Tag Archives: obrazy

Ojciec – dwa sny – dwa odejścia

Mamy jednego ojca – Boga Ojca. Lecz On realizuje w nas swoje ojcostwo poprzez ziemskich ojców. Dla mnie mój ziemski ojciec był wszystkim: największą miłością, największym autorytetem. Jak odszedł do Pana – runął mój świat. I dobry Bóg ulitował się nade mną, zesłał mi drugiego ojca, który stał się dla mnie wielką miłością ojcowską, największym autorytetem – Ojca Świętego Jana Pawła II, co objawił mi w dwu snach. W snach tych kolejno, mój tatuś i Ojciec Święty zjawili się przede mną w identycznej scenerii, w identycznej pozycji, takim samym pełnym miłości wzrokiem na mnie patrzyli, identyczne było ułożenie ręki na balustradzie schodów. Oba obrazy były kolorowe, wyraźne. Każdy najdrobniejszy szczegół, np. twarzy, pozostał mi realniej w pamięci niż te ze spotkań na jawie. Nie było tam snów, nie było ruchu, był spokój i była… miłość

Moje odczucia, gdy odchodzili, były prawie identyczne. Tylko jak mój tatuś umarł nie mogłam płakać, jak odchodził Ojciec Święty – obfite łzy sprawiały mi ulgę. I teraz mam w sobie jakiś spokój i choć jestem już w podeszłym wieku, mam zupełnie jasny obraz mojego miejsca na świecie i mojej przyszłej, chociaż nie wiadomo jak długiej drogi – drogi do Pana i do dwóch ukochanych Ojców…

2000 – listy do Ojca Świętego

W tym wspaniałym roku 2000 moi Przyjaciele – sąsiedzi z Domu Pomocy Społecznej im. Matki Teresy z Kalkuty w Lublinie wykonali wspaniałe dary dla Ojca Świętego. Miała zaszczyt pomóc im napisać listy do Ojca Świętego, które miały być dołączone do tych prezentów. Oto one:

List pierwszy – pani Marii Świrgiel:

Umiłowany Ojcze Święty!

U progu Roku Jubileuszowego, roku deszczu łask Bożych spływających na nas wszystkich
„- otworzyłeś drzwi do wielkiej jasności
dla całego na świecie Twego Ludu Bożego,
przekroczyłeś wraz z nami nowy próg nadziei
na obecność w nas wszystkich Słowa Wcielonego.

W świecie grozy, przemocy i szaleństwa szatana,
ukazałeś, jak w wielkiej jasności powodzi
– Radość, która przed wiekami nam została dana
– wciąż na nowo dla wszystkich na świecie się rodzi…”
(Danuta Kowal)

Za tę radość z nadziei, za ogromną Bożą Miłość, którą darzysz nas wszystkich, za uśmiech spod dźwiganego krzyża – krzyża nas wszystkich – składam Ci dar z mojego serca, z mojej miłości, dar wdzięczności i ciągłej modlitwy w Twoich intencjach. A zewnętrznym wyrazem tego wszystkiego, czego słowa wyrazić nie mogą, niech będzie Twoja podobizna z komplet bielizny do Mszy świętej, wyhaftowane przez długie godziny duchowego łączenia się z Tobą. Wykonałam ten haft lewą ręką. Po przebytej w dzieciństwie chorobie Heine Medina, lewostronny niedowład unieruchomił mnie na wózku inwalidzkim.

Haftuję krzyżykami – jak krzyżykami haftuje moje życie dobry Bóg. Haftuje je i ozdabia złotymi nićmi radości. Taką radością, którą dał mi dzisiaj, jest możliwość przekazania Ci owocu mojej pracy. Może stanie się ona małą radością dla Ciebie – kochany Ojcze Święty – która wywoła uśmiech na Twojej, tak drogiej mi twarzy.

Jednocześnie przekazuję Ci modlitwy, pamięć i miłość moich bliskich mi współmieszkańców i pracowników Domu Pomocy Społecznej im. Matki Teresy z Kalkuty w Lublinie.

– Maria Świrgiel
Lublin, dnia 15 sierpnia 2000.

List drugi – pana Henryka Paraszczuka

Przewielebny Ojcze Święty!

