Tag Archives: drzewa

Leszczyna

Po drzemce zimowej, na działce cienistej,
gałązki leszczyny pięknej, rozłożystej,
pokryły się całe cudnych bazi szatą
pyłkiem kolorowym zdobioną bogato.

W nasadach gałęzi, w każdym zagłębieniu
maleńkie kwiatuszki śnią o zapyleniu,
mini pióropusze na mini główeczkach
błyszczą się czerwono w promieniach słoneczka.

Leszczyna z lubością ramiona prostuje,
i szczęście istnienia całą sobą czuje.
I żyje tą chwilą, co przemija stale,
a o tym co będzie nie myśli dziś wcale.

I o tym co było, jak w ubiegłe lato
orzechy przepyszne urosły bogato
lecz zanim do końca na słońcu dojrzały,
to obce i wrogie ręce je zebrały.

I nie wie, że zanim tydzień ten przeminie,
to mrozu groźnego fala znów przypłynie
i zniszczy orzeszki jeszcze nie poczęte
i zmrozi listeczki w pączuszkach zamknięte.

Lecz dzielna leszczyna z każdym rokiem większa.
Tę cienistą działkę jak może upiększa,
Użycza wiewiórkom i ptakom schronienia
i w upalne lato dla mnie swego cienia.

Stary wieszcz miał lipę, a ja mam leszczynę,
usiąść pod nią mogę, by odpocząć krzynę
i pomyślę o Tym, co ją kiedyś sadził,
o Tym co mnie w życiu swym nigdy nie zdradził.

Co mnie kochał jak ziemię, jak las i jak pole,
jak bogate plony w kopcach i w stodole,
pomarzyć, że kiedyś znowu się zejdziemy,
pod Bożą leszczyną razem usiądziemy.

16 marca 1995 r.

*** (Gdy nie wiem, co robić)

***

Gdy nie wiem, co robić, same trudności

mam wokół siebie,

gdy tylko mogę, z wielką ufnością

– radzę się Ciebie.

Gdy czuję smutek, wielką samotność

i pustkę wokół siebie,

po chwili wahań, gdy „jesteś dostępny”

– dzwonię do Ciebie.

 

Gdy sen nie nadchodzi, ciemno i cicho

i tylko wiatr drzewa kolebie,

proszę Anioła, by myśli mych kilka

– zaniósł prościutko do Ciebie.

A kiedy się znajdę, po trudach życia

w tak wymarzonym niebie

myślę, że dobry Święty Piotr znajdzie miejsce tam dla mnie

– bliziutko Ciebie…

Lublin, dnia 7 marca 2007.

Bajka – niebajka

Dla Ciebie

BAJKA – NIEBAJKA

Na dwóch krańcach Lublina
tak daleko od siebie
gdzie korzenie ich wrosły
w głąb, w ojczystą ziemię
– dwie dzielnice od wieków
nad rzekami dwiema
tak pięknieją rosnąc,
że wspanialszych już nie ma.

Na północy – Wieniawa
– dzielnica młodzieży,
szkół, uczelni, przedszkoli,
księży i … żołnierzy.
Na południu Wrotków
pięknem swym urzeka,
zachwycają tam oczy
drzewa, zalew, rzeka.

Wieniawa samotna
nad rzeką siedziała
i wpatrzona w Księżyc
jak w lustrze ujrzała
jasne i przyjazne
Wrotkowa odbicie
i poczuła w sobie
jakby nowe życie…

Z tęsknoty i z marzeń
wianuszek uwiła,
w bystre wody Czechówki
przeżegnawszy – rzuciła
wierząc, że go z Bystrzycy
Wrotków wyłowi miły,
a co się działo dalej
zabrakło mi siły
opisać…

Wieniawa, dnia 30 stycznia 2007.

 

(d.c.)

Gdy Wieniawa do rzeki wianuszek wrzucała,
to o najważniejszym wtedy zapomniała.

Zapomniała, że Bystrzyca w drugą stronę płynie
i wianuszek zbłąkany w wodach Wieprza zginie.

