Tag Archives: wdzięczność

(***) Chwytaj chwile jak motyle

***

Chwytaj chwile jak motyle.
które lecą w siną dal.
W każdej z nich jest szczęścia tyle,
po nich przyjdzie ból i żal.

Wierz, że te szczęśliwe wrócą,
będziesz chwytał znowu je,
nim następne Cię zasmucą
– tak to życie nasze mknie.

Lecz na zawsze pozostaną
najszczęśliwsze chwile te
i wspomnienia ich zebrane
wszystkie Bogu oddasz je.

Za nie wszystkie podziękujesz,
czasu wieczność będziesz miał,
jeśli w życiu nie zmarnujesz
tego, co nasz Bóg Ci dał…

 

Lublin, dnia 25 sierpnia 2014

*** (Czy wstaję rano czy w południe)

***

Czy wstaję rano czy w południe,
czy deszczyk pada, czy też cudnie
Słońce maluje barw tysiącem
jesienny świat

– Ty do mnie zawsze się uśmiechasz
Ojcze najdroższy, cierpliwie czekasz
na jeden, choć drobny
miłości gest.

Na me dziecięce zawierzenie,
na obraz święty choć krótkie spojrzenie,
skreślony z pokorą
krzyża znak.

A ja, choć Twoją wszechobecność czuję,
tak mało Cię wielbię, tak mało dziękuję,
nie zawsze Twej woli
mówię „tak”.

Moje zaniedbania przebacz mi Boże,
proszę Cię dzisiaj w największej pokorze
i na mych bliźnich
ześlij zdroje łask.

 

Lublin, dnia 11 października 2007

Dla Arcypasterza

Niewysłane podziękowanie
 

Dla Arcypasterza

Za słowa nadzieję głoszące
i dusze ku niebu wznoszące
– dziękujemy…
Za dłonie błogosławiące,
Jezusa wciąż niosące
– dziękujemy…

Za serce, które miłuje
i wszystkich w krąg obejmuje
– dziękujemy…
Za uśmiech z serca płynący,
wciąż rany serca kojący
– dziękujemy…

Za Twą posługę codzienną
i pracę wciąż ciężką, niezmienną
– dziękujemy…
Za ciągłe przy Bogu trwanie
i siebie bez reszty Mu oddanie
– dziękujemy.

 

Lublin, dnia 4 października 2000.

2000 – listy do Ojca Świętego

W tym wspaniałym roku 2000 moi Przyjaciele – sąsiedzi z Domu Pomocy Społecznej im. Matki Teresy z Kalkuty w Lublinie wykonali wspaniałe dary dla Ojca Świętego. Miała zaszczyt pomóc im napisać listy do Ojca Świętego, które miały być dołączone do tych prezentów. Oto one:

List pierwszy – pani Marii Świrgiel:

Umiłowany Ojcze Święty!

U progu Roku Jubileuszowego, roku deszczu łask Bożych spływających na nas wszystkich
„- otworzyłeś drzwi do wielkiej jasności
dla całego na świecie Twego Ludu Bożego,
przekroczyłeś wraz z nami nowy próg nadziei
na obecność w nas wszystkich Słowa Wcielonego.

W świecie grozy, przemocy i szaleństwa szatana,
ukazałeś, jak w wielkiej jasności powodzi
– Radość, która przed wiekami nam została dana
– wciąż na nowo dla wszystkich na świecie się rodzi…”
(Danuta Kowal)

Za tę radość z nadziei, za ogromną Bożą Miłość, którą darzysz nas wszystkich, za uśmiech spod dźwiganego krzyża – krzyża nas wszystkich – składam Ci dar z mojego serca, z mojej miłości, dar wdzięczności i ciągłej modlitwy w Twoich intencjach. A zewnętrznym wyrazem tego wszystkiego, czego słowa wyrazić nie mogą, niech będzie Twoja podobizna z komplet bielizny do Mszy świętej, wyhaftowane przez długie godziny duchowego łączenia się z Tobą. Wykonałam ten haft lewą ręką. Po przebytej w dzieciństwie chorobie Heine Medina, lewostronny niedowład unieruchomił mnie na wózku inwalidzkim.

