Tag Archives: Maryja

Za Krzyżem światło

Za Krzyżem światło, przed Krzyżem mrok.
Opodal, bliziutko, nieomal o krok
nasz Patron, Maryja, Kapłan, no i my
– wierni, co przybyli rozsnuć w duszach mgły.

Za Krzyżem światło, w duszach jeszcze mrok.
Nie wznosi się w górę w ziemię wbity wzrok,
Każdy widzi tylko swego krzyża cień
i rozpamiętuje swój mozolny dzień.

A za Krzyżem światło – w górę wznieśmy wzrok.
Najtrudniej jest zrobić pierwszy śmiały krok
w kierunku, gdzie Miłość Miłosierna czeka
na udręczonego grzechem swym człowieka.

A za Krzyżem światło, co rozproszy mrok
i pewnym uczyni każdy w życiu krok.
Nie ma innej drogi do niego niż krzyż
przez który przejść musim, by podnieść się wzwyż,
do nieba bram… już na ziemi…

Za Krzyżem światło…

 

Lublin, dnia 16 grudnia 2007
(1-szy dzień rekolekcji w parafii pw. bł. bp. Władysława Gorala)

***(Chcę być Bożą niteczką)

Chcę być Bożą niteczką, którą ON bierze w palce,
niże chwil moich paciorki i powstają różańce – plony każdego dnia…
Przeplatając dni moich tajemnice radosne
– światłem swoim zalewa jesień, zimę i wiosnę – życia, które wiecznie trwa…

Lecz w dobroci swej  wielkiej, każdy dnia mego kraniec
kończy małym krzyżykiem, aby z chwil mych różaniec – prawdziwy był…
A ja muszę pilnować, by tych chwil nie zmarnować,
aby każdy z paciorków, pięknym – Jego życiem żył…

Chcę być Bożą niteczką, mocną Bożą Miłością,
która nigdy nie pęknie, którą trzyma z radością – w rękach swych… ON…
A gdy skończy swą pracę tajemnicą chwalebną,
złoży nasze różańce przed Matuchną swą Świętą, – tam, gdzie stoi Jej tron…

Chcę być Twoją niteczką – Boże…

 

Lublin, dnia 18 lutego 2006

Panience na dobranoc

I daj nam sen o łąkach umajonych,
Gdzie jest Twój tron, z Papieża złotych róż,
A Ojciec nasz różańcem Ci wyznaje:
Maryjo, już na zawsze jestem Twój!

Zapada zmrok, tylko na Watykanie
Samotny Sługa kończy znojny dzień,
Matuchno daj Mu błogie spoczywanie
i sił do pracy trudnej dodać chciej!

 

Lublin, dnia 15 sierpnia 2005.

Jak gromnica…

Świecy dla Ciebie nie miałam…
Przyszłam z pustymi rękami…
I nagle usłyszałam,
pod kropli święconej dotykiem,
jak Jezus przemówił do mnie,
w najgłębszym mym wnętrzu ukryty.

I nagle zrozumiałam:
gromnicą mam być ja sama,
siebie Mu dziś ofiarować
– jak gromnicę,
sama się spalać z miłości
– jak gromnica,
wiąż świecić światłem jasnym
– jak gromnica,
nie myśleć kiedy zasnę
– jak gromnica…

Ochraniaj moje światło
– jak gromnicy,
nieć mnie do Syna swego
– jak gromnicę
Maryjo Nieustającej Pomocy,
Matko Gromniczna…

 

Lublin, dnia 2 lutego 2005

Spotkanie z Maryją

Skrzydła pieśni niosły Łódź Piotrową w dali
– pieśni co płynęła z głębi wiernych serc
– którą już od wieków Twój lud Ciebie chwali
– Tyś dłońmi swoimi trzymała jej ster.