I nie ujrzą go nigdy oczy jej Miłego
– chyba, że go znajdzie w głębi serca swego
– i wyłowi…

Wieniawa, dnia 11 lutego 2007.

Pusta alejka…

Patrz… Pusta alejka, na drzewach drży sadź.
Samotna ławeczka, wspomnienie sprzed lat,
promienie nieśmiałe – ból duszy kojące
dalekie, przyjazne, wciąż świecące słońce
– to wszystko dziś Tobie wraz z sercem chcę dać:
tę pustą alejkę, wspomnienie i sadź…

Patrz… Pusta alejka, kogoś tutaj brak…
Samotna ławeczka – stęskniona jak ja…
Pragnienie nieśmiałe, by nim zajdzie słońce
– oczy, dłonie, dusze i serca gorące
odnalazły tutaj chwili szczęścia smak
– by w cichej alejce – nie było już brak
nigdy, nigdy… Ciebie…

 

Lublin, dnia 10 stycznia 2004.

 

Ta sama alejka, na drzewach nie sadź.
W zielone sukienki spowity dziś świat.
Lecz ciągle samotna ławeczka – jak ja,
wciąż czeka spełnienia marzenia sprzed lat.
Jak zimą, tak wiosną, wciąż Tobie chcę dać
i drzewa, i ptaki, i cały mój świat.

Patrz… Pusta alejka, wciąż kogoś tu brak…
Samotna ławeczka 0 stęskniona jak ja…
W pobliskich zaroślach pogwizduje szpak.
Pragnienie nieśmiałe wciąż w sercu mym trwa,
spokoju nie daje: bym gdzie Ty – tam ja
mogła znowu spędzić choćby chwilę dnia
– jak kiedyś…

 

Lublin, dnia 24 maja 2004.

 

Patrz… Pusta alejka, w krąg drga lata czar.
Samotna ławeczka stęskniona od lat
gdzieś znikła wraz z wiosną, nie został ni ślad,
jak znikło wspomnienie i jak znikł mój świat
– gdy chciałam go Tobie na ławeczce dać
– jak znikło marzenie i zimowa sadź.

Patrz… Pusta alejka, już nic tu nie brak…
A jednak ławeczka wciąż żyje we snach…
Choć spokój w mej duszy i ciche czekanie
na tak wymarzone kolejne spotkanie
poprzedza tak krótkie, tak miłe zbliżenia,
tak szybkie, choć nie smutne chwil tych zakończenia
wciąć będzie mi brak… Ciebie…

 

Lublin, dnia 24 czerwca 2004.

*** (W pozornej brzydocie ukryte) Dla pana Krzysia

Dla pana Krzysia

 

***

W pozornej brzydocie ukryte,
gdzie drzewa w lustr błota krysztale odbite
– tkwi piękno.

Piękno, które wydobyć, ukazać,
wraz z rąbkiem swej duszy przekazać
– próbujesz.

Już drzewo na głowie stojące,
tańczące w zaułkach słońce
– pieśń śpiewa.

I w szarej, wieczornej godzinie
ze zdjęć Twych już piękno płynie
– rozjaśnia duszy mrok.

Lublin, dnia 20 sierpnia 1999 r.

w maleńkiej, cichej, tej kawiarence „Cafe Chantant”

Zamyślenie – W cieniu krzyża

„Króla wznoszą się ramiona,
Tajemnica krzyża błyska;
Na nim życie śmiercią kona,
Lecz z tej śmierci życie tryska.”
– pieśń ludowa –

Krzyż, krzyż, ciągle krzyż, ciągle krzyże. Jak trudno mi je pokochać… Jako małe dziecko przeżyłam oblężenie Warszawy. Wędrówki wśród pożarów, trupów końskich i ludzkich, bomby, pociski… Przeżyłam szok. Potem przez długie lata okupacji – lęk przed Niemcem – uosobieniem zła. Pozostały strachy nocne, nadwrażliwość, paniczny strach przed cierpieniem fizycznym, łomot serca na widok czyjejś krwi, przemocy, kalectwa. Krzyż napawał mnie panicznym lękiem. Do tej pory unikam uczestnictwa w nabożeństwie drogi krzyżowej, podczas którego często robi mi się słabo. A jednak… Read more …

Nad jeziorem

***

Najpiękniejsze jest jezioro nocą,
kiedy księżyc wypływa zza drzew,
kiedy gwiazdy na falach migocą,
koi duszę dyskoteki śpiew.