Haftuję krzyżykami – jak krzyżykami haftuje moje życie dobry Bóg. Haftuje je i ozdabia złotymi nićmi radości. Taką radością, którą dał mi dzisiaj, jest możliwość przekazania Ci owocu mojej pracy. Może stanie się ona małą radością dla Ciebie – kochany Ojcze Święty – która wywoła uśmiech na Twojej, tak drogiej mi twarzy.

Jednocześnie przekazuję Ci modlitwy, pamięć i miłość moich bliskich mi współmieszkańców i pracowników Domu Pomocy Społecznej im. Matki Teresy z Kalkuty w Lublinie.

– Maria Świrgiel
Lublin, dnia 15 sierpnia 2000.

List drugi – pana Henryka Paraszczuka

Przewielebny Ojcze Święty!

W tym tak wspaniałym roku – Roku Jubileuszowym, roku nadziei, roku zdroju łask Bożych – dziękując za wszystko, co nam dajesz: wiarę, nadzieję, miłość – poprzez nieskończenie wielką ofiarę, trud, cierpienie – ofiaruję Ci radością owoc mojej pracy: kopię obrazu Matki Bożej Licheńskiej. W Licheniu wszakże, podczas ostatniej pielgrzymki do Polski, modliłeś się do Niej z nami, o wyproszenie dla nas wiary mocnej, która nie lęka się żadnych trudności, cierpień czy niepowodzeń, bo oparta jest na przekonaniu, że „dla Boga nie ma nic niemożliwego” (por. Łk 1,37).

Obraz ten namalowałem ustami. W wypadku straciłem obie ręce i nogi. Dobry Bóg ulitował się nade mną i dał mi radość tworzenia, malowania dla Jego chwały. Pracuję – modląc się jednocześnie do Jezusa i Jego Matki, do Nich, którzy tak dobrze rozumieją cierpienie człowieka, bo ich cierpieniu nie było równego na świecie.

Ofiaruję Ci obraz Maryi, którą tak bardzo umiłowałeś, że zawierzyłeś Jej samego siebie, a Ona tak bardzo Cię ukochała, że prowadzi Cię bezpiecznie przez Twoją drogę krzyżową i zakończę słowami:

„Maluję Cię Matuchno ustami
Maluję Cię Matuchno dniami i nocami
Maluję Cię swoją miłością
Maluję Cię swoją radością
Maluję Cię sobą całym
I Twymi obrazami
wypełniam
świątynię swojego serca”

– Henryk Paraszczuk
mieszkaniec Domu Pomocy Społecznej
im. Matki Teresy z Kalkuty w Lublinie

Lublin, dnia 15 sierpnia 2000

Oba wspaniałe dary dotarły do Ojca Świętego, co prawda nie od razu, lecz po pokonaniu wielu trudności w zrealizowaniu tego przedsięwzięcia, a moja radość była tym większa, że przy okazji dotarła i moja malusieńka kropelka w pisanym słowie.

Zamość

Czas się zatrzymał – na dzień, na dwa.
Choć nadal wkoło trwa taniec zła
– dusze zawisły między ziemią a niebem
– karmione słowem i Żywym Chlebem
– z ust i z rąk Ojca…

Dłonie złączone, serca złączone,
głowy schylone w głębokim ukłonie,
ciała nie czują trudów podróży,
oczy nie widzą wokoło burzy
– wpatrzone w postać Ojca…

 

***

Wkoło błyskawice, niebo czarne, gromy,
wkoło ludzkie morze, wkoło pieśni tony,
a na pięknym skrawku swej ziemi ojczystej
biały Pielgrzym w słońcu, głosi sercem czystym
nadziei słowa…