Uklękłam przed Tobą w najgłębszej pokorze,
Ty w promieniach słońca przybliżałaś się,
wkoło falowało wiernych pełne morze,
co pieśnią i sercem dziś wielbiło Cię.

Kiedyś tak płynęła jak Arka Przymierza,
poczułam na skroni jakby Twoją dłoń
– a była to ręka Twojego Pasterza
– dusza ma wpłynęła w wszechmiłości toń…

Wąwolnica, dnia 3 września 2000 r.

Przed spotkaniem w Wąwolnicy

Idę znów do Ciebie – jak w ubiegłych latach,
serce znów z radości szybciej bije mi,
dusza jak na skrzydłach do Ciebie ulata,
o spotkaniu z Tobą z utęsknieniem śni.

Już od dawna o tym dniu cudownym marzę,
w którym do stóp Twoich znów pokłonię się
i tak myślę o tym, co Ci przynieść w darze,
by na twarzy Twojej uśmiech zjawił się.

Przyniosę Ci w darze tak wiele miłości,
ile zmieścić zdoła małe serce me,
przyniosę Ci tyle ogromnej wdzięczności,
za to, że przez życie wciąż prowadzisz mnie.

Przyniosę Ci krzyże wszystkich, których kocham,
tyle ile unieść zdołam, idąc z Synem Twym
i już teraz z głębi duszy swojej wołam:
ulżyj tym co słabną w trudnej drodze swej.

Przyniosę Ci prośby tych, co przyjść nie mogą,
lecz służą Ci wiernie całym życiem swym,
idąc wciąż cierpliwie swą ciernistą drogą
– wysłuchaj je, pomóż, wszak to dzieci Twe…

Przyniosę Ci moje ukryte marzenia,
bóle, niepokoje, niespełnione sny,
wzloty i upadki, życzeń niespełnienia,
radości i smutki i tęsknoty łzy.

I wszystko to, czego słowo wyrazić nie zdoła,
to co na dnie duszy tak głęboko tkwi,
a Ty Matuleńko dotkniesz mego czoła
i dłonią osuszysz tak piekące łzy.

Idę znów do Ciebie-jak w ubiegłych latach,
serce już z radości szybciej bije mi,
dusza jak na skrzydłach do Ciebie ulata
a spotkaniu z Tobą z utęsknieniem śni…

Lublin, dnia 1 września 2000 r.

2000 – listy do Ojca Świętego

W tym wspaniałym roku 2000 moi Przyjaciele – sąsiedzi z Domu Pomocy Społecznej im. Matki Teresy z Kalkuty w Lublinie wykonali wspaniałe dary dla Ojca Świętego. Miała zaszczyt pomóc im napisać listy do Ojca Świętego, które miały być dołączone do tych prezentów. Oto one:

List pierwszy – pani Marii Świrgiel:

Umiłowany Ojcze Święty!

U progu Roku Jubileuszowego, roku deszczu łask Bożych spływających na nas wszystkich
„- otworzyłeś drzwi do wielkiej jasności
dla całego na świecie Twego Ludu Bożego,
przekroczyłeś wraz z nami nowy próg nadziei
na obecność w nas wszystkich Słowa Wcielonego.

W świecie grozy, przemocy i szaleństwa szatana,
ukazałeś, jak w wielkiej jasności powodzi
– Radość, która przed wiekami nam została dana
– wciąż na nowo dla wszystkich na świecie się rodzi…”
(Danuta Kowal)

Za tę radość z nadziei, za ogromną Bożą Miłość, którą darzysz nas wszystkich, za uśmiech spod dźwiganego krzyża – krzyża nas wszystkich – składam Ci dar z mojego serca, z mojej miłości, dar wdzięczności i ciągłej modlitwy w Twoich intencjach. A zewnętrznym wyrazem tego wszystkiego, czego słowa wyrazić nie mogą, niech będzie Twoja podobizna z komplet bielizny do Mszy świętej, wyhaftowane przez długie godziny duchowego łączenia się z Tobą. Wykonałam ten haft lewą ręką. Po przebytej w dzieciństwie chorobie Heine Medina, lewostronny niedowład unieruchomił mnie na wózku inwalidzkim.

