Tag Archives: dzieci

Z mojego okna… (3)

Z mojego okna tyle piękna widzę…
Na to, co nie piękne przymykam oczy.
Roztacza przede mną cały świat uroczy
– Stwórca wszego piękna – nasz PAN…

Liście już spadają,
dzieciaki kochane
szeleszcząc nóżkami
kasztany zbierają.

A zaraz za rogiem,
niestrudzony w posłudze,
idzie z Panem Bogiem
raźnym krokiem – Ksiądz.

Gdy spojrzę do góry,
na nieba błękicie
widzę jasne chmury,
pulsujące życie – co wciąż trwa:
jesienne ptaków odloty
ku cieplejszym dniom,
wyżej samoloty
w słońcu pięknie lśnią…

Z mojego okna tyle piękna widzę…

 

Lublin, dnia 4 października 2013

*** (Szła sobie lasem)

Dla Wojtusia

***

Szła sobie lasem Sowa Przemądrzała,
chociaż już wiosna była – cała z zimna drżała.
Do swojego Krzysia drogę zagubiła,
w Stumilowym Lesie biedna zabłądziła.

I gdy tak chodziła Sowa Przemądrzała
nagle Babcię Wojtka pośród drzew ujrzała.
Babcia swoim szalikiem wnet ją otuliła
i do swego serca czule przytuliła.

Wiedziała, że Wojtuś szybko ją pokocha,
że w jego królestwie jest już zwierząt trocha
i chyba już tylko Sowy tam brakuje,
więc się z jej przybycia bardzo uraduje.

 

Lublin, dnia 22 kwietnia 2007.

Bajka – niebajka

Dla Ciebie

BAJKA – NIEBAJKA

Na dwóch krańcach Lublina
tak daleko od siebie
gdzie korzenie ich wrosły
w głąb, w ojczystą ziemię
– dwie dzielnice od wieków
nad rzekami dwiema
tak pięknieją rosnąc,
że wspanialszych już nie ma.

Na północy – Wieniawa
– dzielnica młodzieży,
szkół, uczelni, przedszkoli,
księży i … żołnierzy.
Na południu Wrotków
pięknem swym urzeka,
zachwycają tam oczy
drzewa, zalew, rzeka.

Wieniawa samotna
nad rzeką siedziała
i wpatrzona w Księżyc
jak w lustrze ujrzała
jasne i przyjazne
Wrotkowa odbicie
i poczuła w sobie
jakby nowe życie…

Z tęsknoty i z marzeń
wianuszek uwiła,
w bystre wody Czechówki
przeżegnawszy – rzuciła
wierząc, że go z Bystrzycy
Wrotków wyłowi miły,
a co się działo dalej
zabrakło mi siły
opisać…

Wieniawa, dnia 30 stycznia 2007.

 

(d.c.)

Gdy Wieniawa do rzeki wianuszek wrzucała,
to o najważniejszym wtedy zapomniała.

Zapomniała, że Bystrzyca w drugą stronę płynie
i wianuszek zbłąkany w wodach Wieprza zginie.

I nie ujrzą go nigdy oczy jej Miłego
– chyba, że go znajdzie w głębi serca swego
– i wyłowi…

Wieniawa, dnia 11 lutego 2007.

Z mojego okna…

Z mojego okna niewiele widać
– nisko nad ziemią: zwykły ziemski dzień.
Z nieba promień Słońca i światło Księżyca
– między bloków gęstwą, rzadko wkracza w cień.

Lecz pod mym oknem – jak na filmie taśmie,
przewija się zwykłych, prostych ludzi los.
Od świtu do nocy i gdy Słońce zgaśnie,
rozbrzmiewa osiedla rytmu serca głos.

Pod tym moim oknem – przy piwie dysputy,
przy murku warzywa kupujących gwar.
Czasem płacz dziecięcy, spory, wzywanie pomocy
– czasem serc otwarcia, dobrych przemian czar…

Na ławce bezdomny śpi cicho, nie chrapie,
zanim go nie zbudzi gwarem swoim świt,
albo wcześniej hałas, jakieś zamieszanie,
piratów drogowych – opon i hamulców zgrzyt.