I miarowe ping-ponga odbicia
kończą chwile tak miłego dnia,
falą wspomnień minione przeżycia
powracają na jawie i w snach.

Chociaż piękno i spokój dokoła
zapomnienie daje o złem,
pod opieką mojego Anioła
usypiając – żegnam się z dniem

– jest zakątek w głębinach mej duszy,
gdzie tęsknota i ból wciąż trwa
i nadzieją ukołysana
razem ze mną zasypia ma
Miłość…

 

Okuninka, dnia 4 sierpnia 1998.

 

***

Idę do Ciebie księżycową drogą,
która się wije wśród jeziora fal,
gdzie odbite gwiazdki dopomóc mi mogą,
prowadząc wciąż w Twoją nieznaną mi dal.

Idę do Ciebie myślą i marzeniem,
choć daleka droga – bliskiś sercu Ty.
Oboje objęci jednym Bożym Tchnieniem
wędrujemy poprzez trudne życia dni.

Idę do Ciebie modlitwy stopniami,
które chcę wyprosić Twe spokojne sny,
by Bóg wokół Ciebie dniami i nocami
rozpraszał swym światłem niepokoju mgły…

 

Okuninka, dnia 5 sierpnia 1998.

Bóg obejmuje nasze cierpienie

Patrząc na stary, okaleczały, lecz jeszcze żywy, stary pień drzewa, stojący samotnie na zalanej słońcem łące.

„Bóg obejmuje nasze cierpienie”

Pod stopami – zalana słońcem miłości Bożej ziemia. Wiecznie żywa. Pachnąca. Szumiąca nieskończonością różnorodnych, współistniejących, zniewolonych granicami czasu i przestrzeni istnień ludzkich, które przemijając – zostają, rodząc się – umierają, umierając – rodzą się, spalając się – gasną, gasnąc – zapalają się niczym nowe gwiazdy na firmamencie Bożego nieboskłonu.
Nad głową – błękit nieba – nieskończony, napełniony po nieograniczone żadnym horyzontem brzegi milionami gwiazd niewidocznych dla oka w świetle Słońca, którego promienie stopniowo przenikając w duszę – rozświetlają ją, delikatnie przygotowując ją do przyjęcia ich pełni po przekroczeniu progu nadziei.
Między ziemią a niebem, między człowiekiem a Bogiem, między skończonością a nieskończonością – wrośnięte korzeniami głęboko w ziemię, sięgające konarami nieba – rośnie wgłąb i w niebo każde niepowtarzalne, jedyne ludzkie istnienie. Read more …

Lublin, Księżyc i ja (2)

II

W ciepły i pogodny ten wieczór jesienny
wyszłam, po dniu pracy, na spacer codzienny;
na wiadukcie staję, w dole auta mkną,
światła lamp kwarcowych czarne niebo tną.

Daleko widnieje sylwetka kościoła,
wielkomiejskie światła i ruch dookoła
piękne nowe bloki wzdłuż nowej ulicy
– to nowy krajobraz mej starej dzielnicy.

Tak niedawno jeszcze, parę lat bez mała,
w dolince tej ludność uboga mieszkała,
było tu chałupek, ogródków bez liku
wśród zielonych krzewów i śpiewu słowików.

Jesienią po wiejskich uliczkach „chadzałam”,
spod płotów śliweczki i gruszki zbierałam,
a zimą na sankach zjeżdżałam wśród wzgórz,
gdzie wiosną bzy kwitły, latem pęki róż…

Gdzieś na horyzoncie widoczne pagórki
wyrzeźbione w bruzdy – to Czechowskie Górki,
dzięki nim w pobliżu cegielnia dymiła,
poniżej Czechówka wody swe toczyła.