Haftuję krzyżykami – jak krzyżykami haftuje moje życie dobry Bóg. Haftuje je i ozdabia złotymi nićmi radości. Taką radością, którą dał mi dzisiaj, jest możliwość przekazania Ci owocu mojej pracy. Może stanie się ona małą radością dla Ciebie – kochany Ojcze Święty – która wywoła uśmiech na Twojej, tak drogiej mi twarzy.

Jednocześnie przekazuję Ci modlitwy, pamięć i miłość moich bliskich mi współmieszkańców i pracowników Domu Pomocy Społecznej im. Matki Teresy z Kalkuty w Lublinie.

– Maria Świrgiel
Lublin, dnia 15 sierpnia 2000.

List drugi – pana Henryka Paraszczuka

Przewielebny Ojcze Święty!

W tym tak wspaniałym roku – Roku Jubileuszowym, roku nadziei, roku zdroju łask Bożych – dziękując za wszystko, co nam dajesz: wiarę, nadzieję, miłość – poprzez nieskończenie wielką ofiarę, trud, cierpienie – ofiaruję Ci radością owoc mojej pracy: kopię obrazu Matki Bożej Licheńskiej. W Licheniu wszakże, podczas ostatniej pielgrzymki do Polski, modliłeś się do Niej z nami, o wyproszenie dla nas wiary mocnej, która nie lęka się żadnych trudności, cierpień czy niepowodzeń, bo oparta jest na przekonaniu, że „dla Boga nie ma nic niemożliwego” (por. Łk 1,37).

Obraz ten namalowałem ustami. W wypadku straciłem obie ręce i nogi. Dobry Bóg ulitował się nade mną i dał mi radość tworzenia, malowania dla Jego chwały. Pracuję – modląc się jednocześnie do Jezusa i Jego Matki, do Nich, którzy tak dobrze rozumieją cierpienie człowieka, bo ich cierpieniu nie było równego na świecie.

Ofiaruję Ci obraz Maryi, którą tak bardzo umiłowałeś, że zawierzyłeś Jej samego siebie, a Ona tak bardzo Cię ukochała, że prowadzi Cię bezpiecznie przez Twoją drogę krzyżową i zakończę słowami:

„Maluję Cię Matuchno ustami
Maluję Cię Matuchno dniami i nocami
Maluję Cię swoją miłością
Maluję Cię swoją radością
Maluję Cię sobą całym
I Twymi obrazami
wypełniam
świątynię swojego serca”

– Henryk Paraszczuk
mieszkaniec Domu Pomocy Społecznej
im. Matki Teresy z Kalkuty w Lublinie

Lublin, dnia 15 sierpnia 2000

Oba wspaniałe dary dotarły do Ojca Świętego, co prawda nie od razu, lecz po pokonaniu wielu trudności w zrealizowaniu tego przedsięwzięcia, a moja radość była tym większa, że przy okazji dotarła i moja malusieńka kropelka w pisanym słowie.

*** (Bardziej wpatrujmy się w Boże Światło)

Bardziej wpatrujmy się w Boże Światło niż w ludzkie mroki.
abp Józef Życiński

***

Bardziej wpatrujmy się w Boże Światło
niż w ludzkie mroki,
chociaż przez te ludzkie mroki
wieźć nas muszą często nasze ludzkie kroki.

Lecz tak, jak wędrując przez lasy i bagna,
gdy patrzymy w niebo, nie wstrzyma nas żadna przeszkoda,
wpatrując się w Boże Światło, które Maria niesie,
nie zbłądzimy w żadnym ciemnym życia lesie.