W tym tak wspaniałym roku – Roku Jubileuszowym, roku nadziei, roku zdroju łask Bożych – dziękując za wszystko, co nam dajesz: wiarę, nadzieję, miłość – poprzez nieskończenie wielką ofiarę, trud, cierpienie – ofiaruję Ci radością owoc mojej pracy: kopię obrazu Matki Bożej Licheńskiej. W Licheniu wszakże, podczas ostatniej pielgrzymki do Polski, modliłeś się do Niej z nami, o wyproszenie dla nas wiary mocnej, która nie lęka się żadnych trudności, cierpień czy niepowodzeń, bo oparta jest na przekonaniu, że „dla Boga nie ma nic niemożliwego” (por. Łk 1,37).

Obraz ten namalowałem ustami. W wypadku straciłem obie ręce i nogi. Dobry Bóg ulitował się nade mną i dał mi radość tworzenia, malowania dla Jego chwały. Pracuję – modląc się jednocześnie do Jezusa i Jego Matki, do Nich, którzy tak dobrze rozumieją cierpienie człowieka, bo ich cierpieniu nie było równego na świecie.

Ofiaruję Ci obraz Maryi, którą tak bardzo umiłowałeś, że zawierzyłeś Jej samego siebie, a Ona tak bardzo Cię ukochała, że prowadzi Cię bezpiecznie przez Twoją drogę krzyżową i zakończę słowami:

„Maluję Cię Matuchno ustami
Maluję Cię Matuchno dniami i nocami
Maluję Cię swoją miłością
Maluję Cię swoją radością
Maluję Cię sobą całym
I Twymi obrazami
wypełniam
świątynię swojego serca”

– Henryk Paraszczuk
mieszkaniec Domu Pomocy Społecznej
im. Matki Teresy z Kalkuty w Lublinie

Lublin, dnia 15 sierpnia 2000

Oba wspaniałe dary dotarły do Ojca Świętego, co prawda nie od razu, lecz po pokonaniu wielu trudności w zrealizowaniu tego przedsięwzięcia, a moja radość była tym większa, że przy okazji dotarła i moja malusieńka kropelka w pisanym słowie.

Suchar

Przed autolitografią Leona wyczółkowskiego „Suchar” 1933

Był on kiedyś pięknym, zdrowym, mocnym drzewem,
schronieniem dla ptaków, cieniem dla zwierzątek,
chwałę Bogu głosił liści swych powiewem,
z nasion swoich – nowym drzewom dał początek.
Gdy po swojej śmierci stał się już konarem,
wspomnieniem, symbolem jak mijają wieki,
uczynił go Stwórca dla artysty darem
aby go utrwalił, włączył do swej teki.

***
O Boże, co drzewu – śmiertelnemu zielu
dałeś łaskę wiecznego cieszenia człowieka,
to mnie, która jestem jednym z dzieł Twych wielu,
daj cieszyć się darem, co może już czeka:
kiedy już przeminą życia mego lata
i kiedy ma dusza bogactw Twoich czarem
rozkoszować się będzie w niebieskich komnatach
– daj bym dla potomnych – została „sucharem”.

 

7 czerwca 1996 r.

Głębia

Przed autolitografią Leona Wyczółkowskiego
„Wnętrze lasu” z teki „Wrażenia z Białowieży” 1922

Staję na zalanej w krąg słońcem polanie
i patrzę w głąb puszczy starej niesłychanie,
na której straży stoją drzewa wierne,
jak ich Ojczyzna – piękne, nieśmiertelne.
Jakże tam wszystko pokryte jest cieniem,
wejść bym tam chciała – choćby i marzeniem…

***
Przez mego życia złe i dobre czasy,
kochałam nad wszystko stare, polskie lasy.
tajemne, ciemne, głębie – przepełnione
zapachami grzybów, wrzosów – niezgłębione
– tysiącem głosów ptaków, zwierząt brzmiące,
darzące cieniem w dni lata gorące.

***
Jeszcze dzieckiem będąc w Dębówce biegałam,
żołędzie, orzechy i kwiaty zbierałam,
a potem w Puławach na kanie chodziłam,
mazurskie rydze na maśle smażyłam,
aż wreszcie lasy przepiękne zgłębiałam
z Tym – co go w życiu jednego kochałam.