Teraz te pagórki są lasem spowite,
a wody Czechówki w korycie ukryte,
stawy przy jej brzegach już dawno zarosły,
a w tym miejscu piękne, nowe domy wzrosły…

Nagle nad Wieniawą, ten sam co przed laty,
ukazał się Księżyc srebrzysty, pyzaty,
zobaczył żem sama i jakby we śnie,
do domu mojego odprowadził mnie.

13 października 1995 r.
(wiadukt nad aleją Sikorskiego)

Lublin, Księżyc i ja (1)

I

Po ciężkim dniu pracy jesień odpoczywa,
i bezchmurnym niebem miasto swe okrywa,
po którym wędruje ten sam co przed laty,
Księżyc uśmiechnięty, błyszczący, pyzaty.

W jego blasku stoją piękne stare drzewa,
jesień je w złociste sukienki odziewa,
ja także po pracy wędruję z nim razem,
zachwycam się pięknym Lublina obrazem.

Kiedy cuda miasta przed oczami stają,
wspomnienia z przeszłości jak żywe powstają
i w szczęściu się pławi cała moja dusza,
co jest i co było zachwyca i wzrusza.

***

Dawno, dawno temu, kiedy byłam mała,
na placu tym smukła wieża ciśnień stała
i na Anioł Pański dzwony nie dzwoniły,
w mroku okupacji gdzieś ukryte były.

Jak dziś przed kościołem Matka Boska stała,
Świecącej korony na głowie nie miała,
latarnie jak dzisiaj żółtym światłem lśniły,
choć nie elektryczne, lecz gazowe były.

Żadnych autobusów ulice nie znały,
o kocie łby – końskie kopyta stukały
i spóźnionych gości po mieście woziły
lubelskie dorożki – jakże piękne były!

***

Teraz choć jest pięknie o wieczornej porze,
ludzie już nie chodzą na spacer po dworze.
Kiedyś, kto żyw spieszył na spacer na „Kraka”,
(dziewczęta – by spotkać miłego sztubaka),

– od „Bramy” do „Sasa”, od „Sasa” do „Bramy”
(by tylko najdalej od taty, od mamy),
ojcowie, by spotkać kogoś znajomego,
na kawę i ciastka do Semadeniego

szli, kiedy ich żony w te wieczorne pory
razem się zebrawszy, poszły na nieszpory.
W domach tylko dzieci i babcie zostały,
które już w spokoju pasjanse stawiały.

***

Teraz w centrum miasta są najokazalsze,
odnowione, piękne, mimo że najstarsze
kamienice, w których banki się znajdują,
przepychem, światłem oczy me radują.

Dawniej, pięknem swoim ludzi urzekały
kawiarnie, hotele i teatr wspaniały,
a sklepach sprzedawcy mili, uśmiechnięci,
z ukłonem pytali: co życzą klienci?

U drzwi „Europy” pan posłaniec stał,
co czapkę czerwoną na głowie swej miał.
Zakochanych gości spełniał polecenia,
choć miasto nieduże – wiele miał chodzenia.

***

Siedzę na przystanku, w górze księżyc lśni
i snuję wspomnienia z tych minionych dni,
a wieczór przepiękny, choć październikowy,
spokojny i ciepły, prawie jak majowy.

„Trzynastka” nadjeżdża, czas przerwać marzenia,
choć do duszy nowe cisną się wspomnienia,
czas wracać do domu, gdzie czekają mnie,
zebrać nowe siły w zdrowym, błogim śnie.

Kochany Księżycu, jak za dawnych dni,
w wędrówkach po mieście towarzyszysz mi,
światłem swym srebrzystym rozjaśnij me sny,
będziemy wciąż razem: Lublin, ja i Ty!

Lublin, dnia 6 października 1995 r.
(Plac Wolności – Bernardyński, godz. 18)