Tag Archives: wieczór

*** (Świat się ciągle do mnie śmieje)

***

Świat się ciągle do mnie śmieje
i kręci się wokół mnie.
Czy jest wieczór, czy już dnieje,
ten przepiękny świat się śmieje.

Nigdy nie wiem, co mnie czeka,
nie wiem, co się dziś wydarzy,
lecz się staram, aby uśmiech
nie ulatał z mojej twarzy.

Jezus ciągle na mnie czeka,
w swej kaplicy w bliźnim mym,
do serca każdego człowieka
puka: dziecię – otwórz mi.

 

Lublin, dnia 19 czerwca 2012.

Nasze drogi

Tak do siebie podobne,
równoległe jak tory,
do jednego celu wiodące,
w ranki, we dnie, w wieczory
– nasze drogi…

Obie krzyżami znaczone,
bogate w drogowskazy,
a w ciemne, samotne noce,
rozświetlane światłami wiary
– nasze drogi…

Przez tę samą Ojczyznę biegną,}te same krajobrazy
i wraz z Bliźnimi znoszą
podobne trudy, urazy
– nasze drogi…

I jak dwie równoległe linie,
choć biegną tak blisko siebie,
według praw matematyki
spotkają się w nieskończoności
– w niebie – nasze drogi…

 

Lublin, dnia 1 lutego 2007.

*** (W pozornej brzydocie ukryte) Dla pana Krzysia

Dla pana Krzysia

 

***

W pozornej brzydocie ukryte,
gdzie drzewa w lustr błota krysztale odbite
– tkwi piękno.

Piękno, które wydobyć, ukazać,
wraz z rąbkiem swej duszy przekazać
– próbujesz.

Już drzewo na głowie stojące,
tańczące w zaułkach słońce
– pieśń śpiewa.

I w szarej, wieczornej godzinie
ze zdjęć Twych już piękno płynie
– rozjaśnia duszy mrok.

Lublin, dnia 20 sierpnia 1999 r.

w maleńkiej, cichej, tej kawiarence „Cafe Chantant”

Rozmowa z Księżycem (1)

Wszyscy odeszli, sama znów zostałam,
razem z mą duszą, urlop zaczynałam,
Wyszłam na balkon o wieczornej porze,
gdy było cicho, spokojnie na dworze.

Ciemne obłoki Ojciec Pio rozchylił,
Księżyc zza bloku oblicze wychylił
i z duszą moją wdał się wnet w rozmowę,
srebrne promienie śląc na moją głowę.

***

Powiedział, że jest on stworzony przez Boga,
jak wszystkie gwiazdy oraz Mleczna Droga,
wczoraj i dzisiaj, tak jak i przed wiekiem,
wędruje stale z Bogiem i z człowiekiem.

Na ciemnym niebie jest Słońca odbiciem,
żyje nie swoim, ale jego życiem,
nie razi światłem, które zabić może,
a kto w nie patrzy – chwali Ciebie Boże.

***

A cały wszechświat stworzony przez Boga
wskazuje ludziom, gdzie do Niego droga,
wczoraj i dzisiaj, tak jak i przed wiekiem,
wędruje po niej z Bogiem i z człowiekiem.

W doczesnym życiu jest Boga odbiciem,
żyje nie swoim, ale Jego życiem,
nie razi światłem, które zabić może,
a kto nań patrzy – chwali Ciebie Boże.

***

A człowiek, który wolny wybór dostał
i z woli Ojca – panem stworzeń został,
wczoraj i dzisiaj, tak jak i przed wiekiem,
wędruje z Bogiem i z drugim człowiekiem.

Ale powinien być Boga odbiciem,
żyć już nie swoim, ale Bożym życiem,
unikać grzechu, bo on zabić może,
iść Bożą drogą, a Bóg dopomoże…

 

Lublin, dnia 30 czerwca i 7 lipca 1996.

Lublin, Księżyc i ja (3)

III

Na wieczornym niebie Księżyc żółto lśni,
nie olśniewa srebrem jak poprzednich dni,
szczuplejsze, zamglone, smutne ma oblicze,
wzrok swój w dół kieruje, gdzie palą się znicze.

Na złocistych liściach krople deszczu drżą,
alejki cmentarza otulone mgłą,
na grobach migoce światełek tysiące,
o naszej pamięci o zmarłych świadczące.

Kiedy przy figurze anioła przystaję,
znowu się wspomnieniom z przeszłości oddaję,
pamiętam, jak z babcią w tym miejscu stawałam
i grób ten jak dzisiaj z liści obmiatałam.

A babcia kochana mi opowiadała,
jak w grobie tym swoją córeczkę chowała,
potem znowu męża i syna drogiego,
co walczył o wolność narodu polskiego.

A kiedy na cmentarz dorożką jechałam,
wioząc chryzantemy w Lipową skręcałam,
babcia jak ja dzisiaj przeszłość wspominała,
przeżycia z młodości swej opowiadała:

Kiedy do Lublina za młodu przybyła,
zabudowa miasta tutaj się kończyła,
i od tego miejsca zaczynał się las
– od tej pory minął jakże długi czas…!

Na wprost bram cmentarnych – ogród botaniczny,
niewielki, lecz stary, wtedy jeszcze śliczny,
najstarszy w Lublinie, rzadkie drzewa miał,
w dni upalne cień swój na przechodniów słał.

Nagle me wspomnienia rozpierzchły się w mgle,
moje drogie wnuki otoczyły mnie,
i chociaż z trudnością – same odczytują,
jacy się przodkowie w grobie tym znajdują.