Jak gwiazdy w nocy drogę ukazują,
tak kochani święci drogę nam torują
ku Światłu Bożemu doprowadzić nas mogą,
gdy podążać będziemy gwiezdną, świętą drogą
– za nimi…

Bardziej wpatrujmy się w Boże Światło
niż w ludzkie mroki,
chociaż przez te ludzkie mroki
wiodą nas często nasze ludzkie kroki
– w drodze do Boga…

 

Lublin, dnia 5 lutego 2000.

Ojciec Pio

O, Matko moja, racz sprawić, by moja miłość stała się większa.

Miłość nie cierpi zwlekania. Trzej Królowie, zaledwie przybyli (do Jezusa), nie szczędzili trudu, by poznać i pokochać Tego, Który pod wpływem Łaski Bożej zdobył ich serca. Obdarzył ich taką miłością, która chce się poświęcać, ponieważ serce ludzkie w swych małych granicach nie może jej pomieścić i pragnie przekazywać dalej to, co je napełnia.

Szukaj, owszem, samotności, ale niech ci nie zabraknie miłości bliźniego.

Miłość jest królową cnót. Jak perły złączone są nitką, tak cnoty połączone są miłością. Jeśli zerwie się nitka, to perły rozsypią się, tak też giną cnoty, jeśli słabnie miłość.

Miłość jest miarą, według, której Pan będzie sądził nas wszystkich.

Pamiętaj, że osią doskonałości jest miłość. Kto żyje miłością, żyje w Bogu, ponieważ Bóg jest miłością, jak powiedział Apostoł.

Trzeba kochać, kochać, kochać i nic więcej.

Im więcej będziesz mieć goryczy, tym więcej otrzymasz miłości.

Miłość zapomina o wszystkim, wszystko przebacza, daje wszystko bez zastrzeżeń.

Lublin, dnia 6 lipca 1999 r.

Droga Krzyżowa

 STACJA I – Jezus skazany na śmierć

Sąd niezawisły wyrok już wydał
i odwołania nie ma już.
Boga i Miłość na śmierć skazano.
Męka, tortury i krzyż – tuż, tuż…

Sądy wyroki dziś wciąż wydają,
a jeszcze wcześniej języków sąd.
Ręce „Piłaci” wciąż umywają,
nienawiść – miłość usuwa w kąt.

Poznawaj Prawdę – by Jej nie skazać,
poznawaj Boga – byś zawsze mógł
Boga i Prawdę innym ukazać
a sędzią może być tylko – BÓG…

STACJA II – Jezus bierze krzyż na swe ramiona

On wziął za Ciebie krzyż na ramiona,
On wziął na Siebie nieprawość Twą.
On wziął na Siebie Twoje zadania
i Twoją drogę wraz z Twoją łzą.

Gdy sił Ci braknie, pot Cię zalewa
i coraz trudniej wspinać się wzwyż,
pamiętaj: chociaż ciało omdlewa,
On dźwiga z Tobą stale Twój krzyż…

On wziął za Ciebie krzyż na ramiona,
On wziął na Ciebie nieprawość Twą,
więc dźwigaj razem z Nim swe zadania,
On idzie z Tobą drogą Twą…

STACJA III – Jezus pierwszy raz upada pod krzyżem

Pierwszy raz upadł – nie Bóg, lecz Człowiek,
którego zwalił nie pierwszy cios.
Lecz Bóg się w ciało człowieka oblekł
aby podzielić jego los.

Ludzką jest rzeczą w drodze upadać,
nim się wypełni nasz ziemski czas,
lecz w tym upadku nie trwać, lecz wstawać
ufając Bogu, że wesprze nas

– jest rzeczą Boską. Z Jego pomocą
przejdziesz swą drogę – krzyżową też.
Wspierany Jego miłością, mocą
dojdziesz wnet tam, gdzie cierpień kres.

