Category Archives: Wnuki

Wiersze napisane dla wnuków lub pod ich wpływem

*** (Szła sobie lasem)

Dla Wojtusia

***

Szła sobie lasem Sowa Przemądrzała,
chociaż już wiosna była – cała z zimna drżała.
Do swojego Krzysia drogę zagubiła,
w Stumilowym Lesie biedna zabłądziła.

I gdy tak chodziła Sowa Przemądrzała
nagle Babcię Wojtka pośród drzew ujrzała.
Babcia swoim szalikiem wnet ją otuliła
i do swego serca czule przytuliła.

Wiedziała, że Wojtuś szybko ją pokocha,
że w jego królestwie jest już zwierząt trocha
i chyba już tylko Sowy tam brakuje,
więc się z jej przybycia bardzo uraduje.

 

Lublin, dnia 22 kwietnia 2007.

„To jest życie a nie raj”

Wojtusiowi

„To jest życie a nie raj”

Każde z nas dzielne, każde wytrzyma,
bo wie, że dla niego innej rogi ni ma,
niż ta, na którą skierował go Bóg,
spośród tak wielu, wielu ludzkich dróg.

I trzeba tylko zaufać miłości,
a znajdzie na niej tak wiele radości,
gdy przyjmie z ochotą to, co ześle Bóg,
na wybranej dla niego najwłaściwszej z dróg.

I nie ustanie pod krzyża ciężarem
idąc wśród wichrów lub pod Słońca żarem,
lub kiedy kwiatem rozkwita maj,
choć „to jest życie, a nie raj”.

 

***

Życie to nie bajka, życie to nie raj,
lecz je możesz uczynić – dla nas wszystkich – naj…
Najpiękniejszym, najmilszym i pełnym radości,
bo przeżytym w dniu każdym Bożej obecności.

Gy życie jest służbą – bliźnim a nie sobie,
nabiera wciąż sensu w każdej życia dobie,
nabiera wciąż nowych wspaniałych wartości,
już od lat dziecięcych do późnej starości.

Życie to nie bajka, życie to nie raj,
lecz je możesz uczynić – dla nas wszystkich – naj…

 

Lublin, dnia 6 października 2007

Zielona miłość

Z księżycowych bajek

Zielona miłość

W srebrnych promieniach Księżyca
w ze snów utkanej sadzawce
zakochał się mały Krokodyl
w dużej, zielonej Żabce.

W jej oczach dużych, marzących,
w miękkiej zielonej łapce
i podczas pełni Księżyca,
oświadczył się on – miłej Żabce.

A gdy się dogadali
- szepnął do ucha Żabce:
o naszej zielonej miłości
powiedzmy naszej Agatce…

 

Lublin, dnia 22 marca 2001.

Dla Wojtusia

I

Po jesiennym niebie ciemne chmury mkną,
blade niebo płacze dżdżu smutnego łzą,
o dachy i rynny deszcz miarowo stuka,
muzyką umila sen mojego wnuka.

Śpij więc, śpij maleńki, miną słotne dni,
rozjaśnione blaskiem przez Twe złote sny,
a Babcia różańcem owinie Twój świat,
by Ci Bóg rozjaśniał chwile przyszłych lat.

Lublin, dnia 5 listopada 1998 r.
II

Lodowaty wicher mrozem serce ścina,
czarne chmury pędzą, nieba błękit depczą,
przemarznięte dłonie różańca korale
przesuwają cicho, usta prośby szepczą.

Wtem zza chmur wesoło słońce się wychyla,
tchnieniem swym zmarzniętą ziemię w mig ogrzewa,
promieniami swymi całą ją opływa
i znów ziemia Bogu hymn pochwalny śpiewa.

Promyki figlarne wesoło igrają,
wśród koniczyn łanu i w dziurawca kwiatach,
a w oczach dziecięcych błękit się odbija,
usta ślą swój uśmiech dla całego świata.

Wnet zmarznięte serce nadzieja rozgrzewa,
duszę musnął Anioł skrzydlatym ramieniem,
i znów wszystko we mnie cieszy się i śpiewa,
znów żyję nadzieją, chwilą i … marzeniem.

Lublin, dnia 7 października 1998 r

III

„Duje, duje wiatr w kominie”,
kołysankę nową gra,
w płatkach śniegi świat w krąg ginie,
zima – jak za dawnych lat.

„Duje, duje wiatr w kominie”,
w „Wojtusiowej izbie” mrok.
Miłka gra coś na pianinie,
w śnieżnej dali ginie wzrok…

„Duje, duje wiatr w kominie”,
dywan wspomnień w duszy tka,
życie szybko, szybko płynie,
wraz z nim radość, ból i łza…

Lublin, dnia 17 lutego 1999 r.

*** (Gdy swoje oczy kieruję wzwyż)

Przed kościołem p.w. św. Maksymiliana w Lublinie

***

Gdy swoje oczy kieruję wzwyż
- widzę dzwonnicę, Księżyc i Krzyż.
Nie widzę ręki co porusza dzwony
- słyszę, jak w niebo płyną jego tony.
Nie widzę Słońca – źródła światłości
- lecz blask Księżyca w nocy ciemności.