A dziś z mego okna wraz z świtu nastaniem
ujrzałam w jasności nowy, ten nasz… Krzyż…
W trudach tych codziennych Boży Dom tu stanie
– zbudują maluczcy – wznosząc dusze wzwyż… ku Bogu…

 

Lublin, dnia 13 sierpnia 2004.

Wojtusiowy wierszyk

Szybko, szybko zjemy serek
i pójdziemy na spacerek.
Zobaczymy czy koparka,
ciężarówka i śmieciarka
przyjechały do roboty,
przecież dzisiaj nie ma słoty.
Jasne słonko pięknie świeci,
na spacerek wyszły dzieci.
Te z przedszkola, co parami
chodzą ze swymi paniami,
te z babciami, te z mamami,
nawet i te z tatusiami,
co w wózeczkach posypiają,
małe noski opalają.
Taki duży wiatr dziś wieje,
że się chwieją nasze cienie
i Wojtusia cień malutki
– w babci schował się, calutki.
Jak wrócimy, zjemy jajko
podprawiane babci bajką,
popijane z jabłek soczkiem,
lecz z kubeczka, a nie smoczkiem

Lublin, dnia 28 lutego 2000 r.

Owoc pomarańczy

Gdy Bóg przed laty duszę mą stworzył,
oczy na cuda świata otworzył,
skierował pierwsze moje spojrzenie
na drogiej Babci mej ręki drżenie.

W ręce tej owoc błyszczał soczysty,
w poświacie słońca piękny, złocisty,
palce na części owoc dzieliły
a oczy dziecka zachwytem lśniły.

***
Gdy Bóg po latach wnuki me stworzył,
oczy me znowu szerzej otworzył,
pozwolił rękom zmęczonym wielce
dzielić i owoc i – dzielić serce.

daj mi o Boże wciąż pełne ręce,
daj mi o Boże gorące serce,
abym je mogła dzielić uczciwie
pomiędzy wnuki – i żyć szczęśliwie.

29 grudnia 1996 r.

Słoneczniki

WSPOMNIENIA WRZEŚNIA 1939

 

Gdzieś na Saskiej Kępie, pod niebem wrześniowym
aby się zasłonić przed deszczem bombowym,
pod słonecznikami, ze swą lalką w ręce
ukryło się w schronie – czteroletnie serce.

***

Poprzez życia dalsze złe i dobre chwile
pamięć ma wspomina słoneczników tyle:
przed oczami stają złociste, kochane,
przez ojca, przez męża – sadzane, zrywane,

przy miedzach, na polach, działach uprawiane,
teraz znów przez wnuki z zapałem łuskane,
a nawet na sławnym Van Gogha obrazie,
jak żywe, przepiękne w tym swoim wyrazie.

***

Kiedy je wspominam, zstępując w głąb siebie,
modlę się do Stwórcy, co patrzy na Ziemię,
aby słoneczników, w tych czy innych stronach,
nikt nigdy nie musiał znów sadzić na schronach.

29 stycznia 1996 r.

Skowronki

Przed ilustracjami Piotra Stachiewicza
do legend ludowych o Matce Boskiej
Mariana Gawalewicza p.t. „Królowa Niebios”

Skowronki

I

Na Stachiewicza starym obrazie,
pięknym, wspaniałym w swoim wyrazie,
tron Pani Świata złotem olśniewa
na jego stopniach skowronek śpiewa.

Z odległej ziemi gdzie zboża rosły,
małe skrzydełka w niebo go wzniosły,
by zanieść Matce, gdzie słońce świeci,
wszystkie strapienia jej biednych dzieci.

***
Gdy mąż mój orał ojcowskie pole,
czy ziarno rzucał w zoraną rolę,
Czy podczas pracy liczył żłobiny,
to słuchał śpiewu małej ptaszyny.

Mały skowronek, jak przez lat wiele,
z gardziołka swego dobywał trele,
by zanieść Matce przed niebios progi
wiernego syna strapienia, trwogi.

***
Kiedym zmęczona – idę znów w pole
albo na działce uprawiam rolę,
wtedy wytchnieniem jest każda chwila,
a śpiew skowronka znów ją umila,

zanosi Matce, co patrzy z nieba
i wie najlepiej co mi potrzeba,
wszystkie me troski wraz z tą nadzieją,
że w świętych dłoniach nagle zmaleją.

