Tag Archives: uśmiech

*** (Alinka jest dobra na wszystko)

***

Alinka jest dobra na wszystko.
Gdy Ci smutno – to czule przytuli,
do łez rozśmieszy lub piątkę przybije
i wróci do swojej matuli.

Jak jasne słoneczko na niebie
rozjaśnia mroki twej duszy,
przywraca zdrowie, nadzieję.
Alinka jest dobra na wszystko…

 

Lublin, dnia 7 listopada 2013

Z mojego okna… (4)

Z mojego okna Miłość widać.
I tę, co się rodzi
i tę, co trwa
– od wielu lat.

Miłość, co nigdy nie zawodzi,
z uśmiechem z bliźnim
zdąża ku wieczności
dźwigając krzyż
– przez ten piękny świat.

W jasnych promieniach jesiennego słońca
spacerują wspólnie ci, co się kochają,
co lat ponad kopę z sobą przebywają,
a teraz jak mogą – młodym pomagają.

Miłość, co swego drogiego bliźniego
wiezie do Jezusa, co w kaplicy czeka
i Miłość, co wraz z Bogiem podąża odwiedzić
cierpiącego w domu chorego człowieka.

Z mojego okna Miłość widać,
Miłość wszechobecną.

 

Lublin, dnia 9 października 2013

*** (Świat się ciągle do mnie śmieje)

***

Świat się ciągle do mnie śmieje
i kręci się wokół mnie.
Czy jest wieczór, czy już dnieje,
ten przepiękny świat się śmieje.

Nigdy nie wiem, co mnie czeka,
nie wiem, co się dziś wydarzy,
lecz się staram, aby uśmiech
nie ulatał z mojej twarzy.

Jezus ciągle na mnie czeka,
w swej kaplicy w bliźnim mym,
do serca każdego człowieka
puka: dziecię – otwórz mi.

 

Lublin, dnia 19 czerwca 2012.

*** (Prawdziwa miłość)

***

Prawdziwa miłość
sprząta i gotuje,
choć zmęczenie czuje,
go nie okazuje…

Prawdziwa miłość
zawsze uśmiechnięta
we dni powszednie,
niedziele i święta…

Prawdziwa miłość
nie żyje dla siebie
ale dla tego, kto właśnie w potrzebie
znajduje się obok…

Prawdziwa miłość
służy WIELKIEJ MIŁOŚCI
– w bliźnich…

 

Lublin, dnia 13 lipca 2011.

*** (Czy wstaję rano czy w południe)

***

Czy wstaję rano czy w południe,
czy deszczyk pada, czy też cudnie
Słońce maluje barw tysiącem
jesienny świat

– Ty do mnie zawsze się uśmiechasz
Ojcze najdroższy, cierpliwie czekasz
na jeden, choć drobny
miłości gest.

Na me dziecięce zawierzenie,
na obraz święty choć krótkie spojrzenie,
skreślony z pokorą
krzyża znak.

A ja, choć Twoją wszechobecność czuję,
tak mało Cię wielbię, tak mało dziękuję,
nie zawsze Twej woli
mówię „tak”.

Moje zaniedbania przebacz mi Boże,
proszę Cię dzisiaj w największej pokorze
i na mych bliźnich
ześlij zdroje łask.

 

Lublin, dnia 11 października 2007

Uśmiech

I

Uśmiechu Twego mi trzeba,
jak powietrza, słońca i chleba.
Uśmiechu Twego mi trzeba,
by rozświetlał mą drogę do nieba.

Uśmiechu Twego mi trzeba
z Twoich oczu. Z nich bije blask nieba.
Uśmiechu Twego mi trzeba.
Choć z daleka go przyślij. Skoro nie ma
Ciebie – przy mnie…

II

Gdy sił już nie masz
iść żadną ze stromych dróg,
ogromnym wysiłkiem swych bliźnich uśmiechem wspierasz
– w twych oczach uśmiecha się Bóg.