Babciu – Wnuk woła – popatrz się wzwyż !
Wyżej niż Księżyc wznosi się KRZYŻ !…

Lublin, dnia 16 stycznia 1997 r.

Owoc pomarańczy

Gdy Bóg przed laty duszę mą stworzył,
oczy na cuda świata otworzył,
skierował pierwsze moje spojrzenie
na drogiej Babci mej ręki drżenie.

W ręce tej owoc błyszczał soczysty,
w poświacie słońca piękny, złocisty,
palce na części owoc dzieliły
a oczy dziecka zachwytem lśniły.

***
Gdy Bóg po latach wnuki me stworzył,
oczy me znowu szerzej otworzył,
pozwolił rękom zmęczonym wielce
dzielić i owoc i – dzielić serce.

daj mi o Boże wciąż pełne ręce,
daj mi o Boże gorące serce,
abym je mogła dzielić uczciwie
pomiędzy wnuki – i żyć szczęśliwie.

29 grudnia 1996 r.

Modlitwa Babci

Za me wnuki dobre, że im życie dałeś – dziękuję Ci Jezu,
że w przypadkach wielu je uratowałeś – dziękuję Ci Jezu,
że się życiem cieszyć i pracować mogą – dziękuję Ci Jezu,
i że idą dotąd słuszną Twoją drogą – dziękuję Ci Jezu,

za to, że im dałeś przeróżne zdolności – dziękuję Ci Jezu,
że w nauce mają dużo wytrwałości – dziękuję Ci Jezu,
że je zaprosiłeś do Stołu Swojego  – dziękuję Ci Jezu,
i że Cię przyjęły do serca czystego – dziękuję Ci Jezu.

Serduszka dziecinne i czyste zachować – dopomóż im Jezu,
dla Ciebie  i ludzi wytrwale pracować – dopomóż im Jezu,
Ciebie i Ojczyznę i Ludzi miłować – dopomóż im Jezu,
Rodziców i starszych słuchać i szanować – dopomóż im Jezu.

Od wszelkich wypadków, od grzechu wszelkiego – zachowaj je Jezu,
od pokus, zgorszenia, od wszelkiego złego – zachowaj je Jezu,
od utraty prostej dziecinnej ufności – zachowaj je Jezu,
od braku spokoju, rodzinnej miłości – zachowaj je Jezu.

Przez życia zawiłe, trudne, kręte drogi – poprowadź je Jezu,
aby weszły kiedyś w domu Twego progi – poprowadź je Jezu,
by ich drogowskazem Twoje prawa były – poprowadź je Jezu,
by idąc przez życie nigdy nie zbłądziły – poprowadź je Jezu,
Amen

3 lipca 1995 r.

Rodzinny obiad

Obiadowa nasza pora
trwa od rana do wieczora.
Już godzina jedenasta,
Aga szybko obiad chlasta.
Gdy godzina jest dwunasta,
hejnał słychać z bramy miasta.
Zajadają dwa maluchy,
najfajniejsze nasze zuchy.
Miłka dłubie łyżką w nosie,
chociaż wcale nie jest prosię,
Kacper woła: kuku-kuku,
ja się śmieję do rozpuku.
Mama wpada i wypada,
i do buzi coś tam wkłada.
A Elunia bez hałasu,
chociaż nie ma dużo czasu,
jednym okiem w książkę łypie
i powoli zupę chlipie.
Kiedy bractwo się wyniesie,
będzie cisza, tak jak w lesie.
Babcia sobie coś spitrasi,
bo nikt jej już nie hałasi.
Kiedy siądzie se wygodnie,
to rodzice wchodzą głodni;
mama garnki ręką trąca,
patrzy czy zupa gorąca,
tata chwali żeśmy asy,
ale szuka wciąż kiełbasy.
Mięsa nigdzie nie znajduje,
więc kluskami się raduje.
Gdy już słońce zejdzie z nieba,
to pozmywać wszystko trzeba;
Na to nie ma nikt ochoty,
każdy wieje do roboty
i wykręca się jak może -
to rodzinka nie daj Boże.

Powrót

Już rodzinka nasza cała,
po koncercie się zebrała
w swoim domu, w swej ciasnocie,
tam gdzie mają skarbów krocie.
Nasza Mama już się słania
od posłania do posłania,
a malutki nasz Kacperek
robi siusiu na kibelek.
W przedpokoju, zaś Agata,
wszystkie śmieci nogą zmiata.
Tatuś wszystkie łóżka ściele,
a tych łóżek bardzo wiele.
Babcia nasza w progu staje
i od razu wszystkich łaje;
czy to Miłkę, czy to Elę,
czy to w piątek czy w niedzielę.
I tak po dniu pełnym trudu,
po umyciu wszystkich z brudu,
gdy już dosyć jest krzątania,
spać maluchy się zagania.