Tag Archives: sen

Sen

Miałam dzisiaj sen. Sen – szok szczęścia…

Znajdowałam się w korytarzu jakiejś szkoły, na pierwszym piętrze. Było jasno. Nikogo nie było. Nagle zjawił się i podszedł do mnie nasz Błogosławiony Jan Paweł II. Piękny, jaśniejący, w białej sutannie zakrywającej stopy. W wysoko podniesionych rękach trzymał jakby małą książeczkę. Opuścił ręce. Ja „zbaraniałam”. Nie wiedziałam, jak się zachować, co robić. Rzuciłam się na kolana, objęłam Mu przez sutannę nogi i ucałowałam przez nią Jego stopy. Wstałam. Zaczął do mnie mówić. Słyszałam i rozumiałam każde słowo. Dziękował mi za to, że stale o Nim pamiętam i że Mu pomagam (?). Wszystko było realne, rzeczywiste, jak na jawie. Pamiętam dotyk sutanny, Jego głos… Nagle uprzytomniłam sobie, że znajdujemy się w pomieszczeniu przylegającym do kościoła pw. św. Antoniego w Lublinie. Poprosiłam Go, żeby trochę poczekał, zbiegłam ze schodów, podbiegłam do drzwi plebanii, żeby zadzwonić i jak najszybciej przyprowadzić ks. Proboszcza.

I wtedy obudziłam się. Serce biło mi jak szalone, z wrażenia i ze szczęścia…

 

Lublin, dnia 30.04.2012

*** (Moja piosenka dla Ciebie)

***

To moja piosenka dla Ciebie
posłuchaj ją, jeżeli chcesz,
przywołam też gwiazdki na niebie
i Księżyc, co wspiera w potrzebie.

Piosenka o mojej tęsknocie,
o bólu, cierpieniu i łzach,
a śpiewam ją ciągle przy mojej robocie,
na jawie i w pięknych mych snach.

To moja piosenka…

W piosence też radość ukryta,
co drzemie na duszy mej dnie,
ta, którą codziennie mnie wita radośnie
Przyjaciel wspierając wciąż mnie.

To moja piosenka…

Przyjaciel nasz także ją słucha,
jest przy nas w dzień każdy i w noc.
On w serca wciąż nasze przelewa z radością
swe dary – swą miłość i moc.

To moja piosenka…

 

Lublin, dnia 26 stycznia 2012.
(na melodię „Piosenka o mojej Warszawie„)

Ojciec – dwa sny – dwa odejścia

Mamy jednego ojca – Boga Ojca. Lecz On realizuje w nas swoje ojcostwo poprzez ziemskich ojców. Dla mnie mój ziemski ojciec był wszystkim: największą miłością, największym autorytetem. Jak odszedł do Pana – runął mój świat. I dobry Bóg ulitował się nade mną, zesłał mi drugiego ojca, który stał się dla mnie wielką miłością ojcowską, największym autorytetem – Ojca Świętego Jana Pawła II, co objawił mi w dwu snach. W snach tych kolejno, mój tatuś i Ojciec Święty zjawili się przede mną w identycznej scenerii, w identycznej pozycji, takim samym pełnym miłości wzrokiem na mnie patrzyli, identyczne było ułożenie ręki na balustradzie schodów. Oba obrazy były kolorowe, wyraźne. Każdy najdrobniejszy szczegół, np. twarzy, pozostał mi realniej w pamięci niż te ze spotkań na jawie. Nie było tam snów, nie było ruchu, był spokój i była… miłość

Moje odczucia, gdy odchodzili, były prawie identyczne. Tylko jak mój tatuś umarł nie mogłam płakać, jak odchodził Ojciec Święty – obfite łzy sprawiały mi ulgę. I teraz mam w sobie jakiś spokój i choć jestem już w podeszłym wieku, mam zupełnie jasny obraz mojego miejsca na świecie i mojej przyszłej, chociaż nie wiadomo jak długiej drogi – drogi do Pana i do dwóch ukochanych Ojców…

*** (Gdy nie wiem, co robić)

***

Gdy nie wiem, co robić, same trudności

mam wokół siebie,

gdy tylko mogę, z wielką ufnością

– radzę się Ciebie.

Gdy czuję smutek, wielką samotność

i pustkę wokół siebie,

po chwili wahań, gdy „jesteś dostępny”

– dzwonię do Ciebie.

 

Gdy sen nie nadchodzi, ciemno i cicho

i tylko wiatr drzewa kolebie,

proszę Anioła, by myśli mych kilka

– zaniósł prościutko do Ciebie.

A kiedy się znajdę, po trudach życia

w tak wymarzonym niebie

myślę, że dobry Święty Piotr znajdzie miejsce tam dla mnie

– bliziutko Ciebie…

Lublin, dnia 7 marca 2007.

Mój Anioł

Mój Anioł ma skrzydła ogromne
i jak najdroższa Matula,
by sny me były spokojne
z miłością mnie nimi otula.