***
Poprzez górskie szlaki chodziliśmy razem
i cieszyli wspólnie Tatr polskich obrazem,
sądeckimi buki, nadmorskimi sosny
co na białych wydmach blisko Łeby rosły
i przeogromnymi lasami Roztocza,
które pokrywają długie, piękne zbocza.

***
W przeszłość „to” odeszło wraz z moją „Miłością”,
lecz nie mogę ciągle żyć tylko przeszłością.
Stoję na zalanej wciąż słońcem polanie
i patrzę w głąb puszczy starej niesłychanie,
na której straży stoją drzewa wierne,
jak ich Ojczyzna – piękne, nieśmiertelne.

***
Chociaż tam jest ciemno i wielkie „nieznane”,
wejdę tam kiedyś i … w szczęściu zostanę
zapachem sosen, grzybów napełnionym,
pośród dusz bliskich, wśród marzeń spełnionych …
Staniemy na zalanej znów słońcem polanie …
Jeśli Bóg zechce – to tak się stanie …

 

27 marca 1996 r

Rozmowy z obrazami

Przemówił kiedyś dziad do obrazu,
obraz do niego nie rzekł ni razu,
ale w mym życiu – przepiękne obrazy
przemawiały do mnie wiele, wiele razy.

***
Dawno i nie dawno – tych obrazów twórcy
obdarzeni wielkim talentem od Stwórcy,
pod wpływem zachwytu, szczęścia czy cierpienia
tworzyli swe dzieła – doznając olśnienia

dzięki iskrze Bożej. Chwilę zatrzymali,
Choć sami odeszli – to nam przekazali
to co ukochali, co nas teraz wzruszy
– przez swoje obrazy – wprost z duszy do duszy.
27 marca 1996 r.

Gromniczna

Na Stachiewicza starym obrazie,
pięknym, wspaniałym w swoim wyrazie,
na straży polskiej zagrody stoisz,
przed wilków zgrają – gromnicą bronisz
jak Bożym mieczem – polskie rodziny,
w mroźne, zimowe, nocne godziny
– co śpią, po pracy wielce znużone,
wpierw się oddawszy „pod Twą obronę”.

***

Jak wstępu bronisz wilczej watasze,
obrońże teraz zagrody nasze,
od tych – co duszę rozerwać mogą
mego Narodu. On idzie drogą
wśród wycia głodnej, szatańskiej zgrai
co czeka tylko – by się oddalił
od światła Bożej wielkiej miłości,
i stoczył w coraz większe ciemności.

2 lutego 1996 r.

Słoneczniki

WSPOMNIENIA WRZEŚNIA 1939

 

Gdzieś na Saskiej Kępie, pod niebem wrześniowym
aby się zasłonić przed deszczem bombowym,
pod słonecznikami, ze swą lalką w ręce
ukryło się w schronie – czteroletnie serce.

***

Poprzez życia dalsze złe i dobre chwile
pamięć ma wspomina słoneczników tyle:
przed oczami stają złociste, kochane,
przez ojca, przez męża – sadzane, zrywane,

przy miedzach, na polach, działach uprawiane,
teraz znów przez wnuki z zapałem łuskane,
a nawet na sławnym Van Gogha obrazie,
jak żywe, przepiękne w tym swoim wyrazie.

***

Kiedy je wspominam, zstępując w głąb siebie,
modlę się do Stwórcy, co patrzy na Ziemię,
aby słoneczników, w tych czy innych stronach,
nikt nigdy nie musiał znów sadzić na schronach.

29 stycznia 1996 r.

Skowronki

Przed ilustracjami Piotra Stachiewicza
do legend ludowych o Matce Boskiej
Mariana Gawalewicza p.t. „Królowa Niebios”

Skowronki

I

Na Stachiewicza starym obrazie,
pięknym, wspaniałym w swoim wyrazie,
tron Pani Świata złotem olśniewa
na jego stopniach skowronek śpiewa.

Z odległej ziemi gdzie zboża rosły,
małe skrzydełka w niebo go wzniosły,
by zanieść Matce, gdzie słońce świeci,
wszystkie strapienia jej biednych dzieci.

***
Gdy mąż mój orał ojcowskie pole,
czy ziarno rzucał w zoraną rolę,
Czy podczas pracy liczył żłobiny,
to słuchał śpiewu małej ptaszyny.