Jasna postać z dala jak słońce jaśnieje
wiatr mija to miejsce, choć wokoło wieje,
w dziękczynieniu święta pochyla się głowa,
w sercach wszystkich wiernych – na miłości słowa
rodzi się odnowa…

Wkoło dywan z pokus szatan do stóp ściele,
wkoło bólu morze – pisać można wiele
o ludzkich cierpieniach, krzywdach, załamaniach,
ciężkich drogach życia, trudach powstawania
– kiedy wokół trwoga…

Jasna postać z dala jak słońce jaśnieje,
i w sercach zasiewa wiarę i nadzieję,
wciąż spływają w dusze te miłości słowa,
które pozwalają rodzić się od nowa
– w drodze do Boga…

 

Zamość, dnia 12 czerwca 1999

Moja Jasna Góra

Na pięknej, polskiej ziemi
jest takich miejsc pół sta,
gdzie Maria – jej królowa
w swych wizerunkach trwa

i łaski swe rozdziela,
tm, którzy do jej stóp
przynieśli swoje troski,
dali Jej w darze swój trud.

W lubelskiej „Jasnej Górze”
co Wąwolnicą się zwie
– w prostej, starej figurze
złożyła serce swe.

Wokoło tłumy pątników
i serca rozmodlone,
wokoło chóry słowików,
wokoło łąki zielone.

A moje maleńkie serce
dla niej żywiej zabiło,
gdy pierwszy raz w udręce
troski swe Jej złożyło.

A Ona w swe święte dłonie
wzięła mój ciężar cały
– a on pod Jej dotknięciem
stał się zupełnie małym.

Odtąd gdy wrzesień przychodzi,
gdym tylko zdrowa i mogę
– z sercem pełnym tęsknoty
wyruszam do niej w drogę.

I niosę me dziękczynienie
za moc łask w serce me wlanie,
za próśb naszych spełnienie,
modlitwę o w dobrym wytrwanie…

 

Lublin, dnia 30 sierpnia 1998.

Matce Teresie z Kalkuty

Matce Teresie z Kalkuty

***

Na wieść, że już przeszłaś do wieczności,
daję Ci tylko gorącą łzę,
łzę żalu, miłości i wdzięczności
za to co dałaś innym i … mnie
– Matko Tereso…

Na wieść, że już serce Twoje
w Bogu spoczywa – uwierzyłam,
że Bóg łask nowych zdroje
za Twą przyczyną już z Nieba zsyła
Święta Tereso…
Lublin, 5 września 1997 r.
(dzień, w którym odeszłaś)

Moja kolęda

Pani Agatce

Narodziłeś się Jezu w mej ubogiej duszy
– nie na królewskim kobiercu,
taki maleńki, bezbronny, słaby
– ułożę Cię na swym sercu.
Zaraz się szybko wezmę do pracy
– z duszy komnatę zrobię,
lecz najpierw żarem miłości mojej
– rozgrzeję nożęta Twoje.
Uśpię Cię pieśnią szczęścia – wdzięczności,
że jesteś ze mną bliziutko,
że w najmarniejszym zakątku świata
– złożyłeś całe swe Bóstwo.

Lublin, 12 stycznia 1997 r.

Podziękowanie

Kiedy dzieckiem będąc od stołu wstawałam,
moją babcię drogą w rękę całowałam,
dziękując za obiad, wieczerz czy śniadanie,
składałam szacunkiem swe podziękowanie

Kiedy moja Mama chleb świeży krajała,
to najpierw go krzyżem świętym przeżegnała.
Bogu najwyższemu za najlepsze danie
składała z szacunkiem swe podziękowanie.

Od konfesjonału zawsze gdy wstawałam,
księdza dobrodzieja stułę całowałam,
za trud poniesiony, z Bogiem pojednanie,
składałam z szacunkiem swe podziękowanie.

Od chwili poczęcia, po ostatnie tchnienie,
Bogu zawdzięczamy całe swe istnienie,
przez całe swe życie, dopóki sił stanie,
winniśmy Mu składać swe podziękowanie.

24 maja 1996 r