Mój Anioł ma serce gorące,
choć bicia jego nie słyszę,
a usta też ma milczące
– wypełnia moją ciszę.

Mój Anioł ma takie „chody”,
że w jedną, krótką chwilę
pokona windy i schody,
lądy i morza – gdy trzeba
myśl moją zanieść szybko
do mego Przyjaciela…

Mój Anioł – przysłany przez PANA
przez całe życie jest ze mną,
jestem przez niego kochana
w dzień i w noc – często tak ciemną.

Zwierzę się dzisiaj tobie
z mojego jednego zmartwienia,
że chociaż z nim jestem na co dzień
– nie znam Jego imienia.

Lublin, dnia 22 stycznia 2007.

Rozmowa z Księżycem (5)

Przekwitła róża, opadły płatki blade.
Powiało chłodem jesiennych dni.
A Ty, mój drogi Księżycu,
swym pyzatym obliczem
rozjaśniasz ciemność nocy
– by piękne były me sny…

Pomagasz cichutko sunąc
przez nocy długiej mrok,
odnaleźć się bliskim sercom
tam – gdzie nie sięga ich wzrok.

Babiego lata przędzę,
na której łzy rosy lśnią,
łączysz z nićmi promieni,
tkając kanwę mym snom.

Dziękuję Ci mój Księżycu
za blasku Twojego czar,
co chłodzi serca mego,
duszę palący żar.

I tylko Ty – Przyjacielu,
swoim jasnym obliczem
odbijasz światło Słońca,
chociaż… sam przed nim jesteś… niczem…

 

Lublin, dnia 8 października 2006.

Z mojego okna…

Z mojego okna niewiele widać
– nisko nad ziemią: zwykły ziemski dzień.
Z nieba promień Słońca i światło Księżyca
– między bloków gęstwą, rzadko wkracza w cień.

Lecz pod mym oknem – jak na filmie taśmie,
przewija się zwykłych, prostych ludzi los.
Od świtu do nocy i gdy Słońce zgaśnie,
rozbrzmiewa osiedla rytmu serca głos.

Pod tym moim oknem – przy piwie dysputy,
przy murku warzywa kupujących gwar.
Czasem płacz dziecięcy, spory, wzywanie pomocy
– czasem serc otwarcia, dobrych przemian czar…

Na ławce bezdomny śpi cicho, nie chrapie,
zanim go nie zbudzi gwarem swoim świt,
albo wcześniej hałas, jakieś zamieszanie,
piratów drogowych – opon i hamulców zgrzyt.

A dziś z mego okna wraz z świtu nastaniem
ujrzałam w jasności nowy, ten nasz… Krzyż…
W trudach tych codziennych Boży Dom tu stanie
– zbudują maluczcy – wznosząc dusze wzwyż… ku Bogu…

 

Lublin, dnia 13 sierpnia 2004.

*** (Największej Miłości)

***

NAJWIĘKSZEJ MIŁOŚCI
chcę śpiewać swą pieśń
NAJWIĘKSZEJ MIŁOŚCI
swą miłość chcę nieść
NAJWIĘKSZEJ MIŁOŚCI
chcę służyć co dnia
NAJWIĘKSZEJ MIŁOŚCI
co w duszy mej trwa

Gdy w okno zapuka
świt trudnego dnia
i zbudzi tęsknotę
co w duszy wciąż trwa
zaufam Miłości
i z Nią będę szła
i dojdę, gdzie Ona
wskaże tego dnia

NAJWIĘKSZEJ MIŁOŚCI…

Gdy Księżyc zapali
latarnię we mgle
me serce zmęczone
legnie w błogim śnie
zaufam Miłości
i Jej oddam się
a Ona radością
swą napełni mnie

NAJWIĘKSZEJ MIŁOŚCI…

 

Lublin, dnia 17 sierpnia 2001

Dobrej nocy…

Białym puchem otulone,
śpią już miasta, wsie i pola,
niebo mrozem wyiskrzone
– tylko ja nie mogę spać.

Księżyc cicho po nim sunie,
swe promienie do mnie śle,
otulam je w snu całunie,
chcę je wszystkie Tobie dać…

Ten sam Księżyc nam dziś świeci,
kolorowe zsyła sny,
tak jak wszystkie Boże dzieci
w jednym Niebie śpijmy – my.

A Bóg Ojciec swoje dłonie
na nas kładzie podczas snu.
wszystkie smutki i tęsknoty
przed swym snem oddajmy Mu.

Księżyc w pełni cicho sunie,
uśmiech swój wciąż do mnie śle.
otulam go w snu całunie,
– chcę go Tobie – ze swym dać.

Białym puchem otulone
śpią już miasta, wsie i pola,
niebo mrozem wyiskrzone,
– tylko ja nie mogę spać…

 

Lublin, dnia 21 listopada 1999.