Gdy mijasz po drodze
laski i wózki zamiast nóg,
uśmiechy spod krzyża swych Bliźnich – przyjaciół Ci wiernych
– w ich oczach uśmiecha się Bóg…

Lublin, dnia 16 września 2007.

III

Uśmiech wiarę przywraca, wiarę w człowieka.
Uśmiech w nadzieję przyobleka
zmęczone serca ludzi.

Uśmiech po trudnych chwilach początkiem jest radości,
gdy często na twarzach gości
i miłość w sercach obudzi.

Uśmiech buduje pomosty dusze odległe łączące.
Uśmiech w oczach płaczących
nadziei odblask wzbudzi.

 

Lublin, dnia 21 września 2007.

Życie jest jednym kabaretem

Każdy ma wzloty i upadki,
każdy ma swoje Waterloo.
Jeden wciąż strzela gafki,
drugiego dziełem „Qui pro Quo”.

Życie jest jednym kabaretem,
nie każdy umie dostrzec to,
jeden wciąż nowe strzela gafki,
drugiego dziełem „Qui pro Quo”.

Gdy już się całkiem popaprało
w życiu to, co tak ważnym jest
i tak się wiele nie udało,
bez sensuś zrobił każdy gest

– po rozum wróć do swojej głowy
i najpierw napraw wszelkie zło,
zaniechaj wszelkiej głupiej mowy
no i idź dalej – otóż to.

Jak kot upadać na cztery łapy,
miękko lądować wśród burz i mgły,
śmiać się z kolejnej swojej gafy
– chociaż to trudne – ucz się i Ty.

Życie jest jednym kabaretem,
szczęście nawiedza tylko sny,
choć Cię częstuje rzadko kotletem
– gorzkie pigułki łykać i łzy – ucz się i Ty.

Życie jest jednym kabaretem…

 

Lublin, dnia 27 lipca 2007

*** (Ujrzałam uśmiech Człowieka)

***

Ujrzałam uśmiech Człowieka leżącego pod swym krzyżem. Człowieka udręczonego, obolałego, niezdolnego do najmniejszego ruchu. Uśmiech ten był skierowany do mnie ze słowami, że uśmiech jest tym, co w człowieku niezniszczalne. To był Twój najpiękniejszy uśmiech. A człowiek ten na Twoje słowo wstał, wziął swój krzyż i z uśmiechem poszedł dalej za Tobą BOŻE… Uchroń Go od dalszych upadków… Proszę…

Lublin, dnia 8 marca 2006.

Dla Arcypasterza

Niewysłane podziękowanie
 

Dla Arcypasterza

Za słowa nadzieję głoszące
i dusze ku niebu wznoszące
– dziękujemy…
Za dłonie błogosławiące,
Jezusa wciąż niosące
– dziękujemy…

Za serce, które miłuje
i wszystkich w krąg obejmuje
– dziękujemy…
Za uśmiech z serca płynący,
wciąż rany serca kojący
– dziękujemy…

Za Twą posługę codzienną
i pracę wciąż ciężką, niezmienną
– dziękujemy…
Za ciągłe przy Bogu trwanie
i siebie bez reszty Mu oddanie
– dziękujemy.

 

Lublin, dnia 4 października 2000.

2000 – listy do Ojca Świętego

W tym wspaniałym roku 2000 moi Przyjaciele – sąsiedzi z Domu Pomocy Społecznej im. Matki Teresy z Kalkuty w Lublinie wykonali wspaniałe dary dla Ojca Świętego. Miała zaszczyt pomóc im napisać listy do Ojca Świętego, które miały być dołączone do tych prezentów. Oto one:

List pierwszy – pani Marii Świrgiel:

Umiłowany Ojcze Święty!

U progu Roku Jubileuszowego, roku deszczu łask Bożych spływających na nas wszystkich
„- otworzyłeś drzwi do wielkiej jasności
dla całego na świecie Twego Ludu Bożego,
przekroczyłeś wraz z nami nowy próg nadziei
na obecność w nas wszystkich Słowa Wcielonego.

