Tag Archives: rodzina

Mój Tatuś marzył o wyspie i okręcie

***

A moją wyspą – samotność na oceanie miłości.
Okrętem – moja dusza, u steru stoi mój Bóg.
Spokojnie płynę u wiecznej radości,
ufając, że ma droga jest najlepszą z dróg…

Lecz po drodze spotykam mych bliźnich kochanych,
tak często dla innych z miłością oddanych.
Ja też często potrzebuję pomocy jak oni.
Pamiętam o tym…

 

Lublin, dnia 18.06.2014

Ojciec – dwa sny – dwa odejścia

Mamy jednego ojca – Boga Ojca. Lecz On realizuje w nas swoje ojcostwo poprzez ziemskich ojców. Dla mnie mój ziemski ojciec był wszystkim: największą miłością, największym autorytetem. Jak odszedł do Pana – runął mój świat. I dobry Bóg ulitował się nade mną, zesłał mi drugiego ojca, który stał się dla mnie wielką miłością ojcowską, największym autorytetem – Ojca Świętego Jana Pawła II, co objawił mi w dwu snach. W snach tych kolejno, mój tatuś i Ojciec Święty zjawili się przede mną w identycznej scenerii, w identycznej pozycji, takim samym pełnym miłości wzrokiem na mnie patrzyli, identyczne było ułożenie ręki na balustradzie schodów. Oba obrazy były kolorowe, wyraźne. Każdy najdrobniejszy szczegół, np. twarzy, pozostał mi realniej w pamięci niż te ze spotkań na jawie. Nie było tam snów, nie było ruchu, był spokój i była… miłość

Moje odczucia, gdy odchodzili, były prawie identyczne. Tylko jak mój tatuś umarł nie mogłam płakać, jak odchodził Ojciec Święty – obfite łzy sprawiały mi ulgę. I teraz mam w sobie jakiś spokój i choć jestem już w podeszłym wieku, mam zupełnie jasny obraz mojego miejsca na świecie i mojej przyszłej, chociaż nie wiadomo jak długiej drogi – drogi do Pana i do dwóch ukochanych Ojców…

Spotkanie

Było lato, lipiec, chyba rok 1973. Wędrowaliśmy w niewielkiej grupie (rodziny i przyjaciół) Drogą Pod Reglami, następnie Doliną Kościeliską. Celem wycieczki była Hala Ornak. Zatrzymaliśmy się dla odpoczynku i posilenia się, siadając na przydrożnych kłodach świerkowych. Jedna z nas mocowała się z butelką (oranżady czy lemoniady) nie mogąc jej otworzyć. W pewnej chwili zbliżył się do nas samotny turysta, ubrany w ciemne „pumpy”, kurtkę, czarną czapeczkę, czy beret. Bez słowa podał nam otwieracz do butelki, a gdy podziękowałyśmy – poszedł w kierunku gór, krokiem równym, spokojnym. Pamiętam tylko uwagę jednej z nas: „Przecież to był kardynał Wojtyła”…

Wojtusiowy wierszyk

Szybko, szybko zjemy serek
i pójdziemy na spacerek.
Zobaczymy czy koparka,
ciężarówka i śmieciarka
przyjechały do roboty,
przecież dzisiaj nie ma słoty.
Jasne słonko pięknie świeci,
na spacerek wyszły dzieci.
Te z przedszkola, co parami
chodzą ze swymi paniami,
te z babciami, te z mamami,
nawet i te z tatusiami,
co w wózeczkach posypiają,
małe noski opalają.
Taki duży wiatr dziś wieje,
że się chwieją nasze cienie
i Wojtusia cień malutki
– w babci schował się, calutki.
Jak wrócimy, zjemy jajko
podprawiane babci bajką,
popijane z jabłek soczkiem,
lecz z kubeczka, a nie smoczkiem

Lublin, dnia 28 lutego 2000 r.

