu, był spokój i była… miłość

Moje odczucia, gdy odchodzili, były prawie identyczne. Tylko jak mój tatuś umarł nie mogłam płakać, jak odchodził Ojciec Święty – obfite łzy sprawiały mi ulgę. I teraz mam w sobie jakiś spokój i choć jestem już w podeszłym wieku, mam zupełnie jasny obraz mojego miejsca na świecie i mojej przyszłej, chociaż nie wiadomo jak długiej drogi – drogi do Pana i do dwóch ukochanych Ojców…

Dobry pasterzu…

Dobry pasterzu…

Wspomnienia, zamyślenia, refleksje o abp Józefie Życińskim

***

Wiara, nadzieja, miłość – pozdrawiająca, błogosławiąca dłoń i uśmiech dla każdego spotkanego bliźniego, w każdych okolicznościach. W archikatedrze, na pielgrzymkach, procesjach, spotkaniach – i tych przypadkowych, na wykładach, na wszelkich uroczystościach, odwiedzinach, w różnych środowiskach. Zawsze czas i serce dla drugiego człowieka.

***

Twoje kwadranse duszpasterskie w radiu „eR” – oczekiwane, informujące, wyjaśniające, ducha podnoszące w tej trudnej rzeczywistości, w jakiej przystało nam żyć i troska o to radio.

***

Gdy było ciężko na duszy – ukazywałeś Boże światło, dobre strony w każdym człowieku, w każdej trudnej sytuacji pozytywne aspekty.

***

W bramie nieba przywitał Cię z pewnością i do serca przytulił kreśląc krzyżyk na czole nasz wspólny przyjaciel – św. Franciszek z Lublina – ks. Ryszard „migający”.

 

Lublin, dnia 20 lutego 2011.

 

Niektóre z myśli abp Józefa Życińskiego

***

Czasem i milczenie jest grzechem.

***

… módlmy się, aby miłość, którą obdarzył nas Bóg była w nas i aby On sam był w nas.

***

Szczęść Boże na wszystko, co wymaga naszej odwagi i odpowiedzialności.

Świętojańscy Goście

Gdy było bardzo źle…
Przyszła do mnie Wiara wraz z siostrą Nadzieją
z którą zawsze w parze
chodzi. Przyniosły w darze
– na pociechę, bym mogła rozdawać,
sama nic nie mając – dar dobroci…

Przyszła do mnie Miłość,
przyniosła i w swojej
wyciągniętej ręce
swoje kochające, wciąż gorące serce…
w drugiej zaś przyniosła świeży,
piękny kwiat – kwiat paproci…

 

Lublin, dnia 25 czerwca 2008

Za Krzyżem światło

Za Krzyżem światło, przed Krzyżem mrok.
Opodal, bliziutko, nieomal o krok
nasz Patron, Maryja, Kapłan, no i my
– wierni, co przybyli rozsnuć w duszach mgły.

Za Krzyżem światło, w duszach jeszcze mrok.
Nie wznosi się w górę w ziemię wbity wzrok,
Każdy widzi tylko swego krzyża cień
i rozpamiętuje swój mozolny dzień.

A za Krzyżem światło – w górę wznieśmy wzrok.
Najtrudniej jest zrobić pierwszy śmiały krok
w kierunku, gdzie Miłość Miłosierna czeka
na udręczonego grzechem swym człowieka.

A za Krzyżem światło, co rozproszy mrok
i pewnym uczyni każdy w życiu krok.
Nie ma innej drogi do niego niż krzyż
przez który przejść musim, by podnieść się wzwyż,
do nieba bram… już na ziemi…

Za Krzyżem światło…

 

Lublin, dnia 16 grudnia 2007
(1-szy dzień rekolekcji w parafii pw. bł. bp. Władysława Gorala)