STACJA IV – Jezus spotyka swą Matkę

Na drodze Jezusa Maryja stanęła,
Serce Jej blisko Jego Serca biło,
nowe siły w najdroższe Ciało Jego tchnęło,
milcząc, współcierpiąc, wciąż dla Niego żyło.

Ona i Twą Matką, i z Tobą  w s p ó ł  c z u j e ,
Ona – na Twej drodze milcząc ciągle staje,
jak najdroższym dzieckiem wciąż się opiekuje
i drogę wskazuje – tam, gdzie dróg rozstaje.

Nigdy nie odrzucaj Serca Matczynego,
które w ciężkich chwilach, jak może – ratuje,
nigdy nie odrzucaj serca spotkanego,
które na Twej drodze – z Tobą wciąż  w s p ó ł  c z u j e …

STACJA V – Szymon z Cyreny pomaga Jezusowi dźwigać krzyż

Krzyż Jezusa – człowiek musiał pomóc dźwigać,
lecz później zrozumiał trudu swego treść:
że na nic się nie zda przed cierpieniem migać,
że człowiek z Jezusem krzyż powinien nieść…

Bo zbawienie świata przez Boga nam dane,
bez udziału człowieka nie mogło się stać.
W naszym życiu krzyże przez Niego zesłane
dźwigać musim wspólnie – a ból Jemu dać…

„Jedni drugich brzemiona dźwigajmy,
aby wypełnić Zakon Chrystusowy”.
Wezwanie to w życiu swym wciąż wypełniajmy,
stale dokonując w nas samych przemiany…

STACJA VI – Weronika ociera twarz Jezusa

Ileż trzeba było nadludzkiej odwagi,
by w tłum szalejący, rozbestwiony wejść
tam, gdzie na Niewinność – razy i zniewagi
padały, a krzyż dalej trzeba było nieść ?

Ileż trzeba było nadludzkiej odwagi,
by wyciągnąć ręce, by uczynić gest,
gest miłości, otrzeć Tę Twarz ukochaną,
z ludzkiej wzgardy, krwi, potu i łez ?

Módlmy się o siły, miłość i odwagę,
byśmy mogli cierpieniom ulżyć sercem swym.
Iść w tłum, tam, gdzie człowiek znosi ból, zniewagę,
tak, jak kiedyś cierpiał Jezus – Boży syn…

STACJA  VII – Jezus drugi raz upada pod krzyżem

Jezus pod krzyżem naszych win upada
lecz wstaje i idzie naprzód drogą swą,
a nam zawsze widzieć w nim Boga wypada,
chociaż ludzką drogą w męce idzie On.

Idąc przez wieki Kościół też upada,
bowiem ludzką drogą także idzie on,
lecz wspierany mocą Bożą – stale włada,
wciąż powstając, zdąża tam, gdzie Boży tron.

Każde jego dziecko także wciąż upada,
wstaje – idąc dalej drogą swą,
i Ty dziecko Boże – gdy upadasz – wstawaj,
chociaż i swą drogę znaczysz często łzą.

STACJA VIII – Jezus pociesza płaczące niewiasty

Na jego drodze niewiasty stanęły,
płaczem nad Nim – ból swój wyrażały
a On je pocieszał, gdy we łzach tonęły
by nie nad Nim, lezc nad sobą i dziećmi płakały.

Nad Jezusem i światem płacz dziś nie pomoże,
taka już od wieków kolej losu jest.
Nam i dzisiaj trzeba pojąć słowo Boże,
by umacniać innych – najpierw swój krzyż nieść.

On sam w strasznej męce – o innych pamiętał,
wspierał i nauczał, dostrzegając łzy.
Choć boleścią wielką dusza przeniknięta,
o innych pamiętać – naucz się i Ty…

STACJA IX – Jezus trzeci raz upada pod krzużem

 

Trzeci raz już Jezus pod krzyżem upada,
ciało już słabnie, a gawiedź wciąż kpi.
Wokoło gapiów drwiących gromada,
lecż wstaje, by dotrwać kresu męki dni.