Leżą tu już także: babcia ma kochana,
rodzice, dwóch stryjków – ja znów zadumana
o czasie, o życiu i o przemijaniu,
i o tym wspaniałym świętych obcowaniu…

Wracamy do domu, jakże dużo nas,
i dzieci i wnuki – w ten Zaduszek czas.
Do domu naszego nas odprowadzają
bliscy co odeszli i nas wciąż kochają.

Jak Księżyc na niebie chwilowo zakryty
wędruje wciąż z nami chmurami spowity,
tak nasi najmilsi nas nie opuszczają,
wędrują wciąż z nami, w trudach wspomagają.

 

Lublin, dnia 1 listopada 1995 r.
(cmentarz przy ul. Lipowej)

Lublin, Księżyc i ja (2)

II

W ciepły i pogodny ten wieczór jesienny
wyszłam, po dniu pracy, na spacer codzienny;
na wiadukcie staję, w dole auta mkną,
światła lamp kwarcowych czarne niebo tną.

Daleko widnieje sylwetka kościoła,
wielkomiejskie światła i ruch dookoła
piękne nowe bloki wzdłuż nowej ulicy
– to nowy krajobraz mej starej dzielnicy.

Tak niedawno jeszcze, parę lat bez mała,
w dolince tej ludność uboga mieszkała,
było tu chałupek, ogródków bez liku
wśród zielonych krzewów i śpiewu słowików.

Jesienią po wiejskich uliczkach „chadzałam”,
spod płotów śliweczki i gruszki zbierałam,
a zimą na sankach zjeżdżałam wśród wzgórz,
gdzie wiosną bzy kwitły, latem pęki róż…

Gdzieś na horyzoncie widoczne pagórki
wyrzeźbione w bruzdy – to Czechowskie Górki,
dzięki nim w pobliżu cegielnia dymiła,
poniżej Czechówka wody swe toczyła.

Teraz te pagórki są lasem spowite,
a wody Czechówki w korycie ukryte,
stawy przy jej brzegach już dawno zarosły,
a w tym miejscu piękne, nowe domy wzrosły…

Nagle nad Wieniawą, ten sam co przed laty,
ukazał się Księżyc srebrzysty, pyzaty,
zobaczył żem sama i jakby we śnie,
do domu mojego odprowadził mnie.

13 października 1995 r.
(wiadukt nad aleją Sikorskiego)

Lublin, Księżyc i ja (1)

I

Po ciężkim dniu pracy jesień odpoczywa,
i bezchmurnym niebem miasto swe okrywa,
po którym wędruje ten sam co przed laty,
Księżyc uśmiechnięty, błyszczący, pyzaty.

W jego blasku stoją piękne stare drzewa,
jesień je w złociste sukienki odziewa,
ja także po pracy wędruję z nim razem,
zachwycam się pięknym Lublina obrazem.

Kiedy cuda miasta przed oczami stają,
wspomnienia z przeszłości jak żywe powstają
i w szczęściu się pławi cała moja dusza,
co jest i co było zachwyca i wzrusza.

***

Dawno, dawno temu, kiedy byłam mała,
na placu tym smukła wieża ciśnień stała
i na Anioł Pański dzwony nie dzwoniły,
w mroku okupacji gdzieś ukryte były.

Jak dziś przed kościołem Matka Boska stała,
Świecącej korony na głowie nie miała,
latarnie jak dzisiaj żółtym światłem lśniły,
choć nie elektryczne, lecz gazowe były.

Żadnych autobusów ulice nie znały,
o kocie łby – końskie kopyta stukały
i spóźnionych gości po mieście woziły
lubelskie dorożki – jakże piękne były!

***

Teraz choć jest pięknie o wieczornej porze,
ludzie już nie chodzą na spacer po dworze.
Kiedyś, kto żyw spieszył na spacer na „Kraka”,
(dziewczęta – by spotkać miłego sztubaka),

– od „Bramy” do „Sasa”, od „Sasa” do „Bramy”
(by tylko najdalej od taty, od mamy),
ojcowie, by spotkać kogoś znajomego,
na kawę i ciastka do Semadeniego

szli, kiedy ich żony w te wieczorne pory
razem się zebrawszy, poszły na nieszpory.
W domach tylko dzieci i babcie zostały,
które już w spokoju pasjanse stawiały.

***

Teraz w centrum miasta są najokazalsze,
odnowione, piękne, mimo że najstarsze
kamienice, w których banki się znajdują,
przepychem, światłem oczy me radują.

Dawniej, pięknem swoim ludzi urzekały
kawiarnie, hotele i teatr wspaniały,
a sklepach sprzedawcy mili, uśmiechnięci,
z ukłonem pytali: co życzą klienci?

U drzwi „Europy” pan posłaniec stał,
co czapkę czerwoną na głowie swej miał.
Zakochanych gości spełniał polecenia,
choć miasto nieduże – wiele miał chodzenia.

***

Siedzę na przystanku, w górze księżyc lśni
i snuję wspomnienia z tych minionych dni,
a wieczór przepiękny, choć październikowy,
spokojny i ciepły, prawie jak majowy.

„Trzynastka” nadjeżdża, czas przerwać marzenia,
choć do duszy nowe cisną się wspomnienia,
czas wracać do domu, gdzie czekają mnie,
zebrać nowe siły w zdrowym, błogim śnie.

Kochany Księżycu, jak za dawnych dni,
w wędrówkach po mieście towarzyszysz mi,
światłem swym srebrzystym rozjaśnij me sny,
będziemy wciąż razem: Lublin, ja i Ty!

Lublin, dnia 6 października 1995 r.
(Plac Wolności – Bernardyński, godz. 18)