Dom moich Dziadków

Pojęcie domu kojarzy mi się ze spokojną egzystencją, zaspokojeniem potrzeb materialnych i duchowych. Z poczuciem bezpieczeństwa, zaspokojeniem pragnienia wolności, miłości, co się nierozerwalnie wiąże z pojęciem rodziny, z rodziną pełną, zgodną, zdrową moralnie, stabilną. Wiąże się też z pojęciem Ojczyzny, z miłością do niej, z umiłowaniem ojczystej mowy, ojczystej przyrody, ojczystej kultury. Jest to pojęcie często pozornie złudne. „Dom” jest często marzeniem, ideałem. Lecz dom jest także wszędzie, gdzie my jesteśmy. My go tworzymy. Niezależnie od jego formy materialnej istnieje jego forma duchowa, której jesteśmy jakby częścią, mieszkańcem, budowniczym – zobowiązanym do dbałości o niego. I tak te wszystkie pojęcia wyrażające dom, wszystkie te nasze domy, są jakby drogą do tego domu Ojca do którego zmierzamy, a który będzie doskonały, posiadający te wszystkie przymioty, elementy wszystkich pojęć idealnego domu, do którego dążymy, o którym marzymy. Dlatego myślę, że warto przypomnieć sobie  ten pierwszy dom, który ogarniam pamięcią, a który wywarł ogromny wpływ na ukształtowanie się mojej osobowości, pewnej formacji duchowej mojej rodziny. Z takich historii składa się historia całego narodu, całego społeczeństwa, historia mojego najdroższego domu, który przetrwał tyle burz, który się ostał, mimo, że rozpadały się jego ściany a wiatr historii zwiewał go z mapy Europy – mojej Ojczyzny. Read more …

Zamyślenie – W cieniu krzyża

„Króla wznoszą się ramiona,
Tajemnica krzyża błyska;
Na nim życie śmiercią kona,
Lecz z tej śmierci życie tryska.”
– pieśń ludowa –

Krzyż, krzyż, ciągle krzyż, ciągle krzyże. Jak trudno mi je pokochać… Jako małe dziecko przeżyłam oblężenie Warszawy. Wędrówki wśród pożarów, trupów końskich i ludzkich, bomby, pociski… Przeżyłam szok. Potem przez długie lata okupacji – lęk przed Niemcem – uosobieniem zła. Pozostały strachy nocne, nadwrażliwość, paniczny strach przed cierpieniem fizycznym, łomot serca na widok czyjejś krwi, przemocy, kalectwa. Krzyż napawał mnie panicznym lękiem. Do tej pory unikam uczestnictwa w nabożeństwie drogi krzyżowej, podczas którego często robi mi się słabo. A jednak… Read more …

Na „Deptaku”

Siedzę na „Deptaku”. Spokojnie płynie czas. Jasne promienie słoneczne igrają na odnowionych kamieniczkach, na lśniących kopułach lasu wież – tam, gdzie na Ratuszu wesoły Koziołek igra z wiatrem pobekując do zaprzyjaźnionego z nim Kogucika z wieży Trynitarskiej. Jak przysadzista staromiejska mieszczka  – brama Krakowska gościnnie zaprasza do wnętrz swego gospodarstwa i jak przystało dostojnej gospodyni mającej bezustanne baczenie na wszystko co się dokoła dzieje – pamięta naraz o wszystkim. O tym, by zegar, co odmierza czas historii służył jak od wieków wszystkim mieszkańcom, przypomina o opiece, jaką otacza ten gród Matka Boża i jego patron – św. Antoni, a w południe głosem hejnału budzi w sercach słuchających wspomnienia z lat minionych. Gdy Lublin był dużo mniejszy, a system przekazu informacji i komunikowania się był jeszcze w powijakach, po balkonie bramy Krakowskiej, który wówczas otaczał wokół jej wieżę – chodził dniem i nocą strażak wypatrując, czy gdzieś nie wybuchł pożar.Głos jego trąbki spełniał rolę zegara – informując mieszkańców, że upływa tak ważna w danej dobie godzina – godzina hejnału. Read more …