Jak długo można wytrzymać cierpienie,
ile razy wstawać z upadków swych dna ?
Skąd wciąż czerpać siły na zadań spełnienie,
gdy się wkrąg roztacza beznadziei mgła ?

Gdy Jemu otworzysz całe serce swoje
i Jemu dasz w darze swoich cierpień krzyż,
On we wszystkich upadkach Tobie  dopomoże,
wstaniesz zawsze, dążąc wciąż z Nim wzwyż…

STACJA X – Jezus z szat obnażony

Najświętsze Ciało okrutnie zmęczone,
tą krzyżową męką, która jeszcze trwa,
przed złym, wrogim tłumem stałó obnażone,
a cierpienie jeszcze nie sięgnęło dna.

Ze wszystkiego – co Jego, co ludzkie odarty,
wziął na śiebie wszystko, co człowiek mógł znieść,
człowiek zaś przez przez winy swe stał się nie warty
przebaczenia Boga , by do Nieba wejść.

Jezus i za nasze grzechy nieczystości,
myśli i pragnienia i uczynki złe
– cierpiał obnażony pośród ludzkiej złości,
więc na dobre odmień całe życie swe…

STACJA XI – Jezus przybity do krzyża

Gdy ręce nie mogły już błogosławić,
gdy nogi nie mogły nieść Dobrej Nowiny,
usta jeszcze mogły Boga sławić,
mogły jeszcze przebaczać – nawet łotra winy.

Jeżeli pragniesz Jego tak miłować,
że chcesz zawisnąć na swym krzyżu dziś
i nawet w męce chcesz Go naśladować
i Jego drogą aż do grobu iść

– możesz jeszcze zawsze krzywdy wybaczać,
możesz swą duszę oddawać Mu wciąż,
łaski dla bliskich swoich wypraszać,
siły znajdując w  s p ó ł   c i e r p i e n i u
z  N I M …

STACJA XII – Jezus na krzyżu umiera

Słońce oblicze swoje zakryło
i światem wstrząsnął z niebios grom.
Serce ostatni raz zabiło,
ostatnie tchnienie wydał  ON…

Coś się zaczęło, coś się skończyło.
On umarł, byśmy my mogli żyć.
Żyć życiem z Nim, tym, które było
stracone dla nas – przez nasz grzech.

Słońce oblicze swe zakrywa,
niech wstrząśnie duszą Twoją grom,
choć już dwudziesty wiek upływa,
dla Ciebie ciągle kona ON…

STACJA XIII – Jezus zdjęty z krzyża i na ramionach swej Matki złożony

Ludzie odeszli, bo „już się stało”,
odeszli spocząć przed świętem w domach.
Okrutnie zbite Ciało zostało
złożone w Matki Bolesnej ramionach.

Mężne jej serce z ufnością stanęło
w początku nowych, nie znanych Jej dróg,
siedem już mieczy serce przeniknęło,
ból jej zrozumieć umiał tylko Bóg.

Ona jest Matką największej boleści,
Ona rozumie zawsze dzieci swe.
Gdy Twoje serce boleści nie zmieści,
oddaj w Jej ręce wszystkie bóle swe.

STACJA XIV – Jezus złożony w grobie

Cisza zaległa miasto uśpione,
krzyż już za nami i męki dni,
Ciało zmęczone w grobie złożone,
Dusza otwiera do Nieba drzwi.

W ciszy się dzieją rzeczy największe,
których nam pojąć nie sposób jest.
Rzeczy największe, rzeczy najświetsze,
w ciszy i cierpień i życia kres.

Cisza zalega Kościół Boży,
za Tobą kiedyś  i  g r ó b  zostanie
który swą mocą sam Bóg otworzy,
i będzie tylko już  z  m a r t w y c h  w s t a n i e…

Lublin, luty 1999 r.