Mały skowronek, jak przez lat wiele,
z gardziołka swego dobywał trele,
by zanieść Matce przed niebios progi
wiernego syna strapienia, trwogi.

***
Kiedym zmęczona – idę znów w pole
albo na działce uprawiam rolę,
wtedy wytchnieniem jest każda chwila,
a śpiew skowronka znów ją umila,

zanosi Matce, co patrzy z nieba
i wie najlepiej co mi potrzeba,
wszystkie me troski wraz z tą nadzieją,
że w świętych dłoniach nagle zmaleją.

***
Przed Matki Bożej świętym obrazem*
wszystkie „Skowronki”** śpiewają razem,
na skrzydłach pieśni do nieba wznoszą
serca dziecinne, o łaski proszą.

Daj im o Matko siłę wytrwania,
zdrowie i radość z tego śpiewania,
by ukochały strony ojczyste,
by miały głosy i serca czyste.

II

Te polskie skowronki, w polskiej wzrosłe glebie
Polsce śpiewem służą, na ziemi, na niebie,
niepozorne, małe te polskie ptaszęta
i te polskie dzieci: chłopcy i dziewczęta.

Wszystkie one piękno swego śpiewu czują,
wszystkie one serca zmęczone radują
a nad nimi Matka opiekę roztacza,
kocha te skowronki, ziemię i oracza.

18 września 1995 r.

III

Na Stachiewicza starym obrazie,
pięknym, wspaniałym w swoim wyrazie,
Matka Najświętsza płaszczem okrywa
i przed jastrzębia okiem ukrywa

małe ptaszyny, skowronków dziatki,
co pozostały bez ojca, matki,
na gołej ziemi, w gniazdeczku małym,
pośród bruzd pola, odkrytym całym.

***
Do dziś w mym sercu obraz ten noszę
i do Maryji prośby swe wznoszę,
by jak maleńkie gniazdeczko ptasze
płaszczem okryła rodziny nasze.

Jak przed jastrzębiem co z nieba leci
ochronić mogła skowronków dzieci
tak niech uchroni nasze pisklęta
przed złem wszelakim ta Matka Święta.

22 września 1995 r.


*W Archikatedrze w Lublinie
** Chór „Skowronki” Młodzieżowego Domu Kultury w Lublinie

Siewna

Na Stachiewicza starym obrazie,
pięknym, wspaniałym w swoim wyrazie,
przeszłaś po polu wielki szmat drogi,
o twarde skiby kalecząc nogi,

taka jak prości, zmęczeni ludzie,
co całe życie przeżyli w trudzie
i ziarno rzucasz w ziemię zoraną,
odziana w zgrzebną koszulę lnianą.

***

Ty polską matkę dobrze rozumiesz,
Ty jedna pomóc możesz i umiesz,
gdy wielu dzieciom wciąż brakuje chleba,
kiedy ugorem leży polska gleba.

Polskiego ojca dobrze rozumiesz,
Ty jedna pomóc możesz i umiesz,
gdy wiele dzieci nie ma swego domu,
a ich rodzinie pomóc nie ma komu.

Ty polski naród dobrze rozumiesz,
Ty jedna pomóc możesz i umiesz,
kiedy Twe dzieci w coraz większej nędzy,
ci co bogaci – stróżami pieniędzy.

***

O polska, Siewna, Mario kochana,
w chłopską, ubogą odzież odziana,
wejrzyj na sprawy ludu polskiego,
wstaw się za nami do Syna Twego.

Rzuć ziarna w dusze, niech wzejdą ładnie,
niechaj zasłona z oczu opadnie
wszystkim co rządzą, co idą przodem,
i niech się zajmą biednym narodem.

A wszyscy prości zmęczeni ludzie,
co całe życie przeżyli w trudzie,
niechaj w spokoju plony zbierają
i coraz mocniej Ciebie kochają.

8 września 1995 r.

Powrót do przeszłości

Gdy do wspomnień wracasz, patrz oczami duszy,
przeszłość Cię zachwyci, oszołomi, wzruszy,
obrazy powrócą dawno zapomniane,
lecz jeszcze piękniejsze, sercem malowane.

Wszystko co złe było, nie warte wspomnienia,
niech nadal zostaje w głębiach zapomnienia,
lecz każda przeżyta piękna szczęścia chwila
na nowo odkryta, życie niech umila.

5 września 1995 r.