Bracia

„Z babcinej komody”

W nawiązaniu do mojego opowiadania „Przedwiośnie” – pragnę podzielić się z  szerszym, bliskim mym sercu gronem czytelników – następną pamiątką z „babcinej komody” i refleksją : obszernymi fragmentami listów  mojego ojca – Kazimierza, do mojego stryja – Mariana, który jak już wspomniałam uprzednio – przebył całą drogę Legionów ( z pobytem w Szczypiornej włącznie). Następnie brał udział w kampanii 1920 r. jako wachmistrz I-go Pułku Szwoleżerów Wojska Polskiego i został odznaczony Krzyżem Walecznych.

Podczas, gdy on większą część swych młodych lat spędził w bezpośredniej służbie Ojczyźnie – cała rodzina ciężko pracowała na pokrycie kosztów jego wyposażenia wojskowego, na paczki dla niego. Babcia wysyłała paczki z czystą bielizną, z niezbędnymi drobiazgami. Paczki te jak i listy wysyłane były przez rozmaite „okazje” i nie zawsze docierały do adresata. Rodzina pokrywała w tym czasie także koszty kształcenia drugiego brata – Stanisława, który studiował w Wyższej Szkole Mechaniczno-Technicznej H. Wawelberga, S. Rotwanda w Warszawie. Ojciec mój – Kazimierz, pomagał rodzicom w prowadzeniu firmy czapniczo-kapeluszniczej St. Januszewski przy ul. Kapucyńskiej 2 – uczęszczając jednocześnie do gimnazjum im. St. Staszica i zdobywając najwyższe kwalifikacje w zawodzie ojca – dyplom mistrza czapniczego. Najmłodsza z rodzeństwa – znana już czytelnikom – Janina (Nusia) – uczęszczała do szkoły pani Arciszowej.

A teraz listy. Read more …

Patrząc na płomień gromnicy

I

W starym babcinym lichtarzu
mającym ponad sto lat,
przed starym krucyfiksem
z którego Chrystus na świat
patrzy – tak jak przed wiekiem

-woskowej płomień gromnicy
jasnym światłem migoce,
rozświetla duszy mej ciemność
w samotne długie noce
– jak Babci mej
-przed pół wiekiem.

Gromnica siłę swą bierze
z wysiłku pszczół tysięcy,
z ciężkiej i żmudnej pracy
jasnych, letnich miesięcy
wśród pól
– tak jak przed wiekiem.

Niech Krzyż i gromnica razem
będą świadkiem konania
mego – i tym razem
– aż do pięknego spotkania
z Bogiem
-jak Babci mej
– przed pół wiekiem…

II

Maryjo – dziś Twoje święto.
Tyś – jak Boża gromnica
płomieniem miłości paląc się
oświetlasz Jezusa Krzyż,
by oczy moje w jej blasku
mogły się wznosić wzwyż
ku Niemu
– jak kiedyś Twoje…

Maryjo – dziś Twoje święto.
Bym – jak Twoja gromnica
płomieniem miłości paliła się
Maryjo – pomóż mi.
By oczy innych w tym blasku
mogły się wznosić wzwyż
ku Bogu
– Maryjo pomóż im.

Lublin, dnia 2 lutego 1998 r.
( Dzień imienin mojej Babci )

*** (Gdy swoje oczy kieruję wzwyż)

Przed kościołem p.w. św. Maksymiliana w Lublinie

***

Gdy swoje oczy kieruję wzwyż
– widzę dzwonnicę, Księżyc i Krzyż.
Nie widzę ręki co porusza dzwony
– słyszę, jak w niebo płyną jego tony.
Nie widzę Słońca – źródła światłości
– lecz blask Księżyca w nocy ciemności.

Babciu – Wnuk woła – popatrz się wzwyż !
Wyżej niż Księżyc wznosi się KRZYŻ !…

Lublin, dnia 16 stycznia 1997 r.