***
Przed Matki Bożej świętym obrazem*
wszystkie „Skowronki”** śpiewają razem,
na skrzydłach pieśni do nieba wznoszą
serca dziecinne, o łaski proszą.

Daj im o Matko siłę wytrwania,
zdrowie i radość z tego śpiewania,
by ukochały strony ojczyste,
by miały głosy i serca czyste.

II

Te polskie skowronki, w polskiej wzrosłe glebie
Polsce śpiewem służą, na ziemi, na niebie,
niepozorne, małe te polskie ptaszęta
i te polskie dzieci: chłopcy i dziewczęta.

Wszystkie one piękno swego śpiewu czują,
wszystkie one serca zmęczone radują
a nad nimi Matka opiekę roztacza,
kocha te skowronki, ziemię i oracza.

18 września 1995 r.

III

Na Stachiewicza starym obrazie,
pięknym, wspaniałym w swoim wyrazie,
Matka Najświętsza płaszczem okrywa
i przed jastrzębia okiem ukrywa

małe ptaszyny, skowronków dziatki,
co pozostały bez ojca, matki,
na gołej ziemi, w gniazdeczku małym,
pośród bruzd pola, odkrytym całym.

***
Do dziś w mym sercu obraz ten noszę
i do Maryji prośby swe wznoszę,
by jak maleńkie gniazdeczko ptasze
płaszczem okryła rodziny nasze.

Jak przed jastrzębiem co z nieba leci
ochronić mogła skowronków dzieci
tak niech uchroni nasze pisklęta
przed złem wszelakim ta Matka Święta.

22 września 1995 r.


*W Archikatedrze w Lublinie
** Chór „Skowronki” Młodzieżowego Domu Kultury w Lublinie

Siewna

Na Stachiewicza starym obrazie,
pięknym, wspaniałym w swoim wyrazie,
przeszłaś po polu wielki szmat drogi,
o twarde skiby kalecząc nogi,

taka jak prości, zmęczeni ludzie,
co całe życie przeżyli w trudzie
i ziarno rzucasz w ziemię zoraną,
odziana w zgrzebną koszulę lnianą.

***

Ty polską matkę dobrze rozumiesz,
Ty jedna pomóc możesz i umiesz,
gdy wielu dzieciom wciąż brakuje chleba,
kiedy ugorem leży polska gleba.

Polskiego ojca dobrze rozumiesz,
Ty jedna pomóc możesz i umiesz,
gdy wiele dzieci nie ma swego domu,
a ich rodzinie pomóc nie ma komu.

Ty polski naród dobrze rozumiesz,
Ty jedna pomóc możesz i umiesz,
kiedy Twe dzieci w coraz większej nędzy,
ci co bogaci – stróżami pieniędzy.

***

O polska, Siewna, Mario kochana,
w chłopską, ubogą odzież odziana,
wejrzyj na sprawy ludu polskiego,
wstaw się za nami do Syna Twego.

Rzuć ziarna w dusze, niech wzejdą ładnie,
niechaj zasłona z oczu opadnie
wszystkim co rządzą, co idą przodem,
i niech się zajmą biednym narodem.

A wszyscy prości zmęczeni ludzie,
co całe życie przeżyli w trudzie,
niechaj w spokoju plony zbierają
i coraz mocniej Ciebie kochają.

8 września 1995 r.

Samoloty

WSPOMNIENIA WRZEŚNIA 1939
 

Niebo było błękitne, powietrze gorące,
nad Warszawą płynęło złote, jasne słońce,
a na tym bezchmurnym, wrześniowym bezmiarze
niemieckie bombowce w jasnym słońca żarze.

Mój mały chłopczyku, lat właśnie masz tyle,
ile ja ich miałam w pierwsze wojny chwile
i w niebo spoglądasz ufnymi oczami,
bez lęku, że dom Twój zginie pod bombami.

I słysząc z daleka nadchodzące grzmoty,
lub nadlatujące z dala samoloty,
nie czujesz w swym sercu przerażenia tego,
które we mnie żyje do dnia dzisiejszego.

Dzisiaj tak jak wtedy, powietrze gorące,
niebo jest bez chmurki, czarem lata tchnące,
obraz z przed pół wieku w pamięci ożywa
i z mych oczu cicho łza serdeczna spływa.

1 września 1995