W świecie grozy, przemocy i szaleństwa szatana,
ukazałeś, jak w wielkiej jasności powodzi
– Radość, która przed wiekami nam została dana
– wciąż na nowo dla wszystkich na świecie się rodzi…”
(Danuta Kowal)

Za tę radość z nadziei, za ogromną Bożą Miłość, którą darzysz nas wszystkich, za uśmiech spod dźwiganego krzyża – krzyża nas wszystkich – składam Ci dar z mojego serca, z mojej miłości, dar wdzięczności i ciągłej modlitwy w Twoich intencjach. A zewnętrznym wyrazem tego wszystkiego, czego słowa wyrazić nie mogą, niech będzie Twoja podobizna z komplet bielizny do Mszy świętej, wyhaftowane przez długie godziny duchowego łączenia się z Tobą. Wykonałam ten haft lewą ręką. Po przebytej w dzieciństwie chorobie Heine Medina, lewostronny niedowład unieruchomił mnie na wózku inwalidzkim.

Haftuję krzyżykami – jak krzyżykami haftuje moje życie dobry Bóg. Haftuje je i ozdabia złotymi nićmi radości. Taką radością, którą dał mi dzisiaj, jest możliwość przekazania Ci owocu mojej pracy. Może stanie się ona małą radością dla Ciebie – kochany Ojcze Święty – która wywoła uśmiech na Twojej, tak drogiej mi twarzy.

Jednocześnie przekazuję Ci modlitwy, pamięć i miłość moich bliskich mi współmieszkańców i pracowników Domu Pomocy Społecznej im. Matki Teresy z Kalkuty w Lublinie.

– Maria Świrgiel
Lublin, dnia 15 sierpnia 2000.

List drugi – pana Henryka Paraszczuka

Przewielebny Ojcze Święty!

W tym tak wspaniałym roku – Roku Jubileuszowym, roku nadziei, roku zdroju łask Bożych – dziękując za wszystko, co nam dajesz: wiarę, nadzieję, miłość – poprzez nieskończenie wielką ofiarę, trud, cierpienie – ofiaruję Ci radością owoc mojej pracy: kopię obrazu Matki Bożej Licheńskiej. W Licheniu wszakże, podczas ostatniej pielgrzymki do Polski, modliłeś się do Niej z nami, o wyproszenie dla nas wiary mocnej, która nie lęka się żadnych trudności, cierpień czy niepowodzeń, bo oparta jest na przekonaniu, że „dla Boga nie ma nic niemożliwego” (por. Łk 1,37).

Obraz ten namalowałem ustami. W wypadku straciłem obie ręce i nogi. Dobry Bóg ulitował się nade mną i dał mi radość tworzenia, malowania dla Jego chwały. Pracuję – modląc się jednocześnie do Jezusa i Jego Matki, do Nich, którzy tak dobrze rozumieją cierpienie człowieka, bo ich cierpieniu nie było równego na świecie.

Ofiaruję Ci obraz Maryi, którą tak bardzo umiłowałeś, że zawierzyłeś Jej samego siebie, a Ona tak bardzo Cię ukochała, że prowadzi Cię bezpiecznie przez Twoją drogę krzyżową i zakończę słowami:

„Maluję Cię Matuchno ustami
Maluję Cię Matuchno dniami i nocami
Maluję Cię swoją miłością
Maluję Cię swoją radością
Maluję Cię sobą całym
I Twymi obrazami
wypełniam
świątynię swojego serca”

– Henryk Paraszczuk
mieszkaniec Domu Pomocy Społecznej
im. Matki Teresy z Kalkuty w Lublinie

Lublin, dnia 15 sierpnia 2000

Oba wspaniałe dary dotarły do Ojca Świętego, co prawda nie od razu, lecz po pokonaniu wielu trudności w zrealizowaniu tego przedsięwzięcia, a moja radość była tym większa, że przy okazji dotarła i moja malusieńka kropelka w pisanym słowie.